Wyświetlono posty wyszukane dla hasła: Rada Zastępcza Tymczasowa

Magnetowid Sanyo - co wysiadlo?

Panowie, strzał w dziesiątkę ! Wczoraj miałem urlop, więc nie mogłem
przeczytać Waszych rad, ale usiadłem nad tym sprzętem, VHR-7100EE.
Zacząłem
od wymiany kondensatorów w zasilaczu, jak się okazało jeden był już wylał,
więc zasilaczowi wyszło to na dobre. Ale poprawy nie było. Dłuższa analiza
działania tego mechanizmu podsunęła mi myśl, że coś chyba luźno jeden
pasek
chodzi. No i po godzinie kombinowania udało mi się go wyciagnąć (po prawej
stronie mechanizmu, od góry, jest silniczek odpowiedzialny za wysów
kasety,
to tam). Z braku zastępczego, tymczasowo wsadziłem jakiś pasek ze starego
magnetofonu, złożyłem i włączyłem. Okazało się że działa ! Czyli winny był
ten pasek. Teraz pytanie, jak nazywa soię oryginalny ten pasek, bo nie
wiem
o co mam pytać w sklepie, czy gdzieś wysyłkowo (tme, poltronic) jest to
dostępne? Może u Ciebie Piotr dostałbym coś takiego?
Został jeszcze bardzo blady wyświetlacz, na którym prawie nic nie widać.

Witam !
Proponuje zdjac maskownice i porzadnie wyczyscic.
Powinno pomoc. Szukanie przyczyny elektronicznej to ostatecznosc.

 » 

zmina plyty glownej - blokada windows 2000

padł mi komputer - sprawa trywialna
serwis przywiózł mi zastępczo inną płytę główną
ale mój win2k nie startuje -pierwsza faza ta z F8 jest ok- a poltem już
tylko kursorek

p.s. moja oryginalna płyta była 2 procesorowa teraz ma tymczasowo 1
procesorową

co można zrobić (reinstalacja jakoś mnie nie pociąga) w końcu dostanę
swoją
płytę jak wróci z serwisu


Z doswiadczenia wiem ,ze winda chodzi ale na plytach z tym samym lub
podobnym chipsetem (np kt133 i kt133a: sprawdzalem na plytach ecs i shuttle
i dzialalo, nie udalo mi sie przeniesc systemu zainstalowanego na plycie z
kt133 na kompa z chipsetem lx). Jesli chipsety sa roznych firm, np via i
intel to bez reinstalacji systemu moze nie zadzialac. Linux radzi sobie w
takich sytuacjach bez wiekszych problemow, nawet win9x wstanie, czemu entki
sobie nie radza, zapytaj Wielkiego Bila.

300 minut spóźnienia pociągu Warszawa Kraków




Przciez to jakis zart z tym zaplataniem calego skladu. W pajeczyne wjechal
?  Mozecie mnie nie rozbawiac snujac wizje kabli oplatajacych caly sklad ?


No szkoda, że tam Ciebie (i innych) nie było. Zaleciłbyś SM42 (jeśli by ją w
ogóle złe PLK puściło), która by dojechała od tyłu po leżącej czy wiszącej
kilkanaście cm na torem siecią i potem ciągnęła (o ile w ogóle dałaby radę)
na chama wagony, rwąc do reszty sieć, a przy okazji łamiąc efektownie
upadające słupy trakcyjne (pewnie niektóre puknęły w pociąg).
No a tak głupim sieciowcom zeszło aż 3 godziny na usuwaniu i tymczasowym
zabezpieczeniu sieci (uwaga - nie naprawą), żeby można było ściągnąć pociąg
ze szlaku do najbliższej stacji (Psary), którego zresztą dokonał ten sam
sieciowy z SM42 na czele.
A gdzie ci ludzie mieliby iść z tego pociągu i jak - z wysokiego nasypu,
przez pola i łąki, nocą? Myślę, że ktoś przeliczył się po prostu z czasem
trwania naprawy i błędnie oszacował, że potrwa to może góra ze 2-3 godziny i
nie opłaca się wysyłać zastępczego pociągu (zorganizowanie takowego, dojazd
i przesiadanie trwałoby dłużej).

konto

Fundacja na pewno nie teraz, ale sądząc z ilości seterów do adopcji domy tymczasowe za moment przestaną wystarczać. Ja myślałam o pomocy w formie rodziny zastępczej. Na pewno są osoby, które by pomogły, wzięły psa, ale boją się kosztów utrzymania - prawidłowego wyżywienia, profilaktyki, leczenia. Wiemy, jakie setery potrafią być potrzebujące. Tym osobom potrzebna byłaby gwarancja pokrywania kosztów, przy jednym seterku damy radę, przy drugim jakoś też, a dalej?
Ja ciągle mam przed oczami Skarpę, która po przybyciu do nas nie umiała szczekać, machać ogonem. Zapomniała, że pan codziennie daje jeść, wychodzi na spacer, głaszcze i tuli. O takich psach ciągle myślę. Takim psom chciałabym pomóc. One bardziej od wybiegania potrzebują miłości, akceptacji. Chętnie sama "ufundowałabym" stypendium. Żebym tylko miała pewność, że to są dobre ręce.
To na pewno nie w najbliższym czasie, ale patrząc w tej chwili na stronę Setery -Adopcje i ilość psów poszukujących domów.......

 » 

Madzilla wymienia słonia na coś mniejszego...

Ponieważ mój Dellik kochany się pierdoli i mam dość fuj fuj trza mi czegoś tymczasowo zastępczego do 3 tysi i szukam u Was rady

Generalnie chodzi o to, żeby tam grafika była dobra, ze 4 giga ramu, core 2 duo, dysk też 320 gb...... no i strandard, ale ja zupełnie nie wiem jak się za to wziąć i co znaleźć. Liczę więc, że ktoś coś wie i może umie rozsądnie się wypowiedzieć....

TTI TCB-880

Od jakiegoś czasu mam TTI-880 i jeździło tymczasowo w "zastępczym" samochodzie, w dieslu. Było cacy jak "ta lala". Niestety przełożyłem radio i antenę do swojego samochodu (fiat uno rocznik 2000, benzyna) w którym wcześniej jeździła Onwa MK3 i Hustler IC100. No i jest tragedia. Ale z winy samochodu oczywiście. Plus jest taki że przy onwie i hustlerze byłem przekonany że pompka paliwowa robi duże zakłócenia. Teraz przy lepszym radiu, lepszej antenie i lepszemu głośnikowi (zewnętrznemu) przynajmniej wyraźnie słychać że to alternator powoduje pierdzenie w głośniku bo teraz przynajmniej słychać że to pierdzenie jest narastające wraz ze wzrostem obrotów silnika. Szkoda ze tak jest i muszę to niestety usunąć. Ale to już inny temat...

Swoją drogą - przełączenie z DX na Local likwiduje to pierdzenie w całości (włączenie filtra ANL sobie z tym nie radzi). Jednak to za duża strata na zasięgu odbioru. Nie wiem dokładnie jaka ale wiem, że słyszę duuużo mniej (przypuszczam że 2 km to max). W mieście to nie problem ale na trasie to mnie nie satysfakcjonuje w ogóle.

Niemożliwe stało sie faktem: PCC Arriva wygrał w Kuj.-Pom.

Radosław Gawek, prezes Arrivy PCC, odwołany ze stanowiska. Rada nadzorcza spółki obarczyła go winą za fatalny debiut firmy na kujawsko-pomorskich torach. A tymczasem władze regionu zagroziły przewoźnikowi zerwaniem umowy.
Prezesa odwołała rada nadzorcza spółki, w skład której wchodzą przedstawiciele firm tworzących konsorcjum - Anglicy z Arrivy oraz Polacy z PCC Rail. To reakcja na kłopoty przewoźnika. - Decyzja została podjęta w związku z tymi właśnie problemami - potwierdza Maciej Królak, rzecznik prasowy Arriva PCC.

Gawka na stanowisku zastąpił tymczasowo Piotr Rybotycki, dyrektor ds. rozwoju PCC Rail.

Od niedzieli, kiedy nowy przewoźnik objął 30 proc. rynku kolejowych przewozów pasażerskich w regionie, tysiące mieszkańców ma ogromne problemy z dojazdem do szkół i pracy. Pociągi albo się spóźniają, albo wcale nie kursują. Zamiast składów są podstawiane autobusy, m.in. na linii Toruń - Lipno.

Od czwartku z polecenia marszałka Piotra Całbeckiego działalność Arrivy prześwietla 21 kontrolerów. Sprawdzają m.in. punktualność pociągów, dostępność rozkładów jazdy, a także informację o komunikacji zastępczej. Obie strony uzgodniły, że sytuacja poprawi się do wtorku. Przewoźnik ma przedstawić UM szczegółowy plan wyjścia z kryzysu.

Żródło: www.rynek-kolejowy.pl

Wyrzucenie na bruk

Witam. Mam pytanie. Od kilku lat wraz z zona i synem zamieszkuje lokal w kamienicy u "prywaciarza" Ostatnio nie umiem sie z nim dogadac. Okna zepsute (podobno mam sobie je sam wymienic), grzyb w mieszkaniu (to tez moja sprawa) itd. Interesuje mnie czy własciciel po wypowiedzeniu lokalu moze mnie poprostu wyrzucic czy musi mi znalezc lokal zastepczy i jakie ewentualnie musi ów loakal spelniac warunki? Dodam tylko ze zona i sym maja staly meldunek a ja tymczasowy. Prosze o rade bo sam nie wiem czy mam sie z nim wyklucac czy dac sobie spokuj.

Od kiedy pomoc finansowa?

Bo to jest tak, powiedzmy sobie szczerze, że Państwo polskie i samorządy żerują na ludziach i umieszczają dzieci w rodzinach często na "dzikich" zasadach. Potem przez trzy miesiące, pół roku a nawet dwa lata dzieci są w rodzinie na jej utrzymaniu. To sie nazywa pasożytnictwo !! Który z domów dziecka zgodziłby się na taki chory układ. Sędzia rodzinny może wydać postanowienie o tymczasowym umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej. Takie tymczasowe zarządzenie pozwala ośrodkowi pomocy rodzinie wypłacić kwotę na częściowe utrzymanie dziecka w rodzinie zastępczej. Przy okazji spraw finansowych postawię pytanie retoryczne. Kiedy ostatno ktoś rewaloryzował tzw kwotę bazową ? Czy wiecie, że od pięciu lat , biorąc pod uwage wzrost cen i inflację, co roku ta kwota realnie sie zmniejasza, ale co tam, egzotycznym ludziom z kosmosu, wiecej się nie należy.
Kucolka, czy mozesz napisac tresc postanowienia sadowego, ciekawi mnie na jakich zasadch umieszczj u Was dzieci, i jeszcze jedno niezaleznie od tego co powiedza Tobie w MOPSie, i gdy sie okaze, ze bedziesz bez srodkow finansowych, pisz pismo najpierw do MOPSu, a potem do Prezydenta i Rady Miasta z wiadomoci do wydzialu spraw spolecznych Urzedu Wojewodzkiego. Nie pozwolcie sobie w kasze dmuchac. Rodzina zastepcza to ne byle kto, to jedni z najszlachetniejszych obywateli IV Rzeczpospolitej.

Magnetowid Sanyo - co wysiadlo?

Cześć !


lat z problemami takimi jak opisuje Mariusz. W kazdym przypadku winne byly
paski (wyciagniete, szczegolnie ten od napedu ladowania kasety) a ich
wymiana (koszt 4,00 PLN) rozwiazywala problem. Przy okazji proponuje
oczyscic kolka pasowe na ktorych te paski chodza i caly tor przesuwu
tasmy.
Pozdrawiam
Piotrek

p.s. w magnetowidach Sanyo z serii VHR-E1100-7100 w zasilaczu nie ma
przetwornicy, a jest klasyczne trafo i jeden duzy stabilizator po stronie
wtornej
(wspolny dla wszystkich napiec), ale kondendensatorkow wymieci nie
zawadzi,
choc w moim przypadku nie bylo takiej potrzeby.


Panowie, strzał w dziesiątkę ! Wczoraj miałem urlop, więc nie mogłem
przeczytać Waszych rad, ale usiadłem nad tym sprzętem, VHR-7100EE. Zacząłem
od wymiany kondensatorów w zasilaczu, jak się okazało jeden był już wylał,
więc zasilaczowi wyszło to na dobre. Ale poprawy nie było. Dłuższa analiza
działania tego mechanizmu podsunęła mi myśl, że coś chyba luźno jeden pasek
chodzi. No i po godzinie kombinowania udało mi się go wyciagnąć (po prawej
stronie mechanizmu, od góry, jest silniczek odpowiedzialny za wysów kasety,
to tam). Z braku zastępczego, tymczasowo wsadziłem jakiś pasek ze starego
magnetofonu, złożyłem i włączyłem. Okazało się że działa ! Czyli winny był
ten pasek. Teraz pytanie, jak nazywa soię oryginalny ten pasek, bo nie wiem
o co mam pytać w sklepie, czy gdzieś wysyłkowo (tme, poltronic) jest to
dostępne? Może u Ciebie Piotr dostałbym coś takiego?
Został jeszcze bardzo blady wyświetlacz, na którym prawie nic nie widać.
Domyslam się że kondensatory trzeba wymienić, tylko gdzie? Na samej płytce
wyświetlacza, po zdemontowaniu całego ustrojstwa? Moze ktoś to potwierdzić?
Czy poprostu nadaje się od razu do wymiany ? Nie chcę całości demontować w
ciemno, bo trochę kręcenia jest.....
Pozdrowionka, i wielkie dzięki.
Mariusz

Legia Warszawa

Legia będzie musiała grać na innym stadionie?



