Wyświetlono posty wyszukane dla hasła: Rabka Leśny

o koronkowej pannie

o koronkowej pannie
(ej! dy, dy, dy)

na tańcuna tańcuna
w młynie sukni
panna młoda koronkowo
przybladła

dłonie w talii modlitewnie
przeplecione konwaliami
na tańcuna tańcuna
toczą czar

sucho stęka stara balia
na podwórzu gdzie orkiestra
i do wtóru skrzypi furtka
zaś w głębokiej studni dudni
zakręcona korba bas

las przez okien ościeżnice
chciałby wejść zapachem leśnym
do pijanej kwieciem sukni
i do kuchni świeżej ciastem
i do panny i do panny

młode sosny rówieśnice
w zapaśnicach pełnych szyszek
jak wrośnięte tuż za płotem
sypią dar na wieka ...

[ot maszynka rżnie
-- żebym wiedział, panie, że to szwab po drzewach strzelał to bym przeklął
dobre drewno, synku, a ręce z daleka
no dawaj motor, niech jedzie
-- i komu, panie, te kule były co się sosenkom trafiły
zęby się kruszą, piły szkoda
deski psuje
-- będzie cacy, takiego drzewa, panie, ze świecą]

las upojny wonią sosen
zastygł zdobny w dwojgazieleń
wiatr co czasem targa zmilkł

panna młoda i tęsknota
w pierwszej parze przytuleni
ulatują ponad progiem
w zieleń nieba w słońce mlecza
ukontenci ukontenci

oset w pąsach chwyta rąbek
jabłoń schyla się po wianek
stara balia skrywa dłonie
w malinowym ziół fartuchu
przytakując wszem tak tak

panna młoda koronkowa
bielą różem pokraśniona
konwaliowo
na tańcuna tańcuna
młyni czas

r.

 » 

W jakim kierunku pójdą zmiany w straży leśnej?


Ja tak sobie myślę, że może warto by tu na forum wydzielić wątek dla Straży.
Z tego co wiem art. dot. Straży (47) ma być gruntownie zmieniony, ale to temat do wypowiedzi dla Waszego Strażnicy GISL'a


Zapewne GISL nie wypowie się na ten temat.
Może Pan Przemek odkryje rąbka tajemnicy i powie w jakim kierunku idą prace dot. zmian w straży leśnej.

Zakladanie lasu - procedury, przepisy..

nawet nie takie zdublowanie, chodzi mi o uchylenie rąbka tajemnicy jak przekwalifikować tyle hektarow na dzialkę leśną, procedury w gminie, nadleśnictwach, Unii i t.p.... Może się chlopakowi, co nadał temat przydać, chociaż jemu chodziło na pewno o mniejszą dzialkę, ale zalożę się, że wiedział co najwyżej o doplatach z U.G a nie o perspektywicznych, unijnych

Kolejny sezon (2007/8)

Aż 3 godziny - to super! Ciekawe czy Milton uchyli rąbka tajemnicy na forum...
Czy ktoś z forum będzie tańczył?
Rozumiem, żę Kasia G i Milton są w TW-ON zawsze, więc nie muszę pytać czy się wybieracie.. no to być może gdzieś się miniemy w przerwie ...

Tymczasem, robie to co już długo przewija się w naszych rozmowach. Wrzucam luźne propozycje na kolejny wspólny baletowy wypad poza Gdańsk, jeszcze przed wakacjami i przed Ejfmanem.

Teatr Wielki Poznań
18.06.2008
godz. 19:00
Sergiusz Prokofiew - Romeo i Julia

21.06.2008
godz. 19:00
Polski Teatr Tańca - Balet Poznański - Spektakl jubileuszowy

Opera Nova Bydgoszcz

Sobota
2008-06-14
godz. 19:00

Niedziela
2008-06-15
godz. 17:00

Wtorek
2008-06-17
godz. 11:00

Ludomir Różycki
Pan Twardowski balet
przedstawienie uhonorowane Teatralż Nagrodą Muzyczną im. Kiepury w kategorii "najlepszy spektakl" 2

Teatr Muzyczny Capitol Wrocław

18.06.2008 14:00
Pointa sezonu - pokaz Szkoły Baletowej

20.06.2008 19:00
21.06.2008 19:00
Swing! Duke Ellington Show

Opera Leśna, Sopot
BALET - MEWA
Sankt Petersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana
17 lipca 2008, godz. 20:30

 » 

[PT] Poland Trophy - News

Nawigacja w/g roadboka polega na odczytywaniu informacji o trasie zawartych w kratkach nawigacyjnych , są to takie miniaturowe mapki-szkice sytuacyjne które należy odczytywać i dopasowywać do sytuacji w terenie. Nie jest niezbędny roadbook holder , ale na pewno będzie pomocny. Dla tych co nie posiadają takowego urządzenie będzie przygotowany roadbook w postaci zeszytu. Niezbędnym natomiast urządzeniem jest metromierz bowiem dokładność wskazań w roadbooku jest do 10 m , a licznik w pojeździe pokazuje 100m.
Gps może być wykorzystany do nawigacji jako metromierz oraz mapa.
Startujemy w teamach , jednak punktacja jest indywidualna.
O której będzie start przeczytać będzie można bliżej terminu rajdu w programie lub na stronie www.polandtrophy.pl lub w tym wątku.
Teren będzie extremalnie trudny i wymagający dla klasy Extrem i turystyczny dla klasy Sport.
O przebiegu trasy i długości będzie opowiadał oddzielny komunikat przed rajdem. Zdradzę rąbka tajemnicy że trasa będzie kwintesencją jazdy w terenie i będzie wszystko , bagna , podjazdy , trawersy , będzie biegła m. innymi przez trzy byłe kopalnie i wyrobiska, tereny leśne i bagienne.

Pieczątki - tu jest nowość - będą całkowicie w formie elektronicznej uczestnicy będą mieć przypiętą kartę chipową , z której można będzie otrzymać mnóstwo informacji.
Na trasę będą się składały dojazdówki i OSy na których będą próby przejazdu.
Zabawa będzie przednia...

Konfrontacja

I znowu przesunąłem zamówienie, bo jednak lada moment figurki mają się pojawić w Polsce. Akurat to co mam zamówić będzie w tej dostawie, ale przyszłościowo nadal zostawiam sobie otwartą drogę do zamawiania w UK.

Zapisałem się też na newsletter w Rackham, więc będę mógł was tu troszkę pomęczyć newsami ze świata Konfrontacji (AT-43 chyba nas nie interesuje ?)

Na pierwszy ogień tak mniej więcej (raczej mniej niż więcej ) będzie wyglądał jeden z dużych stworków Alchemików DASYATIS EVOLUTION . Naprawdę wygląda paskudnie ale i tak halabarda czyni go jeszcze nie tak bardzo obcego, poczekajmy na Aberration Prime

Druga figurka, a właściwie cały oddział, jest jeszcze niepomalowany, Sylvan Animae to sprzymierzeńcy Wilków, którzy walczą w obronie lasów. Ogólnie można powiedzieć, że to trochę takie leśne duchy tylko z dużymi mieczami . W grze mogą się bardzo przydać, ponieważ mają zdolność Scout (można je wystawić w dowolnym miejscu na polu bitwy) i zdolność Fly więc mogą stanąć za jakąś zasłoną i zaatakować zza niej oddziały strzelające nie wystawiając się na ostrzał.

Uchylona też rąbka tajemnicy odnośnie, kolejnego laboratorium alchemików (coś w rodzaju frakcji), oto fragment podręcznika opisujący to laboratorium i jego bohaterów.