W związku z przebudową stadionu Legii pod znakiem zapytania stoją występy tego klubu na Łazienkowskiej. Głównym powodem będą problemy z oświetleniem. – Nie pozwolimy Legii na grę w południe – zapowiada PZPN. Wart 365 mln zł kontrakt na przebudowę stadionu Legii okazał się atrakcyjnym kąskiem. Do przetargu zgłosiła się firma z Grecji oraz osiem konsorcjów, w skład których wchodzą firmy z Polski, Austrii, Niemiec i Chin. W środę dowiemy się, czy wszystkie przejdą do drugiego etapu.

Koszt budowy początkowo szacowano na 180 mln zł, później mówiono o 250 mln zł. Ostatecznie Rada Warszawy przyznała 365 mln zł. Jednak ta cena może być wyższa. – Prawdopodobnie będzie problem z oświetleniem, a konkretnie z przestawieniem słupów. Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo to inżynierska sprawa, ale jest problem – tłumaczy Bronisław Domka, członek komisji przetargowej. – W czasie budowy Legia będzie bez jupiterów albo trzeba będzie postawić zastępcze, tymczasowe oświetlenie. Projekt zakłada, że nie będzie masztów oświetleniowych, a jupitery zostaną zamontowane w zwieńczeniu dachu, tak jak na większości stadionów świata. Namawiam Legię i będę też rozmawiać z przedstawicielami Ekstraklasy SA, żeby nie wpędzali nas w dodatkowe koszty i nie nakazywali na czas budowy robić prowizorycznego oświetlenia. To dodatkowy koszt ok. 7-8 mln zł. Po co marnować tyle pieniędzy? Przecież mecze można rozgrywać o godz. 14, 15, a nie budować coś na półtora roku – komentuje.

Budowa ma trwać od 2007/2008 do 2009 roku. Stadion ma pomieścić do 34 500 kibiców. Na mecze międzynarodowe pojemność wyniesie 31 800 miejsc.

info:stadiony.pl

Limanowskiego...


Limanowskiego poczeka na gruntowny remont
Piotr Wasiak2009-06-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-12 17:33

Torowisko na ul. Limanowskiego zostanie jedynie poprawione, aby wytrzymało do wiosny przyszłego roku. Wtedy ma zostać przeprowadzona gruntowna przebudowa

"Gazeta" już kilkakrotnie opisywała fatalny stan tej ulicy. Tory są tam tak krzywe i popękane, że nie nadają się do dalszej jazdy. MPK, aby nie doszło do tragedii, wprowadziło tam ograniczenie prędkości do 10 km/godz. oraz stały nadzór inżynierów. Powołano również komisję ekspertów, która sprawdziła stan torowiska.

Z raportu wynika, że szyny wymagają natychmiastowej naprawy. Rada miejska zdecydowała, że ruch tramwajów na Limanowskiego należy zamknąć. - Torowisko jest tak zniszczone, że nie powinny po nim jeździć tramwaje. Jest to niebezpieczne dla podróżnych - zdecydowali radni. Chcieli zamknięcia ruchu na ul. Limanowskiego, przyspieszenia napraw i wprowadzenia na ten czas komunikacji zastępczej.

Dariusz Joński, przewodniczący klubu lewicy, który złożył wniosek o zamknięciu ruchu na ul. Limanowskiego, ma zamiar przypomnieć prezydentowi o decyzji rady miejskiej. - Nie może być tak, że rada nie jest traktowana poważnie - mówi.

Jednak zgodnie z prawem prezydent nie musi stosować się do stanowiska rady miejskiej. - Nie mamy żadnych sposobów, żeby zmusić prezydenta, ale są inne metody. Możemy na przykład nie podejmować uchwał, na których mu zależy - mówi Joński. - Jerzy Kropiwnicki powinien również pamiętać, że jeśli nic nie zrobi, a dojdzie do jakiegoś wypadku, bierze na siebie pełną odpowiedzialność za zdarzenie.

- Stanowisko radnych nie jest dla nas obowiązujące, ale prezydent bierze je pod uwagę. Nie możemy zamknąć ruchu, ponieważ byłoby to bardzo uciążliwe dla mieszkańców, a uruchomienie komunikacji miejskiej byłoby kosztowne. Według planu, który przygotowaliśmy, w tym roku miałby zostać wyremontowany fragment od al. Włókniarzy do ul. Grudziądzkiej, a wiosną przyszłego roku dalej do ul. Zachodniej. Przeznaczono na to 40 mln zł - mówi Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta.

Zarząd Dróg i Transportu planuje rozpoczęcie przebudowy tego odcinka w trzecim kwartale tego roku. Roboty mają potrwać półtora roku. ZDiT jednak już od pięciu lat mówi o konieczności remontu torowiska. Ogłoszono nawet przetarg na zrobienie dokumentacji dla tej inwestycji, ale firma projektowa ponad rok spóźnia się z jej przygotowaniem.

Do czasu rozpoczęcia gruntownego remontu najbardziej uszkodzone fragmenty mają być tymczasowo naprawione, aby wytrzymały do wiosny. Miasto planuje przeznaczyć na to ok. 1 mln zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Renowacja Bauvereinu

Kiedy podjęta zostanie decyzja o zasiedleniu budynku lub ukończonych już klatek? Dlaczego ta sprawa tak długo już się ciągnie? Umowy z lokatorami podpisano w kwietniu 2007, obecnie mamy wrzesień i decyzji o zasiedleniu nadal nie ma. Co z przedwyborczymi obietnicami? Kto jest winien? Przecież Bauferain to nie hotel tylko mieszkania zwykłych ludzi, którzy często są w trudnych sytuacjach. Panie Prezydencie proszę o interwencję w tej sprawie. Miasto, z tego co wiem ma udziały w firmie Lokator, czy taki stan do niczego nie uprawnia?

Oczywiście, że taki stan nas do czegoś uprawnia. Przede wszystkim do działania zgodnie z prawem, bo prywatny inwestor może sobie pozwolić na pewną dowolność i najogólniej mówiąc elastyczność, natomiast miasto nie.

Mieszkania w pierwszym skrzydle są gotowe i czekają na mieszkańców, natomiast nie ma zgody na zasiedlenie, dopóki nie zostanie ogrodzony i zabezpieczony teren przewidziany do dalszego remontu. A póki co nie można go ogrodzić i zabezpieczyć, bo mieszkają tam jeszcze ludzie. Lokator musi tych mieszkańców przesiedlić do mieszkań zastępczych lub tymczasowych. Mysłowice takimi mieszkaniami nie dysponują. Stąd też w celu załatwienia tej sprawy wysiedleń po ludzku firma remontuje budynek po byłym hotelu robotniczym na Brzezince. Jak tylko skończą remont, przeprowadzą mieszkańców, ogrodzą i zabezpieczą teren, to pierwsze skrzydło Baufereinu zostanie oddane lokatorom do użytku.

Niestety, ale procedury związane z bezpieczeństwem mieszkańców są najważniejsze. Budynek na Brzezince mógł być wyremontowany wcześniej, ale nie wiem, czy Pan śledził wydarzenia - Rada Miasta przez kilka miesięcy nie chciała wydać na to zgody. Dopiero, gdy sprawa okazała się bez wyjścia, ostatecznie po ponad pół roku dyskusji radni poparli koncepcję Brzezinki. Była to koncepcja optymalna.

I tak przeprowadzka mieszkańców Baufereinu musiała poczekać. Przyszli lokatorzy tego budynku zostali poinformowani na piśmie o tym opóźnieniu, a firma Lokator uprzejmie przeprosiła. Przeprosiła tak naprawdę nie w swoim imieniu, a w imieniu władz miasta poprzednich kadencji za brak mieszkań socjalnych. Miasto płaci milion złotych rocznie za brak takich lokali socjalnych. W poprzedniej swojej kadencji proponowałem dwie lokalizacje takich inwestycji: ul. Wielka Skotnica i Kosztowy, ul. Dzióbka. Zdobyłem nawet 50% dofinansowania z Ministerstwa, ale... protesty mieszkańców i radnych udaremniły te plany. Proszę być dobrej myśli co do Baufereinu. Swoją drogą jeżeli czekał na rewitalizację ponad 20 lat, to te pare miesięcy już nie robi tak wielkiej różnicy - powiedział Grzegorz Osyra, Prezydent Mysłowic.

Limanowskiego - co po zamknięciu torowiska?

Oto treść artykułu , który pojawił się w gazecie wyborczej w dniu 12.06.2009 r. autorstwa pana Piotra Wasiaka:
Limanowskiego poczeka na gruntowny remont
Torowisko na ul. Limanowskiego zostanie jedynie poprawione, aby wytrzymało do wiosny przyszłego roku. Wtedy ma zostać przeprowadzona gruntowna przebudowa
"Gazeta" już kilkakrotnie opisywała fatalny stan tej ulicy. Tory są tam tak krzywe i popękane, że nie nadają się do dalszej jazdy. MPK, aby nie doszło do tragedii, wprowadziło tam ograniczenie prędkości do 10 km/godz. oraz stały nadzór inżynierów. Powołano również komisję ekspertów, która sprawdziła stan torowiska.

Z raportu wynika, że szyny wymagają natychmiastowej naprawy. Rada miejska zdecydowała, że ruch tramwajów na Limanowskiego należy zamknąć. - Torowisko jest tak zniszczone, że nie powinny po nim jeździć tramwaje. Jest to niebezpieczne dla podróżnych - zdecydowali radni. Chcieli zamknięcia ruchu na ul. Limanowskiego, przyspieszenia napraw i wprowadzenia na ten czas komunikacji zastępczej.
Dariusz Joński, przewodniczący klubu lewicy, który złożył wniosek o zamknięciu ruchu na ul. Limanowskiego, ma zamiar przypomnieć prezydentowi o decyzji rady miejskiej. - Nie może być tak, że rada nie jest traktowana poważnie - mówi.

Jednak zgodnie z prawem prezydent nie musi stosować się do stanowiska rady miejskiej. - Nie mamy żadnych sposobów, żeby zmusić prezydenta, ale są inne metody. Możemy na przykład nie podejmować uchwał, na których mu zależy - mówi Joński. - Jerzy Kropiwnicki powinien również pamiętać, że jeśli nic nie zrobi, a dojdzie do jakiegoś wypadku, bierze na siebie pełną odpowiedzialność za zdarzenie.

- Stanowisko radnych nie jest dla nas obowiązujące, ale prezydent bierze je pod uwagę. Nie możemy zamknąć ruchu, ponieważ byłoby to bardzo uciążliwe dla mieszkańców, a uruchomienie komunikacji miejskiej byłoby kosztowne. Według planu, który przygotowaliśmy, w tym roku miałby zostać wyremontowany fragment od al. Włókniarzy do ul. Grudziądzkiej, a wiosną przyszłego roku dalej do ul. Zachodniej. Przeznaczono na to 40 mln zł - mówi Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta.

Zarząd Dróg i Transportu planuje rozpoczęcie przebudowy tego odcinka w trzecim kwartale tego roku. Roboty mają potrwać półtora roku. ZDiT jednak już od pięciu lat mówi o konieczności remontu torowiska. Ogłoszono nawet przetarg na zrobienie dokumentacji dla tej inwestycji, ale firma projektowa ponad rok spóźnia się z jej przygotowaniem.

Do czasu rozpoczęcia gruntownego remontu najbardziej uszkodzone fragmenty mają być tymczasowo naprawione, aby wytrzymały do wiosny. Miasto planuje przeznaczyć na to ok. 1 mln zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

nocny dyżur


wyszedł przed dom jak co wieczór
czekali na ten moment. nie mógł odmówić
wsiadł tak jak stał. czuł skrępowanie i niemoc
gdy tak przez całą drogę trzymał ręce za plecami

patrzył w mroczny prostokąt okna
tak rodzi się piekło - pomyślał chłodno
gasły gwiazdy. nadciągała burza


Odłożyłem na później, by wszelkie pozatekstowe, zewnętrzne sprawy nie
odbijały się w mojej lekturze tego wiersza. Nie dało rady. W związku z tym
dzielę się tymi naleciałościami.

Król nie powinien umrzeć śmiercią naturalną, ani rządzić obłożnie chory.
Stan jego sił witalnych pozostaje w ścisłym związku ze stanem sił kraju, w
którym panuje. W związku z tym trzeba go po prostu, w odpowiednim czasie
zabić, by duch napęczniały witalnością jak świeże ziarna pszenicy mógł
przejść w nienaruszonym stanie w ciało następcy. Nie trzeba chyba dodawać,
iż rytuał ten najmniej podobał się królom. Wymyślono więc instytucję króla
tymczasowego, który przejmował władzę w "tych niebezpiecznych dniach", by
zginąć zamiast "prawowitego" panującego. Jak długo trwały te zastępcze
kadencje? Kilka godzin, kilka dni, miesiąc, pół roku, najdłużej rok. Król
tymczasowy cieszył się wszelkimi przywilejami, mógł podjąć każdą decyzję,
którą wykonywano z taką samą - jak zawsze - gorliwością. Nic się nie
zmieniało. A jednak. Uważnemu obserwatorowi rzucało się w oczy, że gdy
władca zbyt daleko oddalał się od pałacu, jego śladem poczynała podążać
grupa dobrze uzbrojonej młodzieży należącej do najznamienitszych rodów.
Odpowiedzmy sobie jeszcze na pytanie, kim byli owi tymczasowi królowie,
zanim spotkał ich zaszczyt przywdziania królewskiej korony. Najczęściej
przestępcami skazanymi na śmierć, niewolnikami, jeńcami wojennymi, biedakami
sprzedanymi przez rodzinę, synami królewskimi. Ale zdarzało się, że zostawał
nim ktoś inny, nie związany przymusem, brakiem alternatywy. Robił to z
powodów, które można by określić ogólnie - na przykład - jako sokratejskie.
Czy zbliżający dzień brutalnej abdykacji mógł jakoś wpływać na stan
refleksji takiego króla tymczasowego?