1

Dzisiejsza fotka 2 amatorow crossu, ktorzy zjechali z Gorcow do Raby Niznej i pojechali dalej asfaltowa droga Rabka-Mszana, motocykle oczywiscie bez numerow. Policji nigdzie w okolicach Rabki nie ma bo po co mieli by tam byc? stoja tylko na Zakopiance (bo tam mozna zlapac za predkosc w wlepic mandat).
Naprawde nie rozumiem jaka to filozofia ustawic patrole strazy lesnej-policji w weekendy i dni wolne od pracy na glownych drogach prowadzacych w Gorce w okolicach Rabki i wylapac ich wszystkich ??!! No ale latwiej stac z radarem przy drodze niz lapac takich motocyklistow (bo pewnie wiekszosc i tak by im zwiala)
A moze policja w Rabce i innych turystycznych miejscowosciach nie interesuje sie takim procederem zeby nie odstraszac "turystow"? Ciekawe kto kryje sie za tymi kaskami?

1

Otóż rzekome trudności z wyłapaniem tych kolesi w mojej okolicy to wierutna bzdura. Wystarczy godzina pomyślunku leśników z policją, by wygarnąć ich jak ryby w saku.



przyklady z Wyspowego i Gorcow
2 tygodnie temu, Pasmo Lososinskie - kilku crossowcow, ktos wezwal nawet policje, pojawil sie woz na przeleczy gdzie MUSIELI przejechac, ale postal tam tylko chwile i odjechal

pare dni temu w ok. Rabki - 1 crossowiec wyjezdzajacy z Rabki (po DROGACH PUBLICZNYCH, BEZ TABLIC) w gory

wczoraj wieczorem - masyw Mogielicy i Jasienia - kilku crossowcow jadacych wzdluz grzbietu, zjechali do Jurkowa i droga publiczna pojechali dalej (BEZ TABLIC) zapewne do miejsca gdzie staly auta ktorymi przywiezli motory (z pewnoscia bardzo latwe do odszukania)

dzwonic po straz lesna mozna ale odpowiedz bedzie zapewne taka ze dziekuja za zgloszenie, moze nawet wysla patrol ale i tak to bezcelowe bo nie maja ich jak zlapac
telefon na policje moze spowoduje przyjazd jakiegos patrolu ale kompletnie nieprzygotowanego na przechwycenie takiej grupy

ale masz racje, trzeba dzwonic bo jak beda mieli duzo takich wezwan to moze w koncu zaczna myslec jak wylapac tych ........ na szlakach

ROZMOWY Z GAJOWYM.

Dziś znalazłem dwie dość duże pieczarki, ale w innym miejscu niż wczoraj.W tym miejscu, gdzie wczoraj znalazłem opisywane wczoraj pieczarki, dziś nic nie znalazłem, ale trudno się dziwić, że się w mieście wieczorem, metr od chodnika ok. 18.00 nic nie znajdzie.Ale jakieś ćwierć wieku temu w parku w Rabce- Zdroju znalazłem kilka dużych borowików. Później tylko dwa, jeden, w końcu nic.
Mam nadzieję,że w naszych stronach pojawi się niebawem pierwszy rzut grzybów, tym bardziej,że pogodę przepowiadają w dalszym ciągu deszczową. Na grzyby jednak nie będę raczej chodził, bo wnuk "przedłużył" swą bytność w kraju o miesiąc. "Dziadek" leśny.

(Nie)konstruktywna krytyka.

i dopiero teraz do dostrzegłes?? nie za wczesnie no ale przynajmniej tyle ze to juz mamy za soba:D

i wiem kim jestes:D


Mistrzu uchyl rąbka tajemnicy, też chciałbym poznać Leśnego Ramba,bo póki co wiem o nim tylko tyle

Sokół Paintball Naprawa

Witam wszystkich!!!
Mam na imię Grzesiek. Moja przygoda z paintem zaczęła się w 2005 roku, kiedy to wspólnie z kumplami założyliśmy mały, undergroundowy klubik w miejscowości Naprawa okolice (Jordanowa i Rabki). Szukamy ludzi o podobnych zainteresowaniach do wspólnych wojaży. Preferujemy paintball leśny, mamy tutaj ciekawe tereny. W naszym kubie sami pozytywni ludzie dla których paintball jest czymś więcej niż tylko zabawą. Ale jak to bywa ciężko uzbierać całą paczkę w jednym dniu:/ Jeśli ktoś chce z nami postrzelać proszę o kontakt. Strzelanki organizujemy najczęściej w niedziele.

Turniej Lesny - II EDYCJA

ja troche z opoznieniem, ale musze sie wymowic zdrowiem.
od ponad tygodnia nie chodze, ale i tak bylo warto :)
Wielkie brawa dla organizatorow - uchylcie rabka tajemnicy, niechby sie wszyscy organizatorzy imprez nauczyli karmic brac paintballowa soczystym, swietnie przyprawionym kawalkiem miesa, smaczna surowka i swieza bula za 4 zlocisze!
brawa oczywiscie dla sedziow, jeszcze na imprezie bylo nie bylo lesnej nie widzialem tylu kontrol splatow! brawo i jeszcze raz brawo.
i uczestnicy. dzieki wielkie za gre, za atmosfere na polu (nikt nikogo kolba... jak nie paintball) i poza nim :)

Propozycje odnosnie zmian w polu 96

To moze i ode mnie troche

1. Poprawic balans pvp i broni - hehe, co ja mowie, nigdy nie gralam pvp, ale mysle, ze dla sporej grupy graczy jest to wazne

2. Spawny wierzchow i "fajnych" oswajalnych mobkow:
- w tej chwili tamer prawie ze nie ma po co zlazic z wyspy, zatem skasowac polowe spawnow wierzchow stamtad i niech zostana tylko najprostsze: lamy, zwykle konie i osty
- przesunac czesc z tych spawnow na malas i ilshenar
- spawny azzarow itp - zdecydowac sie, czy maja to byc mobki trudno dostepne (i wtedy ograniczyc 3x predkosc i rozmnazania w zagrodzie oraz przesunac wszystkie spawny w dobrze chronione miejsca) albo maja byc latwo/normalnie dostepne (wtedy spawny przeniesc w miejsca slabo chronione, takie jak azzar fuego i zostawic aktualna predkosc "rozrodu")
- zbalansowac ilosci poszczegolnych odmian wierzchow: przyklad 1 spawn lesnego osta na wszystkie mapy, 2 spawny pustynnych, 2 spawny koszmarow nawet...

3. Dodac opcje zwijania zagrod i farm w deeda oraz blokowania na nich przedmiotow.

4. No jednak oslabic troche druida, bo nie dosc, ze mag z jednym skillem mniej, to jeszcze wcale nie gorszy od maga z magery. Poza tym nie chcialabym, aby byla taka sytuacja, ze kazdy tamer to druid (jak na 95 prawie kazdy tamer to byl mag z wrestem...)

5. Przydaloby się uchylic rąbka tajemnicy w kwestii dzialania skilli, coby fabularze mogli wiarygodne opisy owych skilli zrobic.

To na razie tyle. Powodzenia.

Przedstawcie się :)

Witam

nie wiem czy mi sie duuuuzo pisac, chociaz z chcecia bym napisal, ale wiem ze zle sie czyta dlugie posty.
od czego tu zaczac... hmmmmmmm

urodzilem sie w Rabce 1985 roku 24 pazdziernika.... bla bla bla gram w mu
duzo rysuje, bardzo duuuuuuuzo gram w rpg od kad zaczalem czytac (a nawet jeszcze wtedy nie potrafilem, to byla "magia i miecz", gralem wtedy lesnym duszkiem i inni mi czary czytali bo ja nie potrafilem, ale niestety nie pamietam czy wygralem :/ )

aktualnie studiuje we wroclawiu architekture. zameldowany w tychach. ale nie jestem za gks-em (to dla ludzi z kato :p )

uwielbiam muzyke, i wszystko co z nia zwiazane

mam DW : KEPA_PL

Juz zdarzylem poznac Deze i Ultera calkim milo bardzo mili i pomocni, dziekuje za wszystko! no i jeszcze na sekundke widzialem Uriela, pozdrawiam
udalo mi sie poznac Volina, a to wszystko w 1szy dzien ....

pozdrawiam

p.s. jak co to piszcie z checia pogadam, poznamy sie blizej :p, mam jakas taka manie gadania, bo pisac nie zawsze sie chce... np dzisiaj, mam takiego airwolfa ze łohoho , a czasem milcze
Nic koncze papatki

KALISZ

Super! Jeżeli kiedyś będziesz miał czas i udzielisz mi rąbka tajemnicy gdzie można fajnie pobiegać i na jaką odległość to będę wdzięczny . Mam jeszcze pytanie odnoście niedzielnego treningu. Na jakie dystanse one się najczęściej odbywają? Tuptacz napisał tak: "Jedna grupa spotyka się koło szkoły nr.12 na ulicy Długosza co niedzielę o godz.10.Chyba że są zawody,wtedy może nie być nikogo.Druga grupa spotyka się na prkingu leśnym na Szałe o godz.10;30." Mogę wiedzieć w której z tych grup bieganie jest raczej bardziej lightcikowe? Takie spokojne:) Z góry dzięki! Pozdrawiam

KALISZ

Super! Jeżeli kiedyś będziesz miał czas i udzielisz mi rąbka tajemnicy gdzie można fajnie pobiegać i na jaką odległość to będę wdzięczny . Mam jeszcze pytanie odnoście niedzielnego treningu. Na jakie dystanse one się najczęściej odbywają? Tuptacz napisał tak: "Jedna grupa spotyka się koło szkoły nr.12 na ulicy Długosza co niedzielę o godz.10.Chyba że są zawody,wtedy może nie być nikogo.Druga grupa spotyka się na prkingu leśnym na Szałe o godz.10;30." Mogę wiedzieć w której z tych grup bieganie jest raczej bardziej lightcikowe? Takie spokojne:) Z góry dzięki! Pozdrawiam



Wydaje mi się, że w Szałem biegają bardziej lajtowo, ale raczej odległości nie dla Ciebie... Z drugiej strony tam są mniejsze pętelki, więc spokojnie można zrobić zamiast 20 - 5 czy 7 km.

KALISZ

Bielanek napisał(a): Super! Jeżeli kiedyś będziesz miał czas i udzielisz mi rąbka tajemnicy gdzie można fajnie pobiegać i na jaką odległość to będę wdzięczny . Mam jeszcze pytanie odnoście niedzielnego treningu. Na jakie dystanse one się najczęściej odbywają? Tuptacz napisał tak: "Jedna grupa spotyka się koło szkoły nr.12 na ulicy Długosza co niedzielę o godz.10.Chyba że są zawody,wtedy może nie być nikogo.Druga grupa spotyka się na prkingu leśnym na Szałe o godz.10;30." Mogę wiedzieć w której z tych grup bieganie jest raczej bardziej lightcikowe? Takie spokojne:) Z góry dzięki! Pozdrawiam



Wydaje mi się, że w Szałem biegają bardziej lajtowo, ale raczej odległości nie dla Ciebie... Z drugiej strony tam są mniejsze pętelki, więc spokojnie można zrobić zamiast 20 - 5 czy 7 km.
Pomyłka ze strony Mirzy raczej nie zamierzona,bieganie z"Barankiem","Cichym","Krzgorem" do lajtowych raczej nie należy.Tym bardziej że koledzy biegają po trudnej trasie do Chełmc.Proponuję tą drugą grupę.Zawsze można wrócić prędzej z treningu,nie koniecznie treba biegać 20km.
Mój dzisiejszy trening:
4km-OWB1
3x500m.przerwa500m.trucht
6x120m.podbieg
2.5km.-OWB1
3x500m.przerwa500m.trucht
1.5km.-OWB1
1km.trucht
Razem 15km. w 1godzinę 26minut.
Jestem styrany na maxa

Poezja



"Sny mojego serca"

z diamentowych marzeń,
które błyszczą, złocą
piękny sen ułożę,
niech się ziści nocą.

na anielskiej harfie
wygram ciepłe nutki,
by z refleksów sennych
odegnały smutki.

ponad tonią ciemną
skrząca gwiazd plejada
do muzyki granej
baśnie opowiada

woń rozkoszna z płatków
kwiatów lekko płynie,
błogi zapach ściele
po leśnej ścieżynie.

rankiem mgłę uproszę -
zwiewną baletnicę,
by rąbkiem sukienki
skryła tajemnicę.

powiewem poranku
po nocy z marzenia,
kryształem spojrzenia
zdrój senny się spienia.

lecz gdy zmierzch nastanie
przymglona osnowa
uleci w przestworza,
czarować od nowa.

przygarnie w ramiona,
mgliście oczy zmruży,
by ta noc z marzenia
trwała jak najdłużej

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Hej nietety musze przytaknąć - warunki beznadziejne - pobyt w Lesnym Ludku bede wspominac jako nagorszy moj dotychczasowy urlop. Pochwalić mogę mogę personel medyczny, przedszkolanki, a szczególnie pielegniarki , które robiły, co mogły, aby zatrzeć złe wrażenie, ale NIESTETY NIE UDAŁO SIĘ. Pokoje bardzo małe ( tylko część odnowiona), ale ze starymi suchnącymi szafami !!!. Nie polecam też pokoi typu studio jak to ładnie pani kierownik określa - to dwa pokoje i wspólna koszmarna łazienka (pamiętająca przynajmniej czasy sześdziesiąte) na korytarzu.
Jedzenie - koszmar - nigdy nie spotkałam się z takim "PODŁYM ŻARCIEM" w ilości jak dla trzylatka (kolacja dla dzieci 6 letnich 1 racuch, lub np. 1 naleśnik - o dokładce można było tylko pomarzyć). Zwracam uwagę, że ceny noclegów i wyżywienia w.w sanatorium są wyższe niż w pozostałych sanatoriach w okolicy a jakość usług daleko odbiega od standardów w innych sanatoriach. Szczytem chciwości było pobieranie opłaty za dziecko 9 miesieczne, które nie śpi oddzielnie na łóżku, nie je w jadalni itp. NIGDZIE nie spotkałam się z taką sytuacją ani Polsce ani z zagranicą tylko w LEŚNYM LUDKU (należacym do Uzdrowisko Rabka SA). Można by jeszcze długo wymieniać "minusy" tego sanatorim ale wspomne jeszcze o jednym LODÓWKA - jedna, stara, rozlatująca się malutka na cały ośrodek !!! Na koniec tylko jeden pozytyw- ładny i nowy plac zabaw, ale to za mało, aby przyciagnąć kuracjuszy/ turystów. Kto był tam raz nigdy więcej tam nie pojedzie. Chyba że coś się zmieni ... na lepsze.

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

witam wszystkich,
czytam to forum i nie wiem co robić. Córka dostała skierowanie do Lesnego Ludka na wrzesień, cieszyłam się, że pojedziemy, ale teraz mam ogromne wątpliwości, bo za taką kasę to my możemy w 3 pojechać nad morze albo na prywatna kwaterę super zadbaną do Rabki chociażby. nie mam zamiaru gnieść się z dzieckiem w śmierdzącym pokoju. Córka ma alergię na pleśnie i z tego co tu Państwo mówicie to można wywnioskować, że w ten budynek nie stroni od grzyba. Czy kto spotkał się w leśnym ludku z pleśnią?