Niedawno cytowana "Utopia człowieka zmęczonego" Borgesa może być rewersem
monety z głową tymczasowego króla. Tu bohater wybiera śmierć, ponieważ swoje
życie już przeżył. Pewnego dnia udaje się do krematorium. Widzimy go - my,
czytelnicy - ostatni raz, gdy macha do nas ręką na pożegnanie. Ani cienia
wątpliwości. Mimo to opowiadanie sprawia wrażenie dość przygnębiającego.

Biorąc w nawias najbardziej oczywiste (mz) odczytanie Twojego wiersza,
wydaje mi się, iż słyszę - gdzieś na peryferiach odcieni znaczeń - brzęk
owej monety.

--
Me(L)Isa


Pozdrawiam, Telik.

wiadukt na Strzegomskiej - reaktywacja :/

Co najciekawsze ZDiK nie ma pieniedzy na nowy wiadukt. Nie znaja czasu
rozpoczecia rozbiorki a tym bardziej budowy nowego. Odcieli mnie od swiata
i co... i nic! Wybudowali most Millenijny i beda sie tym chwalic przez
natepne 50 lat a reszta niech sama sobie radzi ! Zeby przynajmniej jakies
tramwaje z Nowego Dworu, Muchoboru byly a tu nic! :(


wrong... trzeba bylo poszukac na tej samej stronie:

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w tej sprawie, Zarząd Dróg i
Komunikacji informuje, że w nocy z 10 na 11 listopada nastąpi całkowite
wyłączenie z ruchu wiaduktu w ciągu ul. Strzegomskiej.

Trasy objazdu dla zamkniętego odcinka zostały wyznaczone:

. dla kierunku do centrum: ul. Fabryczną i ul. Wagonową,

. w stronę Nowego Dworu - ul. Robotniczą.

Schemat organizacji ruchu zastępczego przesyłamy w załączeniu.

W celu zwiększenia przepustowości na trasach objazdu obowiązuje układ ulic
jednokierunkowych. Dla kierowców nadjeżdżających z zachodnich części miasta
wskazano dojazd do centrum przez estakadę Gądowiankę oraz ul. Legnicką.

Mając świadomość tego, że wyłączenie nawet najkrótszego odcinka ulicy
znajdującej się w centrum miasta spowoduje ogromne utrudnienia w ruchu
kołowym w rejonie sąsiadującym opracowaliśmy koncepcję budowy tymczasowego
obiektu, który zastąpi nieczynną estakadę. Ponieważ jedyną instytucją, która
dysponuje niezbędnymi materiałami i sprzętem do wykonania takiej tymczasowej
przeprawy są wojska inżynieryjne, wystąpiliśmy z prośbą do Ministra Obrony
Narodowej o wyrażenie zgody na wykorzystanie sił zbrojnych. Zgoda
ministerstwa pozwoli nam kontynuować rozmowy z przedstawicielami wojsk
inżynieryjnych w celu doprecyzowania szczegółów operacji i oszacowania jej
kosztów. Dopiero mając pisemną zgodę ministerstwa oraz znają koszt operacji
będziemy mogli wystąpić do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o wyra-żenie
zgody na bezprzetargowe udzielenie zamówienia. W oczekiwaniu na decyzję
ministerstwa ZDiK rozpoczął przygotowania do opracowania dokumentacji
rozbiórki istniejącej estakady.

Estakada w ciągu ul. Strzegomskiej została wybudowana w 1896 roku, od tamtej
pory przeszła jedną modernizację roku 1960 oraz doraźny remont w latach
1987-88. Remont oraz ograniczenie tonażu miały zapewnić bezpieczne
użytkowanie estakady na dalsze 5 lat. Od tamtej pory stały monitoring i
powtarzane regularnie ekspertyzy pozwoliły na wydłużenie czasu użytkowania
obiektu aż do tego roku. Ostatnia ekspertyza wykazała jednak daleko
posuniętą degradację obiektu, kwalifikując estakadę do kapitalnego remontu
bądź rozbiórki.

Zły stan przęsła kratowego, żelbetowego i podpór uniemożliwia dalszą
eksploatacje tego ponad stuletniego obiektu, dlatego ze względu na
bezpie-czeństwo użytkowników należy estakadę całkowicie wyłączyć z ruchu.

O spółce PCC Rail Arriva



Arriva PCC ma kolejne kłopoty
Wojciech Giedrys, Krzysztof Aładowicz2007-12-14, ostatnia aktualizacja 2007-12-14 19:32

Radosław Gawek, prezes Arrivy PCC, odwołany ze stanowiska. Rada nadzorcza spółki obarczyła go winą za fatalny debiut firmy na kujawsko-pomorskich torach. A tymczasem władze regionu zagroziły przewoźnikowi zerwaniem umowy

Prezesa odwołała rada nadzorcza spółki, w skład której wchodzą przedstawiciele firm tworzących konsorcjum - Anglicy z Arrivy oraz Polacy z PCC Rail. To reakcja na kłopoty przewoźnika, które opisywaliśmy w "Gazecie" w tym tygodniu. - Decyzja została podjęta w związku z tymi właśnie problemami - potwierdza Maciej Królak, rzecznik prasowy Arriva PCC.

Gawka na stanowisku zastąpił tymczasowo Piotr Rybotycki, dyrektor ds. rozwoju PCC Rail.

Od niedzieli, kiedy nowy przewoźnik objął 30 proc. rynku kolejowych przewozów pasażerskich w regionie, tysiące mieszkańców ma ogromne problemy z dojazdem do szkół i pracy. Pociągi albo się spóźniają, albo wcale nie kursują. Zamiast składów są podstawiane autobusy, m.in. na linii Toruń - Lipno.

Jak ustaliliśmy, Urząd Marszałkowski negatywnie oceniał prace Gawka. - Naszym zdaniem, osoba, która realizuje projekt, nie robi tego tak, jak powinno to wyglądać - mówi Beata Krzemińska, rzecznik prasowy UM. - Nie zorganizowała wszystkiego na czas. Prezesa Gawka zastąpi bardziej doświadczona osoba, która lepiej zna nasze lokalne warunki.

Od czwartku z polecenia marszałka Piotra Całbeckiego działalność Arrivy prześwietla 21 kontrolerów. Sprawdzają m.in. punktualność pociągów, dostępność rozkładów jazdy, a także informację o komunikacji zastępczej. Obie strony uzgodniły, że sytuacja poprawi się do wtorku. Przewoźnik ma przedstawić UM szczegółowy plan wyjścia z kryzysu. - Dopuszczam taką możliwość, że na niektórych trasach jeszcze przez jakiś czas będą jeździły zastępcze autobusy, choć województwo za to nie zapłaci - mówi Całbecki. - Ale na głównych liniach pociągi mają jeździć punktualnie.

Co się stanie, jeśli plan się nie spodoba? - Wyciągniemy konsekwencje, z zerwaniem umowy włącznie - odpowiada Całbecki. - Mamy tu do czynienia z publicznymi pieniędzmi i nie mogę pozwolić na to, żeby te trudności ciągnęły się w nieskończoność. Czekam tylko i wyłącznie na konkrety i szybkie rozwiązanie problemu.

W piątek marszałek osobiście sprawdzał, jak wygląda sytuacja na dworcu Toruń Wschodni. Na stacji brakowało informacji dla pasażerów. - Nie rozumiem, dlaczego na stacjach wciąż nie ma wywieszek o tym, że pociągi nie jeżdżą, że są opóźnienia i kłopoty - mówi Całbecki. - Skandalem jest karteczka, którą zobaczyłem na jednym z toruńskich dworców. W punkcie informacji PKP przeczytałem, że nie będą udzielane informacje dotyczące pociągów Arrivy. To niedopuszczalne.

- Jest mała poprawa - mówi Krzemińska. - Nasi pracownicy będą wspierać przewoźnika w weekend.

- Odnotowujemy coraz mniej spóźnień - mówi Królak. - W piątek rano mieliśmy awarię składu jadącego do Brodnicy. Zapewniliśmy pasażerom dodatkowy transport.

Królak zapewnia, że Arriva dotrzyma terminu uzgodnionego z marszałkiem i sytuacja poprawi się do wtorku. Od środy na linii między Toruniem a Lipnem zniknie komunikacja zastępcza. - Złapiemy oddech, gdy otrzymamy dodatkowe składy - mówi rzecznik Arrivy. - Cały czas czekamy na duńskie pociągi, które od pięciu miesięcy staramy się sprowadzić do regionu. Będzie to od jednego do trzech nowych składów. 19 grudnia odbierzemy też nowy szynobus bydgoskiej PESY.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

Tabor elektryczny Arrivy

Arriva PCC ma kolejne kłopoty

Radosław Gawek, prezes Arrivy PCC, odwołany ze stanowiska. Rada nadzorcza spółki obarczyła go winą za fatalny debiut firmy na kujawsko-pomorskich torach. A tymczasem władze regionu zagroziły przewoźnikowi zerwaniem umowy.

Prezesa odwołała rada nadzorcza spółki, w skład której wchodzą przedstawiciele firm tworzących konsorcjum - Anglicy z Arrivy oraz Polacy z PCC Rail. To reakcja na kłopoty przewoźnika, które opisywaliśmy w "Gazecie" w tym tygodniu. - Decyzja została podjęta w związku z tymi właśnie problemami - potwierdza Maciej Królak, rzecznik prasowy Arriva PCC.

Gawka na stanowisku zastąpił tymczasowo Piotr Rybotycki, dyrektor ds. rozwoju PCC Rail.

Od niedzieli, kiedy nowy przewoźnik objął 30 proc. rynku kolejowych przewozów pasażerskich w regionie, tysiące mieszkańców ma ogromne problemy z dojazdem do szkół i pracy. Pociągi albo się spóźniają, albo wcale nie kursują. Zamiast składów są podstawiane autobusy, m.in. na linii Toruń - Lipno.

Jak ustaliliśmy, Urząd Marszałkowski negatywnie oceniał prace Gawka. - Naszym zdaniem, osoba, która realizuje projekt, nie robi tego tak, jak powinno to wyglądać - mówi Beata Krzemińska, rzecznik prasowy UM. - Nie zorganizowała wszystkiego na czas. Prezesa Gawka zastąpi bardziej doświadczona osoba, która lepiej zna nasze lokalne warunki.

Od czwartku z polecenia marszałka Piotra Całbeckiego działalność Arrivy prześwietla 21 kontrolerów. Sprawdzają m.in. punktualność pociągów, dostępność rozkładów jazdy, a także informację o komunikacji zastępczej. Obie strony uzgodniły, że sytuacja poprawi się do wtorku. Przewoźnik ma przedstawić UM szczegółowy plan wyjścia z kryzysu. - Dopuszczam taką możliwość, że na niektórych trasach jeszcze przez jakiś czas będą jeździły zastępcze autobusy, choć województwo za to nie zapłaci - mówi Całbecki. - Ale na głównych liniach pociągi mają jeździć punktualnie.

Co się stanie, jeśli plan się nie spodoba? - Wyciągniemy konsekwencje, z zerwaniem umowy włącznie - odpowiada Całbecki. - Mamy tu do czynienia z publicznymi pieniędzmi i nie mogę pozwolić na to, żeby te trudności ciągnęły się w nieskończoność. Czekam tylko i wyłącznie na konkrety i szybkie rozwiązanie problemu.

W piątek marszałek osobiście sprawdzał, jak wygląda sytuacja na dworcu Toruń Wschodni. Na stacji brakowało informacji dla pasażerów. - Nie rozumiem, dlaczego na stacjach wciąż nie ma wywieszek o tym, że pociągi nie jeżdżą, że są opóźnienia i kłopoty - mówi Całbecki. - Skandalem jest karteczka, którą zobaczyłem na jednym z toruńskich dworców. W punkcie informacji PKP przeczytałem, że nie będą udzielane informacje dotyczące pociągów Arrivy. To niedopuszczalne.

- Jest mała poprawa - mówi Krzemińska. - Nasi pracownicy będą wspierać przewoźnika w weekend.

- Odnotowujemy coraz mniej spóźnień - mówi Królak. - W piątek rano mieliśmy awarię składu jadącego do Brodnicy. Zapewniliśmy pasażerom dodatkowy transport.

Królak zapewnia, że Arriva dotrzyma terminu uzgodnionego z marszałkiem i sytuacja poprawi się do wtorku. Od środy na linii między Toruniem a Lipnem zniknie komunikacja zastępcza. - Złapiemy oddech, gdy otrzymamy dodatkowe składy - mówi rzecznik Arrivy. - Cały czas czekamy na duńskie pociągi, które od pięciu miesięcy staramy się sprowadzić do regionu. Będzie to od jednego do trzech nowych składów. 19 grudnia odbierzemy też nowy szynobus bydgoskiej PESY.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

Tabor elektryczny Arrivy

http://rynek-kolejowy.pl/index.php?p=wiecej&id=7378

Ważą się losy Arrivy PCC w Kujawsko-Pomorskiem

Od wtorkowego posiedzenia zarządu województwa zależy przyszłość Arrivy PCC w woj. kujawsko-pomorskim. Kolejowy przewoźnik przedstawi władzom plan wyjścia z kryzysu, który trwa od zeszłej niedzieli.

Co się znajdzie w planie? - W trakcie rozmów z Urzędem Marszałkowskim pojawiły się sugestie, abyśmy wskazali linie obsługiwane w 100 proc. przez pociągi i te, na których tymczasowo będzie funkcjonowała komunikacja zastępcza - mówi Piotr Rybotycki, dyrektor zarządzający Arrivy PCC.