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Witam wszystkich
niestety jeszcze raz się powtórzę to prawda warunki były poniżej standardów a jedzenie koszmar . I niech mi nikt nie wpiera ze jestem rozkapryszona lub ze żywię dziecko chipsami i rosołem. OTÓŻ MOJE DZIECKO JE WSZYSKO !!! poza chipsami i colą, a w Leśnym Ludku odmawiało jedzenia praktycznie przy każdym posiłku, a ja nie miałam sumienia go zmuszać bo mnie samej stało w gardle wszystko.
WIEM ZE W SANATORIUM MOZE BYĆ CZYSTO I SMACZNIE nawet za niższą cenę!!! byłam i sprawdziłam !!! wiec mi nie mówcie że cały turnus był przewrażliwiony. Mam nadzieje ze Leśny Ludek to wyjątek i w pozostałych sanatoriach jest ok.
Polecam Krasnala i Cegielskiego w Rabce
A jeśli chodzi o pleśń nie widziałam jej na ścianach ale niestety i ja (uczulona na pleśń) i moje dziecko (uczulone na pleśń) musiałyśmy cały czas być na lekach niestety, choć lekarz prowadzący odstawił mi leki 2 lata temu i do wyjazdu było ok. – ale to mógł być też kurz

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

do PANI wiadomości,na tarasie przebywaliśmy przedewszystkim jak dzieci spały albo były na placu zabaw.DZIWI MNIE TYLKO TO ŻE SKORO PANI SIE TAK PODOBAŁO TO CZEMU PANI TEGO NIE MÓWIŁA W LEŚNYM LUDKU. popieram panią która wypowiadała sie wcześniej ,skoro pani sie tak tam podobało w czerwcu,to naprawde musi Pani mieszkać w niezłej NĘDZY i jeść BYLE CO ,skoro pani sie tam podobało.A JA JAK POWIEDZIAŁAM PEDIATRZE JAKIE ZABIEGI MIAŁY MOJE DZIECI TO SIE ZA GŁOWE ZŁAPAŁ.widać że nie jest pani obyta z wyjazdami ...ja jeżdze z dziećmi co roku na wakacje ,nie tylko w Polsce i mam porównanie .także mam porównanie co do sanatorium.byłam już z dzieciaczkami 4 razy w sanatorium i wiem o czym pisze,polecam np.CEGIELSKI W RABCE.BARDZO ŁADNY I CZYSTY BUDYNEK,JEDZENIE BEZ PORÓWNANIA .OPIEKA LEKARSKA I PIELĘGNIARSKA OWIELE LEPSZA.POZDRAWIAM WSZYSTKICH.OPRÓCZ PANI PISZE GŁUPOTY ŻE TAM BYŁO TAK CUDOWNIE. a jednak ,pozdrawiam panią ktora z dziećmi swoimi lubi jeść pomyje.

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Hej nietety musze przytaknąć - warunki beznadziejne - pobyt w Lesnym Ludku bede wspominac jako nagorszy moj dotychczasowy urlop. Pochwalić mogę mogę personel medyczny, przedszkolanki, a szczególnie pielegniarki , które robiły, co mogły, aby zatrzeć złe wrażenie, ale NIESTETY NIE UDAŁO SIĘ. Pokoje bardzo małe ( tylko część odnowiona), ale ze starymi suchnącymi szafami !!!. Nie polecam też pokoi typu studio jak to ładnie pani kierownik określa - to dwa pokoje i wspólna koszmarna łazienka (pamiętająca przynajmniej czasy sześdziesiąte) na korytarzu.
Jedzenie - koszmar - nigdy nie spotkałam się z takim "PODŁYM ŻARCIEM" w ilości jak dla trzylatka (kolacja dla dzieci 6 letnich 1 racuch, lub np. 1 naleśnik - o dokładce można było tylko pomarzyć). Zwracam uwagę, że ceny noclegów i wyżywienia w.w sanatorium są wyższe niż w pozostałych sanatoriach w okolicy a jakość usług daleko odbiega od standardów w innych sanatoriach. Szczytem chciwości było pobieranie opłaty za dziecko 9 miesieczne, które nie śpi oddzielnie na łóżku, nie je w jadalni itp. NIGDZIE nie spotkałam się z taką sytuacją ani Polsce ani z zagranicą tylko w LEŚNYM LUDKU (należacym do Uzdrowisko Rabka SA). Można by jeszcze długo wymieniać "minusy" tego sanatorim ale wspomne jeszcze o jednym LODÓWKA - jedna, stara, rozlatująca się malutka na cały ośrodek !!! Na koniec tylko jeden pozytyw- ładny i nowy plac zabaw, ale to za mało, aby przyciagnąć kuracjuszy/ turystów. Kto był tam raz nigdy więcej tam nie pojedzie. Chyba że coś się zmieni ... na lepsze.



Tak zgadzam się

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Jestem jedną z uczestniczek owego czerwcowego turnusu...i już tak zupełnie na zimno powiem Wam, że warto było do Leśnego Ludka pojechać - pomimo wszystkich mankamentów tego pobytu wiem jedno - efekt jest - moim dzieciakom pobyt w Rabce zrobił świetnie . Koniec końców to jest najważniejsze.

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

No cóż - dzieci radykalnie mniej chorują, a chorowały niemal non - stop. Głównym celem naszego wyjazdu do Rabki było podniesienie odporności moich maluchów i efekt jest. Natomiast co do samego sanatorium - nie należy popadać w skrajności. Było kilka niefajnych spraw - stąd protest pod którym i ja się podpisałam, ale była i świetna Pani Przedszkolanka (pozdrawiam serdecznie!),naprawdę bardzo miłe pielęgniarki i jak dla mnie Leśny Ludek ma piękną lokalizację (na górze, troszkę na peryferiach Rabki, z widokiem na Gorce) , fajny plac zabaw - bardzo duży plus bo dzieci mogły być niemal non-stop na zewnątrz budynku. Jeśli faktycznie miała tam miejsce jakaś kontrola i posiłki są lepsze to myślę, że nie powinno się odstraszać potencjalnych kuracjuszy od tego miejsca, bo po prostu nie ma to uzasadnienia w rzeczywistości.

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Chciałam uspokoić wszystkie mamy, które wybierają się z dziećmi do Leśnego Ludka. Właśnie wróciłam z turnusu bardzo zadowolona. Korzystna dla zdrowia lokalizacja (szczyt góry, z dala od ulicy), czyste pokoje z łazienką, piękny taras, duży plac zabaw. Jedzenie smaczne i dużo. Na zabiegi dowozi (i odwozi) busik. Dzieci miały po cztery różne zabiegi. Luksusów nie ma, ale na pewno nie można narzekać. Sama Rabka stworzona dla dzieci! :D

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Chciałam uspokoić wszystkie mamy, które wybierają się z dziećmi do Leśnego Ludka. Właśnie wróciłam z turnusu bardzo zadowolona. Korzystna dla zdrowia lokalizacja (szczyt góry, z dala od ulicy), czyste pokoje z łazienką, piękny taras, duży plac zabaw. Jedzenie smaczne i dużo. Na zabiegi dowozi (i odwozi) busik. Dzieci miały po cztery różne zabiegi. Luksusów nie ma, ale na pewno nie można narzekać. Sama Rabka stworzona dla dzieci!



Witam wszystkich,
z turnusu wróciłam 12 sierpnia br i tak jak przedmówczyni, jestem zadowolona. Jedzenie może być, przede wszystkim bardzo dużo i urozmaicone, dzieci codziennie dostawały m.in. owoce. Ze sprzątaniem różnie bywało, prysznic, wc i umywalka były czyszczone, gorzej z podłogą ale tragedii nie było. Dzieci z placu zabaw nie schodziły całymi dniami (a pogoda nam dopisała), co jeszcze..Zabiegi w porządku, uzdrowisko również, a przede wszystkim jeśli trafi się na taaaaki turnus jak ja, to grzechem jest narzekać
Reasumując: jedzenie świeże i w miarę smaczne, warunki lokalowe ok, obsługa miła i fachowa, polecam:)
gorąco pozdrawiam wieczorowe towarzystwo ławkowe
Ola.
ps. Za rok też się wybieram do LL:)

Ile parzyć szynkę?

Jednym słowem muszę zdecydować się na nakłucie mięska termometrem, nie ma rady.
Mam taki termometr:
taki pręt metalowy długości około 12 cm na jednym końcu zaostrzony na drugim taki zegarek z naniesioną podziałką, nie wiem czy będzie dobry do nakłucia ale myślę że się nada.
Maxell
jeżeli wyjmę mięso z wędzarki i dam do wrzątku to po jakim czasie dokonać pierwszego odczytu temperatury?
otworek po termometrze mam zakołkować, czy drewniany patyczek wystarczy?
co ile mam nakłuwać mięsko, w celu odczytania temperatury?
czy np, jeżeli dokonam pierwszego pomiaru i termometr wskaże 55 stopni C, a temperatura wody będzie 80 stopni to po ilu minutach nakłuć ponownie termometrem ?
nie chciał bym z tego mięska i patyczków zrobić jeża.

Przepraszam że zadaje tyle pytań, ale jestem na początku swojej wędzarniczej drogi i moja wiedza jest bardzo znikoma, napaliłem się na te pyszne szyneczki, wybaczcie że nie zadaje sobie trudu z opcji szukaj, ale uwierzcie mi że nie mam czasu, raptem jestem po 2 dni w domu, a pozostałą część czasu spędzam w leśnej głuszy, wiadomo budowa,
tak więc bardzo was proszę o zdradzenie rąbka wędzarniczych tajemnic

POMOCY prawy kierunek

upssss...
spodziweałem sie...z tą przednią dokładką trzeba uważać na krawężnikach
ale tak to bywa na kieleckich ulicach...niema co sie przejmować



nie kieleckie nie kieleckie tylko krawężniki w ośrodku leśny ludek w rabce a fakt jest faktem ze kilera zrobiłam w noworocznym amoku na mega kacu zapomnialam że ten krawężnik tam jest ale lampa juz sklejona odtluscilam alkoholem a silikon akrylowy

Wypad

Witam

Planujemy wypad ze znajomymi poza Kraków Rabka, Limanowa coś w tym zasięgu bardzo proszę o podanie jakiś fajnych tras najlepiej z mapką dla przeciętnych podróżników coś więcej niż turystów ale bez przesady trasa tak mniej więcej 60-80 km z nastawieniem na jakieś drogi polne oraz leśne ale przejezdne każda propozycja będzie naprawdę mile widziana.

Z góry wielkie dzięki

Ensure

Ensure Plus HN jest to gotowa do spożycia, płynna odżywka w kartoniku ze słomką. Występuje w trzech smakach bananowym, truskawkowym i owoców leśnych. Podpowiem, że Ensure ( Nutridrinki również) można taniej kupić w PTWM w Rabce w cenie 4,00 zł za 1 opakowanie (po 200 ml). Wcześniej kupowałam Ensure w aptece internetowej w cenie 5,47 za opakowanie. Smakowo też nie są złe, mojej córce najbardziej smakują owoce lasu.

RAJDY

Np. zakład energetyczny, gazowniczy, weterynarz, geodeta, leśnik, straż leśna, dzielnicowy z Bieszczad, co ma zawsze pod górkę, saper, GOPR, TOPR
Jeśli cie to bardzo interesuje to przypomni mi jak się spotkamy, na jakimś wspólnym wypadzie a zdradzę, która wersja jest prawdziwa podpowiem ze nie jest mi obcy Kraz 255B a było ich 3 w Białymstoku (możliwe, że są tacy, co wiedzą jak to urządzenie wygląda i do czego służy)
NO A TERAZ Z GRUBEJ RURY CZY KOLEDZY Z KLUBU ZAUWARZYLI, JAKIM ZAINTERESOWANIEM NA FORUM CIESZY SIĘ HASŁO RAJDY (brak czy może z rzadko organizowane przez osoby z większym doświadczeniem, które uchyliłyby rąbka tajemnicy jak się jeździ, na roadbooka tak zw. niedzielnym kierowcom z autami 4x4 oczywiście mam nadzieje, że nikogo nie uraziłem sam asem nie jestem.

o koronkowej pannie

rumczajs:

o koronkowej pannie
(ej! dy, dy, dy)


      na tańcuna tańcuna
      w młynie sukni
      panna młoda koronkowo
      przybladła

      dłonie w talii modlitewnie
      przeplecione konwaliami
      na tańcuna tańcuna
      toczą czar

  sucho stęka stara balia
  na podwórzu gdzie orkiestra
  i do wtóru skrzypi furtka
  zaś w głębokiej studni dudni      <----
  zakręcona korba bas

    las przez okien ościeżnice
    chciałby wejść zapachem leśnym
    do pijanej kwieciem sukni
    i do kuchni świeżej ciastem
    i do panny i do panny

    młode sosny rówieśnice
    w zapaśnicach pełnych szyszek
    jak wrośnięte tuż za płotem
    sypią dar na wieka ...

[ot maszynka rżnie
-- żebym wiedział, panie, że to szwab po drzewach strzelał to bym przeklął
dobre drewno, synku, a ręce z daleka
no dawaj motor, niech jedzie
-- i komu, panie, te kule były co się sosenkom trafiły
zęby się kruszą, piły szkoda
deski psuje
-- będzie cacy, takiego drzewa, panie, ze świecą]

  las upojny wonią sosen
  zastygł zdobny w dwojgazieleń
  wiatr co czasem targa zmilkł

    panna młoda i tęsknota
    w pierwszej parze przytuleni
    ulatują ponad progiem
    w zieleń nieba w słońce mlecza
    ukontenci ukontenci

    oset w pąsach chwyta rąbek
    jabłoń schyla się po wianek
    stara balia skrywa dłonie
    w malinowym ziół fartuchu
    przytakując wszem tak tak

      panna młoda koronkowa
      bielą różem pokraśniona
      konwaliowo
      na tańcuna tańcuna
      młyni czas

Się podoba zwłaszcza ten makrorytm (jeśli można
tak powiedzieć); dlatego w ząbek przepisane.
O, to już nie rozbieg ;)

a_r

PS w <--- "zaś" na "a"

o koronkowej pannie


o koronkowej pannie
(ej! dy, dy, dy)

na tańcuna tańcuna
w młynie sukni
panna młoda koronkowo
przybladła

dłonie w talii modlitewnie
przeplecione konwaliami
na tańcuna tańcuna
toczą czar

sucho stęka stara balia
na podwórzu gdzie orkiestra
i do wtóru skrzypi furtka
zaś w głębokiej studni dudni
zakręcona korba bas

las przez okien ościeżnice
chciałby wejść zapachem leśnym
do pijanej kwieciem sukni
i do kuchni świeżej ciastem
i do panny i do panny

młode sosny rówieśnice
w zapaśnicach pełnych szyszek
jak wrośnięte tuż za płotem
sypią dar na wieka ...