Między Toruniem a Sierpcem autobusy będą kursować jeszcze do końca stycznia. Rybotycki nie chce zdradzać, kiedy sytuacja się unormuje. - Chcę, aby najpierw dowiedział się o tym marszałek - mówi. - Do pełnej obsługi kolejowej dojdziemy stopniowo. W określonych okresach czasu.

Rybotycki zastąpił Radosława Gawka, który zarządzał Arrivą do piątku. Został odwołany przez radę nadzorczą spółki, która obarczyła go winą za fatalny debiut na kujawsko-pomorskich torach. Od 9 grudnia, kiedy przewoźnik rozpoczął działalność, tysiące mieszkańców ma ogromne problemy z dojazdem do szkół i pracy. Pociągi się spóźniają, na niektórych liniach zamiast składów są podstawiane autobusy.

Posiedzenie zarządu województwa, na którym będzie analizowany program naprawczy Arrivy PCC, jest kluczowe dla nowego przewoźnika i jego obecności w naszym regionie. W poniedziałkowej rozmowie z "Gazetą" marszałek Piotr Całbecki zapowiedział, że jest gotów rozwiązać umowę z nowym przewoźnikiem, jeśli program naprawczy nie zażegna problemów.

Od czwartku z polecenia marszałka kontrolerzy z UM sprawdzają m.in. czy składy Arrivy PCC jeżdżą punktualnie, oraz czy dostępne są rozkłady jazdy i informacje o komunikacji zastępczej. Kontrole odbywały się też w weekend. - Widać poprawę - mówi Beata Krzemińska, rzecznik prasowy UM. - Zdecydowanie lepiej jest np. na linii Toruń - Grudziądz. Pociągi odjeżdżają punktualnie.

W ciągu najbliższych dni przewoźnik spotka się m.in. z przedstawicielami spółek PKP oraz PESA - bydgoskim producentem szynobusów. - Nasza współpraca z PKP w pierwszym tygodniu była nerwowa - przyznaje Rybotycki. - PKP Przewozy Regionalne chciały trzymać swój rozkład, a w wielu przypadkach były zmuszone czekać na nasze spóźnione składy. Warto jednak podkreślić, że wspólnie obsługujemy tego samego klienta, dlatego nasze działania powinny być skoordynowane.

W poniedziałek odbyło się spotkanie z Polskimi Liniami Kolejowymi. Przedstawiciele Arrivy rozmawiali z szefostwem Zakładów Linii Kolejowych z Torunia i Bydgoszczy. Uzgadniali m.in. kwestię komunikacji między swoimi dyspozytorami. - Od wtorku informacje o opóźnieniach i komunikacji zastępczej będą ogłaszane na stacjach przez megafony - mówi Rybotycki. - Wcześniej informowaliśmy o nich samodzielnie każdą ze stacji. To blokowało telefony.

Polsko-brytyjskie konsorcjum PCC Rail/Jaworzno Arriva Polska wygrało przetarg na obsługę linii niezelektryfikowanych w naszym regionie w czerwcu 2007 r. Trzyletni kontrakt opiewa na 67,9 mln zł. Arriva to jeden z największych operatorów pasażerskich w Europie: przewozi ponad miliard pasażerów m.in. w Czechach, Danii, Hiszpanii i Niemczech.

źródło: Wojciech Giedrys, Gazeta Wyborcza

"Czy J. Lemanowicz rozwieje nasze wątpliwości?" TN

Ścierwo komunistyczne - użyte w cudzysłowie jest uogólnieniem: istnienia cHaoSa, który był w partii hegemonicznej i ścierwa sensu stricto, permanentnej fury szczątków poubojowych wypadających regularnie z paki padlinowozów, padliny wszystkich kategorii, zasmradzających nasz świat. To dwa w jednym.

To, że był Bakutilek I sekretarzem nie jest tajemnicą. W ogóle istnienie PZPR nie było tajemnicą, chociaż kamaryla Jaruzelskiego dopuściła się palenia akt osobowych członków partii i byłych członków partii. Bakutilek był funkcjonariuszem reżimu komunistycznego, opowiadał na konferencji prasowej Jacek Ciechanowski - najsłynniejszy przewąchiwacz i tropiciel archiwalny. To prawda. kobrajl nigdy tego nie ukrywał. Kiedy Jacek Ciechanowski, jako Robak - Karol przeniósł się na początku stanu wojennego do mojego domu, wiedział o wszystkich moich przeszłych epizodach związanych z PZPR. To mu nie przeszkadzało, by być u mnie w domu przez 8 miesięcy. Nie było to ważne w tym czasie, bo zajmowaliśmy się czym innym. Niech obecny fortop forumowy wypowie się na ten temat. Jakiś sierściuch, po upływie ćwierci wieku, podszywając się pod moją ksywkę z okresu stanu wojennego, wystawia mi teraz świadectwo moralności? Trzeba było być wtedy tam, w roku 1982, na Walki Młodych 46C/9 i gotować zupę pomidorową z kluskami własnej roboty.
Jeżeli sierściuch - będę używał tego określenia zastępczo, bo kobrajl przypisuję nadal sobie - snuje opowieść o równoległym bycie Lemanowiczów i Stokłosy z żoną, niech zaznaczy, z którą. Okres początku stanu wojennego, kiedy Stokłosa zaczynał swoją przestępczą karierę, zastaje nas w stadle z panią dentystką z Chodzieży (z domu Adamska). Obecnie posiada pan Stokłosa nową żonę Annę z domu Cyganek. Należy uporządkować, o kogo chodzi sierściuchowi, żeby można było się odnieść do tematu.
Organizowanie życia wokół adresu wyżej wspomnianego nie miało związku z konformizmem. Przeciwnie, było aktem niezgody i oporu przeciwko bezprawiu stanu wojennego. To, że Jacek Ciechanowski był wtedy osobą ważną dla tego ruchu oporu, jest oczywistością, której nikt nie kwestionuje, a współpraca w Tymczasowej Komisji Wykonawczej NSZZ "S" Region Piła nie miała cech nadskakiwania. W tamtym czasie, kiedy współpraca z Jackiem Ciechanowskim mogła narazić jedynie na odsiadkę, lub internowanie, stawianie tezy o wysługiwaniu się, nadskakiwaniu Robakowi nie wytrzymuje krytyki.
Bakutilek pisał kiedyś, że po wyrzuceniu go z PZPR, przez 20 lat będzie podlegał autodekomunizacji, co w Porozumieniu Centrum było przyjmowane z niechęcią, bo członkowie tej partii w latach wczesnych 90 -tych proponowali Kobrze startowanie w wyborach parlamentarnych. Kobra odmawiał argumentując, jak wyżej. Bakutilek, dawniej Kobra uważa, że ten proces zakończył się sukcesem.
Reasumując, okres stanu wojennego nie był związany z dobroczynnością i nadskakiwaniem, a wątki przyjaźni, jakie się pojawiły w tym czasie między Kobrą i Robakiem wygasły niestety 23 listopada 2002 roku, kiedy Jacek Ciechanowski - członek Naczelnej Rady politycznej, wiceprezes PiS w Wielkopolsce, przewodniczący nieistniejącej Rady Regionalnej PiS, na zebraniu Komitetu PiS w Pile podjął się znalezienia HAKA na swojego długoletniego, dobrowolnego współtwórcę TKW NSZZ "S", PC i PiS w Pile. Jacek Ciechanowski - pełnomocnik PiS w Pile, po odejściu Bakutilka z PiS, po dwóch latach odnalazł go w Stowarzyszeniu Ekologicznym Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej i postanowił wyznaczyć mu zadania do wykonania. Dopuścił się tego na sesji Rady Powiatu 28. 10. 2004. Następnie oczernił na forum i w Tygodniku Nowym, gazecie swojego obecnego kumpla - dobrodzieja, Stokłosy, całą rodzinę Bakutilka, nie oszczędzając dzieci, rodziców, szwagrów i dalszych krewnych i powinowatych. To jest sposób nadskakiwania na modłę przewąchiwacza rzeczywistości, HONOROWEGO HAKOWEGO PRL - Jacka Ciechanowskiego z zespołem sztafet ochronnych (SS).
Jeśli mało, to dodam. kobrajl.

"Na pohybel łżeintelgientom" - to motto z nawykowym błędem hiperpoprawności, jak Gienia, dowodzi bezpośredniego związku mentalnego i fizycznego sierściucha z Jackiem Ciechanowskim.

Informacje

Charakterystyka układu komunikacyjnego obsługiwanego przez MPK S.A. w Krakowie

Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne S.A. świadczy obsługę komunikacyjną Miasta Krakowa na podstawie umowy, w której określone są między innymi: wielkość pracy przewozowej w trakcji tramwajowej i autobusowej, liczba i numeracja linii komunikacyjnych a także przebieg ich tras, liczba taboru każdej trakcji kierowanego do ruchu oraz określone są podstawowe standardy jakości jakie musi spełnić realizowana usługa. Na mocy tej umowy MPK S.A. prowadzi również dystrybucję biletów, natomiast wielkość opłat taryfowych ustala corocznie w formie uchwały Rada Miasta Krakowa. Podobne umowy MPK S.A. zawarło z większością miast i gmin ościennych, do których na ich podstawie kursują nasze autobusy. Poza tym na podstawie odrębnych umów MPK S.A. obsługuje sieć ogólnodostępnych bezpłatnych linii do niektórych hipermarketów.

Długość tras po których kursują tramwaje wynosi około 84 km toru podwójnego (z tego około 2/3 stanowią torowiska wydzielone), a długość tras po których kursują autobusy MPK S.A. wynosi około 650 km, z tego blisko 420 km na terenie Miasta Krakowa.

W dni powszednie na trasy wyjeżdża 200 pociągów tramwajowych, które są zestawione z blisko 370 wagonów z dwóch zajezdni tramwajowych. Komunikację autobusowa w dni powszednie obsługuje 439 autobusów, które wyjeżdżają z trzech zajezdni autobusowych. Tramwaje kursują na 25 liniach (tylko dziennych) o łącznej długości około 300 km, natomiast autobusy w komunikacji dziennej kursują na 122 liniach, w tym 77 liniach miejskich zwykłych, 3 liniach miejskich przyspieszonych i 42 liniach podmiejskich. Ponadto autobusy realizują obsługę komunikacyjną miasta w godzinach nocnych na 8 liniach o długości blisko 130 km.

Łącznie tramwaje przejeżdżają w ciągu roku około 23 miliony kilometrów a autobusy około 35 milionów kilometrów. Rocznie pasażerowie odbywają około 300 milionów przejazdów tramwajami i autobusami MPK S.A. w Krakowie, z czego około 45% tramwajami i około 55% autobusami.

Znaczenie numerów autobusów i tramwajów

Tramwaje:
0 - 39 linie zwykłe całodzienne
71 - 79
linie zastępcze (tymczasowe) uruchamiane na okres remontów trasy tramwajowej

Autobusy:
100 - 199
linie miejskie dzienne (zwykłe)
200 - 299
linie podmiejskie
400 - 499
linie dublujące (bisowe) kursujące w godzinach największych przewozów pasażerskich
500 - 599
linie przyspieszone
600 - 699
linie nocne kursujące w godzinach od 23.00 do 4.00
700 - 799
linie tymczasowe uruchamiane na czas remontów węzłów lub ulic
800 - 899
linie realizowane na zlecenie (np. przewozy pracowników)

System numeracji pojazdów

Pięcioznakowy system numeracji pojazdów komunikacji miejskiej

1. Pierwsza litera oznacza nazwe zajezdni, w której obsługiwany jest pojazd:

B - Stacja Obsługi Bieńczyce
P - Stacja Obsługi Płaszów
D - Stacja Obsługi Wola Duchacka
H - Stacja Obsługi Nowa Huta
R - Stacja Obsługi Podgórze
Z - Tabor historyczny

2. Druga litera oznacza typ pojazdu:

A - Autosan H6
D - Jelcz M181 i M182
E - Scania 113 ALB, Scania CN94UA (przegubowa)
F - Jelcz M120
H - Jelcz M081
J - Jelcz M121
K - Ikarus 280
M - MAN NG313, MAN SG 242
N - Neoplan 4020
S – Scania CN113CLL, Scania CN94UB
U – Solaris Urbino
B - B4
G - GT6
P - NGT6 Kr
Z - 105 N
V - Pojazd historyczny

3. Trzy pozostałe cyfry oznaczają numer identyfikacyjny pojazdu (tzw. inwentarzowy)

Przykładowy numer DN544 - oznacza eksploatowany przez zajezdnię Wola Duchacka autobus Neoplan 4020 o numerze inwentarzowym 544.

Nowa numeracja została stworzona w celu dostosowania jej do rosnących wewnętrznych potrzeb przedsiębiorstwa w celu identyfikacji każdego pojazdu. Dotychczasowy, także pięcioznakowy, system nie był w stanie rozróżnić poszczególnych podtypów danej marki pojazdu różniących się między soba np. wyposażeniem a także latami produkcji. Nie dawał także możliwości dalszego rozwoju. Dla naszego klienta owa zmiana może mieć korzystny wpływ. Wystarczy, po pełnej zmianie numeracji, która zakończy się we wrześniu, zapamiętać ostatnie trzy cyfry by móc zidentyfikować konkretny pojazd. Nie będzie bowiem możliwości powtórzenia się owych cyfr, jak miało to miejsce dotychczas. Z tego powodu wprowadziliśmy różnice w wysokości poszczególnych znaków. Równocześnie ujednolicamy sposób znakowania i umieszczania numerów autobusu. Mamy nadzieję, że zmiana numeracji pojazdów zostanie przez Państwa pozytywnie przyjeta.