[ot maszynka rżnie
-- żebym wiedział, panie, że to szwab po drzewach strzelał to bym
przeklął
dobre drewno, synku, a ręce z daleka
no dawaj motor, niech jedzie
-- i komu, panie, te kule były co się sosenkom trafiły
zęby się kruszą, piły szkoda
deski psuje
-- będzie cacy, takiego drzewa, panie, ze świecą]

las upojny wonią sosen
zastygł zdobny w dwojgazieleń
wiatr co czasem targa zmilkł

panna młoda i tęsknota
w pierwszej parze przytuleni
ulatują ponad progiem
w zieleń nieba w słońce mlecza
ukontenci ukontenci

oset w pąsach chwyta rąbek
jabłoń schyla się po wianek
stara balia skrywa dłonie
w malinowym ziół fartuchu
przytakując wszem tak tak

panna młoda koronkowa
bielą różem pokraśniona
konwaliowo
na tańcuna tańcuna
młyni czas


no!
znaczy
No!
i wreszcie rumczajs prawdziwy
z
zaśpiewem
to się lubi
a nie jakieś dyrdymały

a.

W jakim kierunku pójdą zmiany w straży leśnej?

Może Pan Przemek odkryje rąbka tajemnicy i powie w jakim kierunku idą prace dot. zmian w straży leśnej.


A może jakiś wywiad z GISL-em na rzeczony temat w mediach lesnych?

Cyborgi i AI - zbawienie czy zagłada ludzkości?

przeżyłem coś podobnego w RAbce. swoją drogą gfajnie jest zbiegać w lesie ze stronej góry, mówię wam adrenalina rośnie wtedy bardzo szybko, albo np wtedy z kumplami se tam winko z owoców leśnych w pokoju zrobiliśmy...ale była jazda wtedy, jak to odkryli

czym w góry

Kuba
zjeździliśmy prawie pół Europy na rowerze (takie rowerowe trekingi z sakwami ) i zapewniam Cię,że jest naprawdę cała masa dróg rowerowych między miastami -a nawet tzw autostrad -
dwie ze słynniejszych lecą wzdłuż 2 pięknych rzek : Dunaju i Renu !



O!!! o tym nie wiedziałem....
Ale chodzi mi o coś innego - jeżdżąc dość dużo po Europie samochodem (nie byłem tylko w Portugalii i na Bałkanach) i często poza autostradami to z rzadka gdzieś widziałem idącą obok ścieżkę rowerową. To co widziałem czyli gdzieś w Austri to były parokilometrowe odcinki pomiędzy turystycznymi miastami. Natomaist wszedzie na drogach innych widziałem rowerzystów. I nikomu oni nie przeszkadzali. Nawet jak to była Alpejska droga na przełęcz czy leśne drogi frankenjury.

Po prostu nie jest tak, że sieć dróg rowerówych dubluje sieć dróg ogólnego użytku - bardziej jest tworzona w celach turystycznych.


a to co piszesz o Norwegi to wspominałem o wysokiej kulturze skandynawskich kierowców -skąd się bierze -raz z braku kompleksów samochodowych -dwa to bardzo aktywnie żyjące społeczeństwo



a trzy gdy gość spowoduje zagrożenie na drodze połowa świadków wyciąga komórki, dzwoni na policję a ten co zagrożenie spowodował łapie mandacik po którym mu wszystkie włosy dęba stają....


,które oprócz zeglarstwa,narciarstwa również masowo jeździ na rowerach -ot i wszystko -znasz to przysłowie ? :
,,głodny sytego nie zrozumie "



Ano tak. Sam mam nieco inną optykę bo stosunkowo dużo jeżdżąc samochodem jeżdżę również rowerem. A kiedyś jak miałem (krótko) babę w Nowym Targu to jeżdziłem do niej rowerem (z Rabki, zakopianką). To było przeżycie..... VII wyciąg na kiepskiej asekuracji to jest przy tym pikuś.....


dla większości polskich drajwerów rozbijających się ponad 10-cio letnimi rzechami wsiąść na rower to po prostu wstyd


He he. Jak byłem pierwszy raz dłużej w Szwecji to do szpitala jeździłem rowerem. Miałem dość daleko i Szwedzi byli zachwyceni, że mi się tyle chce. Jak wróciłem do Polski i opowiadałem swoim kolegom z roboty, że większość osób z którymi pracowałem jeździła też rowerem to reakcje były takie: Niemożliwe, profesor? docent? lekarz? na rowerze? Przecież to nie wypada. Przecież co by inni powiedzieli....
Zgroza. U nas dalej wyznacznikiem statusu społecznego jest auto i ciepłe papcie przed telewizorem.....

Pozdrówka,

Kuba

P.S. Co z tymi ptakami? Szczerze jestem zainteresowany co byś mi odpowiedział na pytanko

CZY POWINNO BYĆ LOTNISKO W EŁKU TYPU AEROKLUB?

Bzdura. Chyba nikt w tym mieście(Ełku) nie zrozumie, że lotnisko samofinansuje się. Zanim dojdziecie do tych prawd. Otrzymałem przed chwilą list @ zFinlandii. W którym, zdradzę mały rąbek, syn przyjaciela otrzymał tytuł Doktora Matematyki. Są piękne zdjęcia. Kiedy opuszczałem Finlandię, Jucha-Matti liczył sobie cztery latka i był wychowywany, na tkzw luzie. Do zapamiętania. Zaraz przypomniałem sobie mój pobyt, a także przygodę związaną z moim pierwszym w życiu lotem francuską, pięciomiejscową awionetką. Pojechaliśmy na lotnisko w pięciu. Matti Latvala, synek Jucha-Matti i właściciel, jak się póżniej okazało, pięknej latającej maszyny - Olle. Przejażdżkę dodatkowo urozmaiciła mi możliwość prowadzenia (pierwszy raz w życiu) auta marki Saab 9000. Także własność Olego. Lotnisko było niewielkie. Była to leśna przecinka, tak ustawiona, aby wiatry wiejące tam przeciętnie z dwóch kierunków, zawsze przy niewielkiej korekcie, dawały w " w "mordęwind". Jak zawsze nazywają żeglarze wiatr, wiejący w kierunku na dziób. Bo starty i lądowania, zawsze pod wietr. Nieżle dały mi nauki żeglarskie, bo i w bojerze miałem wolant (tym dwumiejscowym, z szotmanem, jakie były w Ełku), tyle że ten z samolotu wolant, miał jeszcze dwie funkcje więcej. Dość, że po niewielu minutach lotu, pilot (Olle), łaskawie zachęcił mnie do chwycenia za wolant,. Następnie po pierwszych przymiarkach, kazał oprzeć stopy na orczyku. I tak pod okiem doświadczonego pilota prowadziłem samolot, po raz pierwszy w życiu. I tę pierwszą, najważniejszą lekcję, będę pamiętał do końca. Lotnisko jak powiedziałem, wykonano w przesiece lasu- grunt "państwowy". A kaskę, brano z prywatnych samolotów. Miejscowych, trudniących się zarobkowaniem na turystach, łaknących przyjemności. Jak i wielu innych, którzy tam przylatywali, lub w inny sposób korzystali z tego dobrodziejstwa, za pieniążki. Lotnisko moich fińskich przyjaciół, znajduje się w Seinajoki, około siedemset kilometrów na północ od Turku. Namawiałem Was niedawno, do nawiązania "stosunków dyplomatycznych", między Ełkiem a Seinajoki. Acha. Nie przypominam sobie, aby ktoś mówił o związkach burmistrza z lotniskiem!