Eliminacje do ME 2008

Mecz Polski trochę bliżej Krakowa
Michał Białoński
2007-02-16, ostatnia aktualizacja 2007-02-15 22:08
Wreszcie! Krakowski Zarząd Dróg zobowiązał się do zbudowania tymczasowych dróg dojścia do nowych trybun na stadionie Wisły. To pierwszy krok przybliżający nas do rozegrania w Krakowie międzypaństwowego meczu Polska - Azerbejdżan (24 marca).

Od kilku tygodni na łamach "Gazety" piszemy o kompletnie nieodpowiedzialnym podejściu do organizacji meczu eliminacyjnego do mistrzostw Europy. Małopolski Związek Piłki Nożnej starał się o jego organizację, a kiedy ją dostał, okazało się, że nie da sobie z tym rady. Poszło o niedokończone inwestycje na stadionie Wisły - brak dróg dojścia do nowych trybun oraz kołowroty i monitoring. Kiedy na naszych łamach zaczęliśmy alarmować, że MZPN jest bezradny, lokalni działacze piłkarscy zrzekli się organizacji meczu na rzecz PZPN. Niewiele to dało, bo nikt - ani miasto, ani klub - nie chciał wziąć na siebie kosztów nowych inwestycji. Do przełamania doszło dopiero w środę, podczas spotkania kierownictwa KZD z władzami Wisły.

- Do meczu zostało pięć tygodni, a ja potrzebuję tygodnia, żeby zaasfaltować drogi dojścia - uspokaja dyrektor KZD Jan Tajster. Więc w czym problem? KZD czeka teraz na instrukcje, jak mają wyglądać owe drogi. - Nie wiemy, czy mają być asfaltowe, betonowe czy może wyłożone parkietem, a obecni na spotkaniu prezesi Wisły milczeli na ten temat - opowiada dyrektor Tajster.

Klub wcale się z tym nie śpieszy. - Nie rozumiem, dlaczego mamy dawać miastu jakiekolwiek instrukcje. Przecież nie jesteśmy właścicielem obiektu ani nawet inwestorem zastępczym - dziwi się prezes Wisły SSA Mariusz Heler.

Dyrektor Tajster nie ustępuje. Zamierza się jeszcze raz spotkać z prezesem Helerem. - Jeszcze raz podejdę do tej sprawy. Jeśli nie usłyszę wytycznych, jak mają wyglądać te drogi, to zaasfaltujemy ubytki w ścieżkach od trybuny południowej i to, co uszkodził sprzęt ciężki w czasie budowy trybuny północnej - deklaruje.

Ale po drogach dojścia pozostanie do rozwiązania problem montażu elektronicznych bram, tzw. kołowrotów z monitoringiem, i ogrodzenia dróg dojścia. - Nie ma mowy, aby miasto finansowało te prace - ucina dyrektor Tajster.

Czy PZPN będzie musiał z Warszawy przywieźć potrzebne do rozegrania meczu urządzenia? Inicjator przeprowadzenia meczu w Krakowie Ryszard Niemiec, zarazem prezes MZPN-u, uważa, że teraz wszystko w rękach sekretarza generalnego PZPN-u Zdzisława Kręciny. - Wiem, że magistrat nie sfinansuje kołowrotów i monitoringu. W tej sytuacji sekretarz Kręcina w porozumieniu z wydziałem bezpieczeństwa i specjalistami od organizacji imprez masowych wyda decyzję, czy rozegranie meczu międzypaństwowego w takiej prowizorce będzie możliwe.

Prezes Niemiec poprzez zawieszonego wiceprezesa PZPN-u Eugeniusza Kolatora zaapelował o pomoc do kuratora PZPN-u Marcina Wojcieszaka. - Zamiast szukać "cudów wianków" w związkowych szafach, mógłby interweniować w krakowskim magistracie i podkreślić wagę tego meczu - domaga się szef małopolskiego piłkarstwa. - W szafach leżą tylko papierzyska, a ten mecz oznacza spore wpływy dla związkowej kasy. Kilka milionów złotych piechotą nie chodzi. Już w Warszawie zrobili parę meczów, do których związek musiał sporo dołożyć. Tu jest 20 tys. biletów do sprzedania!

Komentarz

Prezes Niemiec odzyskuje pewność siebie. Najpierw sprawiał wrażenie przerażonego piętrzącymi się problemami, potem sprytnie zrzucił ciężar odpowiedzialności na PZPN, teraz zdaje się powoli dochodzić do wniosku, że to ... kurator PZPN powinien się zabrać za organizację meczu. Nie mam już wątpliwości, że będzie pierwszym, który przypisze sobie wszystkie zasługi, gdy mimo koszmarnych i kompromitujących MZPN zaniedbań do meczu w Krakowie jednak dojdzie.

Jerzy Chrzanowski

Gazeta Wyborcza

Zmiany w komunikacji miejskiej od 1.03.2009

"Czwórką" do centrum nie dojedziesz

Drogowcy nie popisali się. Zmiany w rozkładach jazdy tramwajów spowodowane remontem skrzyżowania ul. Gdańskiej, Jagiellońskiej i Focha są nieprzemyślane i zasługują na krytykę pasażerów - pisze Krzysztof Aładowicz, "Gazeta Wyborcza".

Komunikacyjny zamęt zacznie się od przyszłej niedzieli i potrwa dwa miesiące. Wtedy jedno z najważniejszych skrzyżowań w mieście zostanie wyłączone z ruchu. Zarząd Dróg Miejskich przygotował tymczasowe rozwiązania, ale moim zdaniem są one nieudane.

1 marca przestaną jeździć tramwaje do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku i na Bielawy. A że już nie kursują linie na Wilczak, to od komunikacji tramwajowej zostanie odcięta cała zachodnia i północna część Bydgoszczy. I co w tej sytuacji proponują drogowcy?

1. Linia nr 2 ma jeździć z ronda Kujawskiego do Wyścigowej;

2. nr 3 z Wyścigowej do Babiej Wsi,

3. nr 4 z Glinek do Stomilu,

4. nr 6 z Łęgnowa do Bałtyckiej,

5. A nr 8 z Kapuścisk do Babiej Wsi. Kursowanie "jedynki" w dalszym ciągu jest zawieszone, natomiast "siódemka" i "dziewiątka" będą jeździć bez zmian. Do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku oraz na Wilczak dojadą zastępcze autobusy.

Wszystko wskazuje na to, że te propozycje ZDMiKP nie przypadną pasażerom do gustu. I nic dziwnego. Okazuje się bowiem, że mieszkańcy Glinek nie dojadą bezpośrednio tramwajem do Śródmieścia. Mogą sobie co najwyżej pojechać "czwórką" na spacer nad Brdę w odległe zakątki ul. Toruńskiej. A chyba nikt nie ma wątpliwości, że to nie jest dla nich kierunek najważniejszy.

Wicedyrektor Zarządu Dróg: Pasażerowie sobie poradzą

ZDMiKP twierdzi, że już więcej tramwajów do Śródmieścia się nie da wprowadzić, więc linię nr 4 trzeba skierować na obrzeża miasta. Trudno powiedzieć po co, bo i tak nikt nie będzie nią jeździł. Zatem będzie to klasyczne wyrzucenie pieniędzy w błoto. A gdyby dobrze pogłówkować, "czwórka" mogłaby kursować przez centrum miasta.

Ja wyobrażam sobie to następująco. * Do pętli na ul. Wyścigowej dojeżdżają linie nr 2, 3 i 6. Każda z nich kursuje co 15 minut. A więc od Wyścigowej do ronda Jagiellonów tramwaj jeździ co 5 minut - dokładnie z taką samą częstotliwością, jak teraz "trójka". Wszystkie trzy linie funkcjonują w systemie A+T.

Linia numer trzy kursuje co 15 minut - dwa razy rzadziej niż proponują drogowcy. I dzięki temu znalazłoby się miejsce w Śródmieściu dla "czwórki", która mogłaby kursować z Glinek przez rondo Jagiellonów do Babiej Wsi.

Drogowcy mogą powiedzieć, że na tej pętli nie zmieszczą się trzy linie - 3, 4, 8. Ale i na to jest rada. Do Babiej Wsi mogłaby dojeżdżać tylko "trójka". A "czwórka" i "ósemka", zamiast dwóch, mogłyby mieć tylko po jednej pętli, tzn. wracałyby tam, skąd wyjechały. Linia nr 4 z Glinek przez rondo Toruńskie, Jagiellońską, rondo Jagiellonów i ul. Toruńską z powrotem na Glinki, natomiast linia nr 8 z Kapuścisk przez ul. Toruńską, rondo Jagiellonów, Jagiellońską, z powrotem na Kapuściska.

Jak poradzicie sobie z dojazdami, gdy zacznie się remont?

Takie rozwiązanie spowodowałoby, że liczba tramwajów jadących przez centrum byłaby taka sama jak w wariancie proponowanym przez ZDMiKP. A dodatkowo - co najważniejsze - pozwalałaby mieszkańcom korzystającym z połączeń tramwajowych spokojnie, jak do tej pory, dojechać do Śródmieścia bez uciążliwych przesiadek. Trudno powiedzieć, dlaczego wybrano opcję mniej korzystną dla mieszkańców.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
link: http://miasta.gazeta.pl/b...dojedziesz.html

Co piszą w gazetach w Blackpool

Nowy dom dla poszkodowanej w pożarze rodziny z Blackpool
Opublikowano: 23 grudnia 2008
Autor: Joe Robinson
Źródło: Blackpool Gazette (http://www.blackpoolgazette.co.uk/black ... mentPage=2)
Tłumaczenie: Repozytorium (repozytorium-artykulow.blogspot.com)

Polska rodzina uratowana z płonącego budynku cieszy się na myśl wprowadzenia do nowego domu w okresie świąt.
Andrzej i Katarzyna Jakubowscy oraz ich syn Michał byli w swoim mieszkaniu na Soulth Shore, kiedy to do jego wnętrza wdarł się ogień z mieszczącego się pod nim baru typu takeaway.

Cała rodzina zabrała wszystko co miała pod ręką przed ucieczką z płonącego mieszkania.

Dziś po ponad 3 tygodniach od podpalenia jednego z barów takeaway, który mieścił się na Lytham Road pod mieszkaniem poszkodowanych rodzina dziękowała strażakom, którzy ocalili ich życie. Wyjawili także, że mają nowy dom.

Rozmawiając poprzez tłumacza pani Katarzyna powiedziała: ‶Zorientowaliśmy się, że w budynku jest pożar po wielkiej eksplozji około godziny 4 rano”. ‼Ubraliśmy szybko buty i kurtki. Zabraliśmy paszporty oraz parę innych rzeczy i wspieliśmy się na dach budynku”.
‼ Pozostaliśmy tylko z trzema fotografiami rodziny i straciliśmy niemal cały nasz dobytek”.

Pan Andrzej dodał: ‼Straż pożarna przybyła na miejsce w ciągu pięciu minut i ściągnęła nas na dółâ€.
Po przebadaniu w szpitalu w Blackpool rodzina trafiła tymczasowo do domu zastępczego potem postanowiono umieścić ich w hotelu Claremont na koszt firmy.

Ich koszmar z mieszkaniem zakończył się, gdy ich przyjaciel David Mitchell zaoferował mieszkanie przy Whitegate Drive.
Z pomocą Blackpool Council housing team oraz Polskiej ambasady zebrali kaucje za mieszkanie oraz miesięczny czynsz.
Dzięki pomocy polskiego społeczeństwa oraz zbiórki pieniędzy przez Polski sklep przy Central Drive, gdzie pracuje 20 letni Michał udało im się umeblować mieszkanie. Cała rodzina dziękowała przyjaciołom którzy pomogli w tym czasie.
‼Chcielibyśmy podziękować The Gazette za to, iż opisała tą historię.” Pan Andrzej dodał: ‼Po opublikowaniu tego w gazecie rada miasta odnalazła nas i bardzo nam pomogła”. ‼Wielkie podziękowania dla naszych przyjaciół Roberta i Klaudii Koniecznych, którzy pomogli przenieść nasze rzeczy do mieszkania oraz dla pani Renaty Bodja, która tłumaczyła”. ‼Tylu ludzi było tak życzliwych dla nas i bardzo im dziękujemy.”

Pani Renata pracująca w Blackpool Council jako Polish engagement worker, która pomogła parze dodała: ‼ Oni naprawdę są miłą rodziną i gdy usłyszałam o ich historii zrobiło mi się smutno. To dobrze, że wszystko skończyło się szczęśliwie.”

Tarcza antyrakietowa w Polsce

Podkreślmy, że pomoc ta była dla nas wyjątkowo ważna w latach 90. ubiegłego wieku, gdy wybijaliśmy się na samodzielność strategiczną po dziesięcioleciach ubezwłasnowolnienia w bloku radzieckim. Dzisiaj możemy już radzić sobie sami. Wyszliśmy z politycznego wieku niemowlęcego – w dużej mierze przy wsparciu naszych zachodnich sojuszników, w tym Stanów Zjednoczonych. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Jednocześnie możemy powiedzieć, że dzisiaj rutynowa pomoc ma raczej – ze względu na swoją skalę – symboliczny wpływ na stan naszych sił zbrojnych. Ale też nie mamy żadnego prawa wybrzydzać na jej skalę i charakter. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Przyjmujemy ją zatem z całym dobrodziejstwem jako gest wielkiego mocarstwa skierowany do skromnego partnera na dorobku. Aczkolwiek osobiście uważam, że moglibyśmy, a nawet, kto wie czy nie powinniśmy, już podziękować za taką altruistyczną pomoc. Sądzę, że i Amerykanie już coraz mniej rozumieją, dlaczego akurat Polska ma z takiej pomocy korzystać.



Tutaj mam bardzo ciekawe pytanie: czy my wybiliśmy się na samodzielność strategiczną? czy nasze służby dyplomatyczne są wstanie w ogóle funkcjonować i reprezentować niepodległe państwo polskie?

Moim zdaniem nie.

Po pierwsze po kilkunastu latach nie zbudowaliśmy służb dyplomatycznych mogących coś w ogóle zdziałać na arenie międzynarodowej - koniecznych dla obecnie niepodległej Polski.
Oszukuje nas każde bardziej znaczące państwo świata a stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ ( i kandydaci - Niemcy i Europejczycy) robią co chcą z naszymi przedstawicielami. Polskie interes znika po opuszczeniu przez szefa MSZ - jak tylko Polak opuści spotkanie dyplomatyczne to jego wszystkie słowa są zapominane i faktyczna decyzja bywa odwrotna w stosunku do ustaleń wizyty.

Igor Janke: Klęska MSZ, a nie Wrocławia
Igor Janke 30-05-2008, ostatnia aktualizacja 30-05-2008 22:07
Wrocław przegrał drugi raz. Ale nie jest to klęska tego miasta. Europa ponownie dowiedziała się, że Wrocław jest dynamiczną metropolią, gotową przyjmować nowe technologie, organizować wielkie przedsięwzięcia i duże imprezy. Jego starania nie poszły więc zupełnie na marne.
W przypadku Expo widać było, że władze państwowe – i te z PiS, i te z PO – nie włożyły wiele serca i energii, by walczyć o kandydaturę Wrocławia. Tym razem tego zarzutu postawić nie można. Czemu więc się nie udało?
Formalnie rzecz biorąc – Węgrzy znaleźli lepszy argument dla europejskich partnerów. Ale tak naprawdę problemem jest słabość polskiej dyplomacji. Od lat mówi się o tym, że kadry MSZ średniego szczebla, i te w kraju, i te za granicą, to nie jest – mówiąc delikatnie – pierwsza liga światowa. Nie chodzi o ministrów czy ich zastępców. Ale bardzo brakuje nam dobrych, sprawnych i aktywnych kadr dyplomatycznych.
Reforma polskiej dyplomacji to zadanie na lata. Potrzeba na to i jasnej wizji, i determinacji rządu oraz prezydenta. Można budować tanie państwo, ale są sytuacje, gdy trzeba wydać znacznie poważniejsze pieniądze niż dotychczas. Bo skoro polscy dyplomaci są fatalnie opłacani, to jak mamy przyciągać najlepszych ludzi do pracy w MSZ?
W dobre kadry trzeba inwestować. Taka inwestycja, choć mało popularna, w końcu się opłaci. A dzięki sprawnym dyplomatom można wiele więcej zyskać w negocjacjach, można więcej załatwić. I można wykorzystywać choćby takie szanse jak te, którą był Europejski Instytut Technologiczny.
Źródło : Rzeczpospolita



Kolejna sprawa to likwidacja Marynarki Wojennej oraz polskiego prawa do interesów w okolicach naszego kraju na Bałtyku czyniona już od kilkunastu lat.

W tekście Agencji Lotniczej Altair jest bardzo ważny fragment:

Na MW wyjątkowo mści się fakt, że w połowie lat 1990. uznano, iż generalnie Polsce nic nie zagraża i możemy odkładać modernizację na później. Zamiast już wówczas, powoli, krok po kroku realizować zadania, wszystko zostało odsunięte na bliżej nieokreśloną przyszłość i dziś potrzeby skumulowały się w sposób zatrważający.



Politycy opowiadali bzdury o braku zagrożeń wobec Polski - co gorsza uwierzyli we własne brednie i nie przygotowali dyplomacji do reprezentowania suwerennego kraju na zewnątrz. Fatalny stan i zerową skuteczność polskiej dyplomacji widać w momencie pojawienia się silnego i aktywnego przywództwa rosyjskiego. Przez Kilkanaście lat Polska dała się zepchnąć do roli zastępczego i tymczasowego sojusznika Zachodu.

Nasze wejście (wszystkich krajów) do Unii Europejskiej jest wynikiem negocjacji Unii z Sergiejem Jatrzębskim przedstawicielem Rosji w Unii - on znacznie więcej uzyskał niż przedstawiciele 10 młodych krajów Unii Europejskiej razem wziętych.
Podobnie ma się sprawa "Tarczy Antyrakietowej".

Kolejnym dowodem braku samodzielności jest brak umiejętności wyboru bezpiecznych samolotów rządowych przez nasz kraj. Oznacza to wizerunkowe niepodobieństwo polskich delegacji do delegacji innych krajów Europy (w tym Czech i Chorwacji). Na polskich samolotach nie można poprawnie zamontować bezpiecznych systemów łączności - oznacza to że każde większe państwo przez 19 lat swobodnie podsłuchiwało polskich dyplomatów - a zwłaszcza mocarstwa. Nim koła Tu-154M dotknęły kół lotniska amerykańskiego, rosyjskiego czy europejskiego, gospodarze znali wszystkie argumenty polskiej delegacji - i byli je wstanie zbić czy zignorować bez większego problemu. Założę się
.

Nieruchomości

Zadłużony lokator wciąż nie trafi na bruk

Dorota Kaczyńska 09-12-2007, ostatnia aktualizacja 09-12-2007 17:03

Trybunał Konstytucyjny chce, by Sejm szczegółowo określił procedurę przyznawania pomieszczeń socjalnych oraz tymczasowych dla eksmitowanych. Miasta twierdzą, że i tak nie mają za co budować takich lokali

Na mało precyzyjne zapisy, znajdujące się w art. 1046 kodeksu postępowania cywilnego, wskazała Rada Miasta Gdyni, kierując sprawę do TK. Zdaniem przedstawicieli RM w Gdyni, prawo nie wyjaśnia dostatecznie, w jaki sposób gmina ma wskazać pomieszczenie tymczasowe.

– Komornicy wprawdzie nie mają większych wątpliwości z interpretacją prawa, choć z drugiej strony, brakuje bardziej precyzyjnego określenia, jakie warunki powinien posiadać lokal socjalny czy tymczasowy. To bowiem komornik sprawdza, czy dane mieszkanie spełnia warunki lokalu tymczasowego lub socjalnego. I to na komornika spada odpowiedzialność, jeśli w lokum, które uznał za odpowiednie, dojdzie do tragedii, np. zawali się dach – mówi Jarosław Świeczkowski, komornik z Wejherowa. – Główny jednak problem polega na tym, że gminy, odpowiedzialne za dostarczanie lokali osobom z wyrokiem eksmisji, nie mają na to pieniędzy – dodaje.

Miasta bez zastępczych

Trudno dziś policzyć, ile lokali socjalnych czy pomieszczeń tymczasowych potrzeba w całej Polsce. Z pewnością jednak jest ich znacznie mniej niż potrzebujących. Na przykład w Gdańsku do dziś wyodrębniono 409 mieszkań socjalnych.

– Tymczasem na taki lokal oczekuje ok. 1,2 tys. osób, które znajdują się w trudnej sytuacji materialnej i mieszkaniowej, oraz 639 osób z prawomocnym wyrokiem o eksmisji i z prawem do zawarcia umowy najmu lokalu socjalnego – opowiada Marek Rykaczewski z Referatu Lokalowego UM Gdańsk.Ponadto do tej pory o odszkodowanie do gminy zwróciło się 35 właścicieli lokali mieszkalnych. Jeśli bowiem gmina nie znajdzie lokum socjalnego dla zadłużonego lokatora, któremu sąd takie pomieszczenie przyzna, musi zapłacić właścicielowi budynku odszkodowanie. W sumie do tej pory dwóm osobom miasto zapłaciło 25 tys. zł, a pozostali wierzyciele zrezygnowali z roszczeń.

Natomiast w Bydgoszczy znajdziemy dziś 694 lokali socjalnych, na których przydział czekają 984 rodziny.

– Łącznie w latach 2002 – 2007 wszczęto 29 postępowań o zapłatę odszkodowania właścicielom budynków. W dziewięciu sprawach powództwo zostało oddalone. W sądzie jest jeszcze 13 spraw na łączną kwotę odszkodowań w wysokości 252,8 tys. zł. W siedmiu postępowaniach sąd przyznał odszkodowanie o łącznej wartości 37,3 tys. zł – wyjaśnia Anna Strzelczyk-Frydrych z UM w Bydgoszczy.W Łodzi znajduje się obecnie około 2 tys. lokali socjalnych. Obecnie na ich przydział czeka około 3,2 tys. osób, z czego około 2,3 tys. to osoby z wyrokiem eksmisyjnym. Na lokale zamienne obecnie oczekuje około 1,8 tys. rodzin. Jednocześnie ponad 270 właścicieli wystąpiło z roszczeniem odszkodowawczym. Do końca sierpnia 2007 r. zapadło 15 wyroków, które skutkowały wypłatą odszkodowań w wysokości 99 tys. złotych.

Katowice posiadają 421 lokali socjalnych. – Na ich przydział czeka 1826 osób z wyrokiem eksmisji – szacuje Roman Buła, naczelnik Wydziału Budynków i Lokali UM w Katowicach. Dodaje, że obecnie w sądzie toczy się dziewięć postępowań sądowych w sprawie odszkodowań za niedostarczenie lokali socjalnych. A do tej pory miasto wypłaciło odszkodowania o łącznej wartości 53,4 tys. zł.

W Toruniu znajduje się 541 lokali socjalnych. Czeka na nie zaś 898 rodzin. Jednocześnie o odszkodowanie od gminy ubiega się 95 właścicieli nieruchomości. Do tej pory gmina zapłaciła 124 tys. zł. Obecne toczą się sprawy o zapłatę odszkodowania o łącznej wartości 470 tys. zł.We Wrocławiu natomiast wyodrębniono 963 lokali socjalnych. Do miasta wpłynęło ok. 1,3 tys. wniosków o przydział lokum socjalnego z tytułu niedostatku i ok. 520 złożonych przez osoby z wyrokiem eksmisji. Jednocześnie pojawiło się 14 wierzycieli domagających się odszkodowania. Do tej pory gmina wypłaciła im 40 tys. zł.

Nie mają na budowę

Gminy budują przy tym niewiele nowych lokali, mało też remontują. W Bydgoszczy np. oddano w tym roku jeden nowy budynek, w którym znajduje się 36 lokali socjalnych. Wyremontowano też kolejne 21 mieszkań w starych budynkach. W kolejnych zaś latach miasto nie przewiduje budowy nowych mieszkań socjalnych – zamierza na ten cel przeznaczyć mieszkania komunalne o obniżonym standardzie. Chce też zbudować 16 kontenerowych mieszkań socjalnych.

W Katowicach w tym roku nie powstało żadne mieszkanie komunalne, nie mówiąc o socjalnych. W Toruniu zaś od początku roku oddano do użytku 45 mieszkań komunalnych, a do końca roku miasto przewiduje kolejne 77 lokali mieszkalnych oraz 40 lokali socjalnych.

W Gdańsku natomiast w tym roku nie powstało żadne nowe lokum socjalne, miasto jedynie wynajęło cztery takie mieszkania od spółdzielni mieszkaniowej. W przyszłym zaś roku planuje wynająć kolejne 23 lokale, które powstaną w wyniku adaptacji byłego budynku hotelowego przez spółdzielnię mieszkaniową.

Pomoc państwa

Miasta i gminy mogą szukać środków na budowę czy modernizowanie mieszkań socjalnych w budżecie państwa. Budownictwo socjalne jest od 2004 r. finansowane z tzw. Funduszu Dopłat obsługiwanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. W ramach programu pilotażowego, który był realizowany w latach 2004 – 2006, zawarto 212 umów o udzielenie finansowego wsparcia. Wypłacono gminom 83,12 mln zł. – Kwota ta pozwoliła na stworzenie m.in. 5 tys. lokali socjalnych – podaje Wojciech Deszczyński, naczelnik w Departamencie Funduszy Mieszkaniowych w BGK.

Program ten trwa. W tym roku do banku wpłynęło ok. 200 wniosków, nie tylko na utworzenie kolejnych lokali socjalnych, lecz również miejsc w noclegowniach. Łącznie gminy domagają się wsparcia w wysokości ok. 63,5 mln zł na utworzenie 2,9 tys. lokali.

Źródło : Rzeczpospolita

ul. Nowolazurowa

Koledzy Skolmi i Bunix

Za waszą radą przeczytałem wątek od deski do deski i nawet pozwoliłem sobie pogrupować wypowiedzi naszych burmistrzów – Poniżej przedstawiam wypowiedzi Pana Burmistrza Krzemienia.

Czy ktoś na podstawie niżej zamieszczonych postów Pana Burmistrza mógłby mi pomóc wyciągnąć konkretne wnioski?

Pan Burmistrz Wiesław Krzemień:

Witam.

W sprawie budowy ulicy Nowo-Lazurowej oczekujemy na zaktualizowane informacje dotyczące terminów realizacji z jednostki miejskiej odpowiedzialnej za realizację inwestycji tj: Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych. Uzyskane informacje niezwłocznie zamieścimy na forum.

Pozdrawiam:
W. Krzemień

20.11.2008

Witam.
Niestety ostatnie informacje na temat terminu budowy Nowolazurowej są co najmniej bulwersujące. Rozpoczęcie budowy w roku 2013 jest nie do przyjęcia a tak niestety zapisano w projekcie Wieloletniego Programu Inwestycyjnego na lata 2008-2013. Przypomnę że inwestycja ta jest projektowana i będzie wykonywana przez Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych. Szacowana wartość tej inwestycji to ponad 500 mln PLN. Jeszcze w budżecie roku bieżącego i w WPI inwestycja ta była priorytetem, jej rozpoczęcie miało nastąpić w roku 2009. Informowano Zarząd Dzielnicy że są już pozwolenia na budowę przejść nad i pod torami kolejowymi w trasie Nowolazurowej. Radni koalicyjni Stowarzyszenia Obywatelskiego i Platwormy Obywatelskiej wobec zaistniałej sytuacji postanowili podjąć stosowną uchwałę Rady Dzielnicy w tej sprawie. Zostanie zwołana sesja Rady Dzielnicy w najbliższym możliwym czasie. Zostaną zaproszone na to posiedzenie Radne Rady Warszawy wybrane z naszego okręgu wyborczego. Zarząd Dzielnicy dziękuje Państwu za wsparcie w postaci inicjatywy jaka powstała w tym temacie, inicjatywa ta jest wzmocnieniem naszych działań.