[Heroic Fantasy] La Grande Bataille

Crokhan

Potężnie zbudowany mężczyzna kroczył leśną drogą, a echo jego potężnych kroków brzmiało w całej puszczy.
Wojownik miał długą, zaplecioną w warkoczyki i czarną brodę, i takiegoż samego koloru włosy, splecione w długi warkocz opadający mu na plecy. Wbity był w skórzaną zbroję, w niektórych miejscach błyszczała wypolerowana kolczuga. Przy pasie wisiała niewielka adekwatnie do rozmiarów mężczyzny, torba, w której jak wiedzieli niemal wszyscy, nosił swój święty symbol: Niewielkiego rozmiaru złoty posążek, przedstawiający osobę. Osoba owa była odziana w długi płaszcz, była łysa i była bardzo, ale to bardzo stara. Złoto złuszczyło się w paru miejscach. Miecz który niegdyś trzymała odłamał się widocznie w jednej z bitew w których uczęstniczył olbrzymi wojownik.
Szedł. Krok wybijał rytm. Wszystko w promieniu mili podskakiwało, gdy przechodził.
Był człekiem bardzo pobożnym. Wskazywał na to napis na jego ogromnym dwuręcznym mieczu, który nosił pod pachą. A mianowice: "W imię Syna, Ojca, Ducha - rżnij wroga od ucha do ucha"*
Crokhan wyjął z sakwy jabłko, włożył je całe na raz do ust, i szybko zjadł.
I wtedy zaszeleściły krzaki po lewej stronie dróżki.
Zwinnie niby lis jakiś, wojownik uskoczył w bok. Miecz znalazł się w jego dłoniach. Zamarł.
Rozległo się miarowe, oddzielone parosekundowymi przerwami warczenie. Crokhan czekał... krzaki warczały...
Rozmazany kształt wyleciał z leszczyny, wojownik rzucił się w bok, zabalansował ramionami.
Na scieżce stał dość sporych rozmiarów Gigantyczny Dzik, różniący się od zwykłego nochacza chyba tylko wzrostem, i sposobem żywienia. Gigant był mięsożerny.
Dzik skoczył, wodząc w Crokhana błyszczącymi kłami. Wojownik uskoczył w bok, dzik zachaczył o rąbek zbroji mężczyzny.
Kwiknął, zawrócił, momentalnie, bez impentu. Wojownik uskoczył ponownie, zwierz zawrócił, i poleciał na niego raz jeszcze. Tym razem Crokhan już czekał, z mieczem wzniesionym ku górze.
- Hruuuuga!! - wrzasnął.
Dzik zaszarżował, wojownik skoczył... obrócił się zręcznie w powietrzu, nad drapieżnikiem, i rąbnął go potężnym, zdającym się rozdzielić ziemię na pół, ciosem w dół.
Zwierz zaryczał. Krew siknęła z grzbietu, kręgosłup poszedł, bardziej pod naporem miecza niż od cięcia.
Crokhan wylądował obok na ziemi.
Wbił miecz po lewej stronie konającego przeciwnika, figurkę swojego boga postawił po prawej. Sam ukląkł przed nim, i powoli skłonił się, niemal dotykając szorstkiej sierści.
- Wann Natur Sammbrozie - rzekł czystym tonem.
Wstał, wyszarpnął miecz, wziął bożka.
I poszedł dalej, na turniej... na turniej... na turniej który był jego szansą

ILU POTRZEBA GRACZY??
* cytat pochodzący z Ogniem i Mieczem - jakby co -

Nie jest tak żle

Zieleń jest wystarczy spojrzeć na Rabkę z lotu ptaka i porównać procentowo np: z "zielonym Krakowem" oczywiście mnie boli widok ogołoconych okolic dworca PKP czy ulicy 1 Maja (Jana Pawła) nie wspomnę o "rabunkowej" gospodarce leśnej w naszych okolicach

popraktyczne inspiracje

"Bez Tytułu" - bo jakim tytułem mozna dostatecznie wyrazić to co nam towarzyszy przez całe nasze życie

Chcę opowiedzieć Wam historię drodzy przyjaciele
O bobach,których wokól nas tak wiele.
Bob jest w szkole, bob jest w pracy
On nas zawsze czymś uraczy.

Bob się czai, bob winszuje
Bob nas zwykle umaluje.
Nigdy nie wiesz gdzie Cię spotka
Czasem na bucie, a czasem w portkach.

Trzy lata temu byłem na wakacjach,
Gdzie 500 metrów od ośrodka była najbliższa ubikacja.
Wszyscy - z reguły - zachowywali się kulturalnie
I szli ten kawał do szaletu na męczarnie.

Ale była jedna nieroztropna Kasia,
Która waliła boba pod płotem Ignasia.
Szła leśna dróżka w tejże okolicy,
Wskutek czego przechodzące panie mialy brudny rąbek u spódnicy.

Jedna z nich późnym wieczorem wróciła do domu
Bardzo nie chciała by przykry zapach przeszkadzal komuś.
Mąż coś czuje, mąż coś węszy
"Ej cholero,jak mnie twój smród dzis męczy".

Tych samych wakacji wracam znad morza silną grupą
Pilotka robi postój. Widzimy bar "Pod Kupą"
Skąd ta nazwa pytamy kierownika snoba
"A to dlatego, że każdy jeleń wali mi przed lokalem boba"

Gdy ponownie zatrzymalismy sie-w Rynie
Patrzymy,a z krowiego zadka coś brązowego płynie.
Niektórzy z nas brzydzili się i nie znieśli tego widoku,
Ale Jasiu czuł się jakby był w amoku!

Gdy dotarliśmy już do rodzinnego miasta
Stwierdziłem, że z bobami stop i basta
Ale ledwie stanąłem na osiedlowym bruku
A bob czekał na mnie - "Akuku"!

Także nie ma rady moi mili
Bob nam zawsze czas umili.
Czy to w krzyku, czy to w ciszy,
On nam zawsze towarzyszy!

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Może ktoś z Państwa posiada zdjęcia z LEŚNEGO LUDKA i mógł by je nam pokazać. Chętnie zobaczę i będę wiedziała na co mam "liczyć", jakie "wspanialości" czekają mnie w tej Rabce??

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

olorchciałabym napisać że w LEŚNYM LUDKU W RABCE BYŁO OKROPNIE . BYŁAM Z SYNEM TAM W LIPCU I BYŁO STRASZNIE ,NIE POLECAM.KASIA Z WARSZAWY.

Sanatorium"Lesny Ludek" - Rabka Zdrój.