Pozdrawiam:
W. Krzemień

23.11.2008

Witam.
W dniu wczorajszym odbyło się wspólne posiedzenie merytorycznych Komisji Rad Dzielnic: Bemowa i Ursusa. Posiedzenie miało miejsce w U. D. Ursus. Radni jednogłośnie podjęli wniosek o wprowadzeniu środków do budżetu m. st. Warszawy na 2010, zwiększeniu środków na 2009 rok, aby można było rozpocząć tę inwestycję i zakończeniu budowy w roku 2012. Przewodniczący Rady Dzielnicy wyznaczył sesję Rady w dniu 1 12 2008r, godz. 17-ta. Przesyłajcie Państwo emaile i pisma do urzędów dzielnicowych, Prezydentów i Rady Warszawy. Taka pomoc z całą pewnością będzie nam przydatna-dziękujemy.

Pozdrawiam:
W. Krzemień

25.11.2008

Witam.

Informuję, że z wykonawcą na budowę mostu Północnego nie podpisano jeszcze umowy. Nastąpiło dopiero otwarcie ofert i odczytanie cen za jaką te firmy są w stanie wykonać inwestycję. Aktualnie pracownicy urzędu m. st. Warszawy sprawdzają całą dokumentację złożoną do przetargu przez wszystkie firmy oraz czekają na możliwe do wpłynięcia protesty.
Po zakończeniu postępowania, gdy wszystko będzie sprawdzone zostanie wyłoniony wykonawca robót i zostanie podpisana umowa. Zapewne część środków ponad kwotę wynikającą z kosztorysu inwestorskiego zostanie zarezerwowana na prace nieprzewidziane. W tym tygodniu rozmawialiśmy z Panem Prezydentem J. Wojciechowiczem o ewentualnym wykorzystaniu oszczędności na budowę Nowolazurowej. Spotkaliśmy się z przychylnością Pana Prezydenta.

Pozdrawiam:
W. Krzemień

13.02.2009

Witam.

W załączeniu przedstawiamy proponowany alternatywny przebieg połączenia Dzielnicy Ursus z Dzielnicą Bemowo stanowiący zastępczy przebieg dla Trasy Nowolazurowej. Obecnie projekt budowlano-wykonawczy trasy Orłów Piastowskich BIS wraz z wiaduktem jest na ukończeniu. Wykonawcą projektu jak i budowy jest GDDKiA. Obecnie prowadzimy rozmowy na temat możliwości realizacji tego projektu. O wynikach tych rozmów będziemy Państwa informować w późniejszym czasie. GDDKiA planuje wykonać wiadukt nad torami kolejowymi trasy Warszawa – Poznań wraz z dojazdem do trasy Poznańskiej w Dzielnicy Bemowo. Miasto Stołeczne Warszawa (ZMiD) posiada aktualne pozwolenie na budowę (na obiekty inżynierskie) dla trasy Nowolazurowej, które kończą swą ważność w bieżącym roku. Staramy się przekonać Prezydenta Wojciechowicza o wygospodarowanie środków na rozpoczęcie prac przy budowie wiaduktu nad linią kolejową Warszawa-Katowice co pozwoli zachować ważność decyzji wydanych na budowę Nowolazurowej. Wiadukt ten należy połączyć z węzłem Salomea i wybudować skrzyżowania z ulicami Poczty Gdańskiej, Ryżową i Traktorzystów. Z ulicy Traktorzystów jak widać na załączonej mapce jest wjazd w ulicę Szamoty, Posag 7 Panien, Gierdziejewskiego i Trasę Orłów Piastowskich BIS, o której pisaliśmy wyżej. Połączenie to będzie stanowiło alternatywny przebieg dla połączenia ulicy Nowolazurowej. Na budowę tego zastępczego połączenia z którego skorzystają mieszkańcy Ursusa, Włoch i Bemowa potrzebne jest naszym zdaniem ok. 200 mln zł.

Pozdrawiam:
W. Krzemień

9.04.2009

Witam.

Szanowni Państwo, rozumiem Państwa zniecierpliwienie jednak mogę tylko ogólnie poinformować, że aktualnie trwają rozmowy z udziałem przedstawicieli komórek miasta i Generalnej Dyrekcji K. D. i A. w sprawie budowy sieci dróg i węzłów. Pozostaje Państwu uwierzyć na słowo że robimy wszystko co w naszej mocy aby doprowadzić do rozpoczęcia budowy pierwszego etapu Nowolazurowej.
Jak tylko będą konkretne decyzje to poinformujemy o tym między innymi na forum.
Co do pmysłów odnośnie prowizorek, np. "... choćby tymczasowo nawet po płytach betonowych z ulicą Dzieci Warszawy ... " pozwólcie Państwo że nie będziemy się na tym etapie wypowiadać. Jeżeli będzie budowany węzeł Salomea a nie będzie decyzji o budowie Nowolazurowej to wówczas podejmiemy decyzję o rozwiązaniu zastępczym. Jeszcze raz podkreślam -dzisiaj mamy nadzieję na budowę 1-ogo etapu Nowolazurowej-prosimy o cierpliwość.

Pozdrawiam:
W. Krzemień

25.05.2009

Remont wiaduktu przy Dw. Gdańskim


WIĘCEJ PYTAŃ NIŻ ODPOWIEDZI
Strzępy informacji. Więcej pytań niż chętnych do udzielenia odpowiedzi: Kiedy nad starym wiaduktem na Andersa pojawi się tymczasowy przejazd? Czy w przetargu na modernizację torowiska wraz z budową tunelu łączącego Żoliborz ze stacją metra Dworzec Gdański, uda się kiedyś otworzyć oferty? Czy PKP chce czterech, czy dwóch peronów? Czy będziemy mogli iść po starej konstrukcji do stacji metra?

Tzw. "poważne gazety" (nie te bezpłatne śmietnikowe czy bulwarówki zwane obecnie tabloidami) poważnie donosiły już o tak wielu terminach inwestycyjnych, tak często (nawet codziennie) zmieniały zdanie w sprawie odpowiedzi na powyższe pytania, że uczciwiej by było, gdyby się przyznały, że nic nie wiedzą.
Gdyby doniesienia "poważnych gazet" miały moc sprawczą, to w rejonie Dworca Gdańskiego już od miesięcy trwałaby gorączka inwestycyjna.
Wiadomości, jak z pola walki, pobudzają wyobraźnię: Piątek 13 lutego godz. 9.50 "Żoliborzanie nie pójdą wiaduktem do metra" Piątek 13 lutego godz. 17.44 "Zmiana decyzji: Żoliborz dojdzie do metra".
Chaos informacyjny, codzienne zapowiedzi decydentów przeczące komunikatom z poprzedniego dnia, obietnice - wszystko to marność... (Eklezjastes).
Wiemy tylko tyle, że inspektor nadzoru budowlanego 28 lutego "zamknie wiadukt" dla ruchu samochodowego, a kolejarze z powodu kryzysowej redukcji liczby peronów na "Gdańskim" nie zmienią usytuowania podpór pod wiaduktem. Nie trzeba będzie zmieniać projektu budowy nowych wiaduktów. Wiemy też, że dzięki aktywnej postawie żoliborskiego samorządu będzie zastępcza przeprawa, a po ruinie będzie można maszerować do metra. Kiedy zostaną wydane odpowiednie decyzje administracyjne umożliwiające rozpoczęcie inwestycji, nie wiem. Nie wiem też kiedy rozpocznie się budowa nowych torów, peronów i przejścia podziemnego - do metra i na Żoliborz.

60-metrowy nad torami i 30-metrowy
nad ul. Słomińskiego

- Zleciliśmy analizę, badanie, czy obok wiaduktu da się poprowadzić na czas budowy tymczasowy łącznik dla aut i pieszych - powiedziała pani Kożuchowska z Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych na grudniowej komisji żoliborskiej rady.
Budżet miasta zapłacił 64 tys. zł za odpowiedzi na pytania: czy? gdzie? Na początku lutego poznaliśmy wnioski z ekspertyzy firmy Pomost. Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych wie już gdzie ustawić czasowy wiadukt, a także skąd wziąć czasową konstrukcję przeprawy. Według ekspertów konstrukcja powstałaby 1,5 metra nad jezdnią starego wiaduktu. Koncepcja jest prosta. Stary wiadukt posłuży pieszym do czasu budowy pierwszego z trzech nowych stałych konstrukcji. Nad głowami pieszych, z "wojskowych" elementów podobnych do tych, z których kiedyś zmontowano most Syreny, powstanie przejazd dla samochodów.
28 lutego ZDM zamknie wiadukt, na którym ulica Andersa przechodzi w Mickiewicza. Na dostawę elementów ZMID poczeka ze dwa miesiące. Samo skręcenie konstrukcji zajmie kilka tygodni.
Już nie ma szans na to, by kierowcy uniknęli kłopotów wynikających z rozdzielenia ulic Andersa i Mickiewicza. Nie unikniemy katastrofy komunikacyjnej.

Pozostaje jedynie do ustalenia: ile czasu będziemy odcięci od Śródmieścia.
Piesi będą mniej poszkodowani. Po starym wiadukcie będziemy sobie legalnie chodzić aż do czasu, gdy zakończy się budowa pierwszej z trzech docelowych estakad.
Po jej dopuszczeniu do użytkowania, drogowcy przerzucą na nią pieszych i samochody, a zarówno wojskową konstrukcję, jak i starą, zniszczoną budowlę rozbiorą.
Kiedy to się stanie? No właśnie kiedy? Urzędnicy miejscy muszą postarać się o decyzję środowiskową we właściwym ministerstwie, uzyskać zgodę na budowę, rozpisać przetarg. Czarno to widzę. Po porozumieniu z zielonymi już nawet nie ma nawet na kogo winy zwalić.

Żoliborska rada radzi
Nie będę zrzędził i dostrzegę wagę sukcesu jakim jest decyzja Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych o usytuowaniu czasowego przejazdu nad torami PKP i nad ul. Słomińskiego. Waga tej decyzji to najmniej licząc 10 milionów złotych. Sama konstrukcja tyle jest warta. Rajcy Żoliborza bez dodatkowych kosztów i w ekspresowym tempie odpowiedzieli na te same pytania co fachowcy z Pomostu. Stanowisko rady przygotowane przez radną Selwant a przyjęte na styczniowej sesji rady Żoliborza zawierało takie jednoznaczne odpowiedzi. Nie ma co dumać, analizować, trzeba robić. Zapał udzielił się zarządowi dzielnicy, który jak nigdy wcześniej, odważnie poszedł po bandzie. Nasza samorządowa władza wykonawcza spotkała się z wojskowymi sztabowcami z Dymińskiej a następnie przed kamerą TVN Warszawa skrytykowała władze stolicy za brak działań zaradczych wobec katastrofy.
Nasz zarząd dzielnicy (przypomnę, że powołany przez panią prezydent a nie wybrany przez radę dzielnicy), kto by pomyślał...
Mam wrażenie, że front budowlany nadciąga a sytuacje nadzwyczajne, frontowe, wydobywają u jednych cechy najszlachetniejsze a u innych tchórzostwo pospolite.
Nic dziwnego nasze chłopaki z zarządu, jak powszechnie wiadomo, z kresów są! Warakomski pochodzi z południowych kresów Rzeczypospolitej a Sielewicz dla odmiany z północnych.
... I stąd ta fantazja kresowa i ułański fason.
Grzegorz Hlebowicz


Nastąpiło porozumienie nad podziałami w UD Żoliborz

Autobusy kieleckie

Załoga MPK sama z bałaganem

Strajk załogi Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji sparaliżował komunikację. Nie wiadomo, kiedy sytuacja zostanie rozwiązana.

Bogdan Latosiński, przewodniczący zakładowej Solidarności w MPK. - Chcemy debaty publicznej i referendum w Kielcach. Niech mieszkańcy wypowiedzą się o naszej sytuacji.

Strajk w MPK Załoga MPK strajkuje już trzeci dzień, pozbawieni transportu kielczanie są wściekli, na ulicach miasta niesamowite korki, a prywatni przewoźnicy zacierają ręce. Nad całym bałaganem nie ma kto zapanować, bo prezydent Kielc jest w delegacji!

Strajkują, bo nie mają wyjścia

O godzinie 4 we wtorek załoga Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Kielcach rozpoczęła strajk generalny. Od tej pory na ulice Kielc nie wyjechał żadne autobus miejski. Załoga jest zdeterminowana do walki o swoją przyszłość.

- Sześć lat temu zrezygnowaliśmy z części wynagrodzenia, od dwóch lat błagamy zarządy firmy o podwyżkę. Nie dzieje się nic. Chcą nas sprywatyzować bez pakietu socjalnego, który mamy zagwarantowany w uchwale Rady Miasta. Dłużej tak być nie może - mówił we wtorek rano rozgoryczony Bogdan Latosiński, przewodniczący związkowej Solidarności w MPK.

Do strajkującej załogi we wtorek tuż przed godziną 5 wyszedł Krzysztof Chrabąszcz, prezes spółki MPK. Prosił kierowców o zaniechanie protestu. - Wiecie czym grozi wasz strajk. Zastanówcie się nad konsekwencjami - przekonywał grupę około 200 osób.

Prośby, straszenie i argumentacja zarządu na nic się zdała. We wtorek i w środę na kieleckie ulice nie wyjechał żaden autobus. Podobnie ma być dzisiaj, bo załoga ogłosiła strajk bezterminowy, dodatkowo pojawił się wniosek o postawieniu wotum nieufności dla zarządu spółki.

- Teraz nie mamy już nic do stracenia, bo praktycznie przestaliśmy być pracownikami MPK, ale łatwo nie damy za wygraną. Nie opuścimy bazy dopóki nie przyjdzie do nas ktoś z zarządu firmy i władz miasta. Chcemy z nimi porozmawiać, bo na razie traktowani jesteśmy niepoważnie - przekonywał przewodniczący komitetu strajkowego.

Na zajezdni przy ulicy Jagiellońskiej strajkujący zajmowali się we wtorek nie tylko dyskusjami o przyszłości - trzech pracowników MPK w czasie strajku było pod wpływem alkoholu. - Gdyby się powtórzyły takie sytuacje natychmiast będziemy wydalać takich pracowników - stanowczo mówił Bogdan Latosiński.

Patologia w firmie…

Tymczasem zarząd MPK z prezesem Chrabąszczem na czele rozmawiać z załogą nie zamierza, dopóki z firmy nie znikną patologie. - Kierowcy lekceważą nie tylko pasażerów, ale i swoją pracę. Urlopy na żądanie, zwolnienia lekarskie są w tym zakładzie na porządku dziennym. Szerzy się patologia, a ja tego tolerował nie będę - podtrzymywał swoje stanowisko prezes Chrabąszcz.

Do strajkujących wychodzić nie zamierzają także władze Kielc, które są obecnie w nieco okrojonym składzie. Na stanowisku został tylko prezydent Czesław Gruszewski, bo prezydent Lubawski jest w delegacji, a prezydent Andrzej Sygut ma ważne sprawy rodzinne.

- Rozmowy z załogą wydają się być bezcelowe, bo my dokładnie wiemy, co usłyszymy, a załoga wie, co możemy odpowiedzieć - mówił prezydent Czesław Gruszewski. - Pracownicy swoim strajkiem chcą nas skłonić do tego, abyśmy dołożyli 100 milionów na nowy tabor, a miasto ma inne wydatki, na które pieniądze muszą być. Dziwię się, że w sytuacji, kiedy MPK ma wygrany przetarg na komunikację i w ciągu kilku miesięcy szansę na zupełnie nowe autobusy od inwestora, który chce firmę przejąć, mimo to decyduje się na strajk. Dla mnie to oznacza zupełny brak logiki w działaniu i kierowanie się niezdrowymi ambicjami przywódców strajku - stwierdził zastępca prezydenta Kielc.

…a prezydenta brak

Prezydent pytany o to, czy w obecnej chwili zdecyduje się na likwidację spółki, o czym głośno w czasie czerwcowego, czterogodzinnego protestu załogi MPK, informował prezydent Kielc Wojciech Lubawski, Gruszewski odpowiada. - To Wojciech Lubawski, jako prezydent jest właścicielem spółki i tylko on może podjąć taką decyzję. W tej chwili przebywa w delegacji, ale jeżeli zdecyduje się na likwidację, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby tego dokonał nie będąc w Kielcach - informował prezydent Czesław Gruszewski.

Strajkująca załoga o swoim proteście informowała i władze firmy i Zarząd Transportu Miejskiego, tydzień przed planowanym terminem. Jednak do tej pory władze obu spółek nie zrobiły nic, aby jak najszybciej zapewnić kielczanom transport zastępczy.

- To wymaga czasu - tłumaczył Marian Sosnowski, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego w Kielcach. - Najpóźniej we wtorek do Kielc wjadą zastępcze autobusy, tworzymy też tymczasowy rozkład jazdy. Panujemy nad sytuacją - uspokajał dyrektor Sosnowski.

Osoby, które posiadały bilety miesięczne, a nie wykorzystały ich przez strajk kierowców MPK mogą ubiegać się o odszkodowanie. Wystarczy złożyć pisemny wniosek, a zostanie on jak najszybciej rozpatrzony.

Wściekli pasażerowi, zadowoleni taksówkarze

Pasażerowie, których stać, we wtorek, środę i w czwartek korzystają z usług taksówkarzy albo z busów. Ci, którzy są mniej zamożni prosili o pomoc znajomych z samochodami lub pieszo docierali do miejsc pracy czy domów. We wtorek ulice Kielc były zapchane samochodami, na głównych arteriach miasta tworzyły się ogromne korki, kierowcy wściekli klęli.

- Nigdy w wakacje nie widziałem takiego ruchu samochodowego. To jakiś koszmar - narzekali stojący w korku przy al. IX Wieków Kielc.

Taksówkarze z kolei zacierali ręce z radości. - Zapotrzebowanie na taksówki jest ogromne. W pierwszym dniu strajku mieliśmy blisko 80 procent większe dochody. My się cieszymy, bo to dla nas jest zarobek, ale częściowo współczujemy kierowcom z MPK - mówili przewoźnicy.

Opinie wśród mieszkańców Kielc na temat strajku były podzielone: jedni opowiadali się za strajkującą załogą i przeciw postępowaniom władz miasta, a reszta, których strajk dotknął bezpośrednio, narzekała na utrudnienia i na bezmyślność załogi.

- Walczą o swoje i w nosie mają innych. A jak ludzie mają z drugiego końca miasta dostać się do pracy? Kierowców MPK to nie obchodzi, bo w większości są spoza miasta. Ludzie starsi, schorowani, muszą jechać do lekarza, a wydać 50 złotych na taksówkę biednym emerytom nie jest łatwo - stwierdziła rozżalona pani Zofia z Kielc, czekając we wtorek rano na przystanku na autobus, który nie przyjechał.

Decyzje dzisiaj

Dzisiaj Zarząd Transportu Miejskiego ma podjąć decyzję o zerwaniu umowy z MPK, tej umowy, która obowiązuje do końca roku. Być może również dzisiaj władze Kielc podejmą decyzję o przyszłości zakładu.

- Natychmiast po zerwaniu umowy będziemy musieli rozpisać przetarg na komunikację do końca roku. Najpóźniej na początku września firma, która wygra przetarg rozpocznie pracę w Kielcach - stwierdził Marian Sosnowski.

Echo Dnia
Elżbieta Zemsta

Tragedia na Pogorzelcu

W sobotni wieczór wybuchł pożar na ul. Moniuszki. Doszczętnie spłonęły cztery mieszkania. Ich lokatorzy, tak jak mająca piątkę dzieci Katarzyna Burak, stracili cały dobytek. Pożar, już nie pierwszy raz, spowodował sąsiad, który wielokrotnie odgrażał się, że spali cały budynek razem z mieszkańcami.

Pożar wybuchł w sobotę wieczorem. Ogień pierwsze zauważyły dzieci mieszkańców; usłyszały, jak pękają szyby w oknach. Płomienie rozprzestrzeniły się w mgnieniu oka. Lokatorzy uciekali, zostawiając w mieszkaniach cały dobytek. Na miejscu pojawiły się służby ratunkowe. Ewakuowano 12 rodzin zamieszkujących budynek.
- Moje dzieci były same w domu. Zabrały tylko chomiki i uciekły z mieszkania - relacjonuje jedna z mieszkanek budynku przy ul. Moniuszki 7.
Przyczyną pożaru było ognisko, które jeden z lokatorów rozpalił w swojej kuchni. Nie był to pierwszy taki wybryk wyjątkowo uciążliwego sąsiada - sobotni pożar był w tym roku czwartą próbą.
- On znosił do domu i magazynował wszystko, co się dało. Jakieś plastiki, stare wykładziny; opalał w mieszkaniu kable. Od dawna zagrażał naszemu zdrowiu i życiu - opowiada właścicielka zniszczonego mieszkania i dodaje, że z lokalu owego sąsiada unosił się także dokuczliwy smród.

Groził i słowa dotrzymał

Z sąsiadem mieszkańcy mają problemy od dawna. Mężczyzna wielokrotnie groził, że spali cały budynek razem z jego lokatorami. Trzykrotnie próbował spełnić obietnicę. Ostatnio w kwietniu. Dotychczas wszystko kończyło się na szkodach w mieszkaniu "jednorękiego Janosika", bo tak zwykli go zwać mieszkańcy Pogorzelca. Współlokatorzy zgłaszali problemy z sąsiadem PKP, które jest właścicielem budynku, oraz wielokrotnie policji, jednak za każdym razem kończyło się na zatrzymaniu mężczyzny do wytrzeźwienia.
- Problemy zgłaszaliśmy już tyle razy. Przyjeżdżała straż pożarna. Przecież można było temu zapobiec - mówi drżącym głosem kobieta, która straciła cały dobytek. - Całe szczęście, że miał odłączony gaz i prąd, bo mogłoby być gorzej.
Zdaniem lokatorów straż pożarna nie była przygotowana na tak duży pożar. Spodziewała się takiej interwencji jak dotychczas. Ostatecznie do północy pożar gasiło 10 jednostek.

Trzy rodziny bez domu

Cztery mieszkania spłonęły doszczętnie, w tym podpalacza, kilka jest zalanych. Niestety, żadna z poszkodowanych rodzin nie miała ubezpieczonego lokalu. Część kamienicy ocalała, jednak mieszkańcy nie wrócili jeszcze do swoich domów. Przedstawiciele nadzoru budowlanego muszą stwierdzić, czy obiekt nadaje się jeszcze do zamieszkania. Jeden z zarządców jest na urlopie, drugi zaś w sanatorium. Lokatorzy czekają, co zrobi wspólnota mieszkaniowa. Mieszkańcy dowiedzieli się, że zarządca powinien powołać biegłego, by przedstawić stan zniszczeń.
- Powiedziano nam, żebyśmy w takim razie szukali na własną rękę biegłego, ale my nawet nie wiemy gdzie - żalą się mieszkańcy, którzy pilnują budynku, by nie okradziono lokali, jeśli coś ocalało.
W sobotni wieczór na miejscu tragedii pojawili się także zastępca prezydenta Piotr Gabrysz wraz z dyrektor MOPS Teresą Koczubik. Bezzwłocznie zareagował także dyrektor Markotu Bogdan Orzeszek, który przyjechał na miejsce z najpotrzebniejszymi rzeczami. Miasto udzieliło pomocy poszkodowanym jeszcze tego samego dnia. Wszyscy dostali na siedem dni pokoje w hotelu "Lech". Potem mają możliwość zamieszkać w sławięcickim Markocie, jednak mieszkańcy Moniuszki 7 nie uważają tego pomysłu za dobry.
- Jak ja mam tam zostawić dzieci, przecież one już są w szoku, a nie wiadomo, jacy tam są ludzie - obawia się matka kilkorga dzieci.
Zarówno Teresa Koczubik, jak i rzecznik prezydenta miasta Andrzej Kopacki zapewniają, że tymczasowe lokale w Markocie są wyremontowane i nie powinno być tam najmniejszych problemów, zaś miasto pomaga, jak może. Mieszkańcy są zadowoleni z szybkiej i sprawnej pomocy MOPS-u, jednak nie wierzą, że otrzymają mieszkania zastępcze w innych miejscach.
- Pokazano mi takie mieszkanie zastępcze. Jest w nieco lepszym stanie niż to spalone, nadaje się tylko do remontu. Nie wiem, co zrobić, gdzie ja teraz pójdę? - mówi Katarzyna Bulak, matka pięciorga dzieci, która straciła mieszkanie remontowane przez cztery lata.
Dzieciom z rodzin poszkodowanych zostaną sfinansowane półkolonie. Otrzymają one wyprawkę szkolną, a dziesięcioro z nich zasiłek szkolny. Również PKP zadeklarowało pomoc.
W czwartek zostanie zwołana nadzwyczajna sesja rady miasta, na której radni wprowadzą autopoprawkę do budżetu gminy, by uruchomić dodatkowe środki na pomoc poszkodowanym.

Wróci z siekierą?

Lokatorzy Moniuszki 7 twierdzą, że ich uciążliwy sąsiad uśmiechał się, kiedy wyprowadzała go policja. Uważają także, że mężczyzna miał świadomość tego, co robi, mimo jego alkoholizmu. Obawiają się także powrotu "jednorękiego Janosika".
- Nie wiemy, co on teraz zrobi, a jest w stanie wpaść tu z siekierą! - mówi jedna z kobiet siedzących koło spalonej części domu.
Sąsiedzi podpalacza twierdzą, że brał on także różne leki, a nawet próbował oddać je młodzieży w zamian za papierosy.
Mężczyzna nie został dotychczas aresztowany, gdyż formalnie nie popełnił żadnego przestępstwa. Policja wnioskowała o tymczasowe aresztowanie podpalacza.
- Ten mężczyzna był kierowany na leczenie odwykowe, zatrzymywany do wytrzeźwienia, ale nie mamy możliwości stałego nadzoru nad nim - mówi rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji Włodzimierz Kominek.

* * *

Pomóż pogorzelcom!

Pozbawieni całego dobytku mieszkańcy potrzebują każdej pomocy, począwszy od żywności przez ubrania, środki czystości, a także wszystko, co byłoby pomocne przy remoncie zniszczonych mieszkań, ponieważ chcą wrócić do swoich domów, kiedy tylko będzie to możliwe. Każdego, kto zechciałby pomóc pogorzelcom w jakiejkolwiek formie, zapraszamy do naszej redakcji przy al. Jana Pawła II 36. Można też telefonować na nr 077 483-40-49. Zbiórki rzeczy dla poszkodowanych prowadzi także MOPS i domy dziennego pobytu.

DAG
Gazeta Lokalna nr 27 (418)
www.lokalna.com.pl