Witam wszystkich serdecznie - Ola,
pisałam wczesniej na forum i zastanawiałam się, a wręcz pewna byłam, że jednak z córką do "LL" nie pojedziemy. Ale w końcu powiedziałam sobie "raz kozie śmierć" najwyżej bedzie to nasz pierwszy i ostatni raz. Pojechałyśmy...
Ja wróciłam wczoraj, córka została w "LL" z mężem. Drodzy rodzice, przede wszystkim należą się podziękowania czerwcowemu turnusowi za złożenie skargi do NFZ, bo to prawdowpodobnie dzięki nim "LL" zmienił się nie do poznania. Pokoiki są naprawdę czyściutkie, mieszkamy na I piętrze "tarasowicze", szafa fakt jest stara, ale "nie smierdzi" w świetlicy jest już nowa lodówka, na górze w pralni nowa pralka, pokoje są sprzątane codziennie, jeśli są jakieś problemy można je zgłaszać na dyżurce (na naszym turnusie na przykład było ciasna w busach to na prośbę dołożono dodatkowy kurs), jeśli woda w ramach zabiegów dzieciaczkom nie pasuje można poprosić o zmianę zabiegu na inny. Przedszkole jest rewelacyjne, co jest w 100% zasługą pań nauczycielek - są świetne i dzieciaki się nie nudzą. Jedzenie jest dobre, urozmaicone i jest tego naprawdę dużo. Ja z córką naprawdę nie przejadałam wszystkiego. Na sniadanie zwsze jest zupa mleczna plus normalne śniadanko typu wędlinka, ser biały lub żółty jakieś warzywko, dla "niejadków" dżemik na zawołanie, zupy są normalne można powiedzieć jak to zupy, drugie dania smaczne, jeśli chodzi o porcje to może dla mężczyzn troszkę mało, ale po dwóch dniach Panowie nalewali sobie więcej zupy, kolacja ilościowo to czasami przesada, bo np. było danie gorące np. dla dorosłych leczo dla dzieci naleśniki 2 szt. - duże plus wędlina masełko pieczywo ile się chciało i np. pomidor, dodatkowo jeszcze do obiadu podwieczorek a przy śniadaniu też jakieś ciasteczko, wafelek albo soczki w kartoniku.
Proszę mi wierzyć, wszyscy, a przynajmniej większość,byliśmy i jesteśmy mile zaskoczeni "Leśnym Ludkiem". Acha sama Rabka jest naprawdę uroczym zakątkiem, mała mieścinka ale najważniejsze dla naszych dzieciaczków były raz: zabiegi a dwa: spacery po dużym parku, zabawa na placu zabaw i karmienie rewelacyjnej wiewiórki.
Naprawdę jeśli wszystkie kolejne turnusy będą wyglądały tak jak nasz (przełom wrzesnia i października) to z całego serca polecam Rabkę.
P.S. Pogoda nam naprawdę dopisała i też ma znaczenie.

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających to forum i naszych współkuracjuszy
Ola - mama Julki

sylwester?

Stanowczo za daleko, poza tym będzie pare osób jeżeli wypali. Siedze u rodzinki albo w chacie na sylwka


... no tak... Dla twojej informacji - sylwester jest już pewny niezależnie od ilości osób...

No ale złej tanecznicy i rąbek u koszuli przeszkadza... Mam nadzieję, że jednak ktoś z tego forum zechce się na sylwestrze pojawić...

Co do posta Lissy podaję trochę więcej szczegółów....

1. Sylwester w Gdańsku. Bawimy się na mieście, nocleg, albo w prywatnym domu, albo w schronisku - to jeszcze do ustalenia...
2. Dojazd i powrót na własną rękę... Jakby co my z Zeekiem jedziemy (prawdopodobnie - na pewno jedziemy przez Warszawę) na następującej trasie:

Gliwice
Zabrze
Katowice
Sosnowiec Główny
Dąbrowa Górnicza
Zawiercie
Myszków
Częstochowa Osobowa
Radomsko
Piotrków Tryb.
Koluszki
Skierniewice
Żyrardów
Warszawa Zachodnia
Warszawa Centralna
Warszawa Zachodnia
Sochaczew
Łowicz Główny
Kutno
Włocławek
Aleksandrów Kujawski
Toruń Główny
Solec Kujawski
Bydgoszcz Leśna
Bydgoszcz Główna
Laskowice Pomorskie
Tczew
Gdańsk Główny

W Warszawie jesteśmy około 2 godzin, w Bydgoszczy około godziny, więc w tych miastach można zrobić większe punkty zbiórki jakby ktoś chciał się do nas dołączyć...

3. w przypadku noclegu w schronisku Lissy prawdopodobnie (?) wyłoży z góry kasę na schronisko i potem każdy kto będzie chciał nocować będzie jej musiał oddać pieniążki...

4. Alkohol na własną rękę. Chociaż myślę, że najlepiej będzie zrobić ściepę na kilka szampanów, zależnie od liczby osób

5. Fajerwerki? No cóż - bawimy się na mieście, jakiś pokaz na pewno będzie

6. Każdy odpowiada za siebie. W przypadku osób nieletnich, jeśli rodzice chcą przerzucić odpowiedzialność na organizatora (czyli mnie) potrzebne jest odpowiednie pisemko, ale wtedy zero alkoholu. Nie będę brał na siebie odpowiedzialności jak komuś się coś stanie. Wszelkie szkody, kary itd. każdy pokrywa z własnej kieszeni.

Aha.. impreza odbywa się pod hasłem "zlot fanów serialu Roswell oraz fanów zespołu Bon Jovi", więc nie każdy uczestnik musi być fanem Roswell i nie każdy musi być fanem Bon Jovi. Wynika to z pewnych przyczyn organizacyjnych (nie rozdwoję się ), a myślę, że nikomu nie będzie przeszkadzać. Ale jeśli ktoś decyduje się dołączyć do nas to niech pamięta, że jesteśmy tam jako grupa i jako taka trzymamy się razem. Nie mam zamiaru później szukać ludzi jak się zgubią. Każdy jest odpowiedzialny pod tym względem za każdego

To chyba tyle. Więcej szczegółów wkrótce...

Samorządyoddadzą pospieszne PKP IC


Ostatnio przybyło trochę Flirtów, trochę piętrusów, połączeń w tym
czasie nie przybyło, a pozostałego taboru nie ubyło.


Ależ ubyło: zniknąłeś kible dzierżawione od PR-ów z całego kraju (m.in z
Krakowa, Bydgoszczy, Szczecina), które trzeba było zwrócić z chwilą zakupu
Bombardierów i FLIRTów. I trzeba będzie niebawem zwrocić kible lubelskie, do
dziś obsługujące relację Radom - Dęblin. Nawet jak w macierzystym ZPR nie
przydadzą się do niczego skoro pozostałe wożą jakoby po 30 pasażerów w tym 20
kolejarzy, to pewnikiem zostaną oddelegowane gdzie indziej, bowiem w całym
kraju będzie potrzeba, jakby to powiedział Churchill, "KIBLI, KIBLI i jeszcze
raz KIBLI!" Czym obsłuży się połączenia lokalne, skoro SPOTy i EDki zostaną
zawłaszczone przez pIC, a za dzierżawę loków do jakichś pojedynczych bonanz i
Bip jakie pozostaną (bo jestem więcej niż pewiem że Bohuny też trafią do pIC
skoro je niedawno zmdernizowano) ICki policzą PR-om (i KM-om pewnie niestety
też, może zamiast EU07 do obslugi piętrusów wydzierżawią od CARGO byki?) jak
za zboże? W tej sytuacji "każdy klop na wagę złota!". A jeśli nie będzie
przybywać połączeń (to też niezupełnie tak, jakieś Wieliszewy wszak przybyły)
to na pewno będzie przybywać pasażerów w miarę rozwoju biletu aglomeracyjnego
(początek będzie dany od połowy listopada, na odcinku Pruszków - Miłosna), co
wymusi eliminację monoklopów, a może i powrót trójkibli.

Przepustowość E20 jest znacznie większa niż zakopianki. Pociągi można
puszczać co kilka minut, a taki przyspieszony KM jadący 130-140 km/h
byłby o parę minut wolniejszy od ICka.


No to może dojedzie do Konina a nawet do Poznania jeśli Mazowieckie dogada
się z Wielkopolskim i Łódzkim. Ale już trudno sobie wyobrazić aby istniała
techniczna możliwość rywalizcji KM z pIC na głównym kierunku: Warszawa - Łódź
(nb. FLIRTy KM pobiłyby łodzioklopy pIC na głowę nie tylko ceną, są bowiem od
nich... wygodniejsze(!)) pIC wykorzystujac swoją pozycję w grupie
PKP "ustawi" rozkład tak aby żaden pociąg KM się tam nie zmieścił. Najproszy
środek ku temu - to rozczłonkowanie składów na pojedyncze łodzioklopy i
puszczenie ich co pół godziny zamiast co godzinę. Nosił wilk razy kilka, bo
dokładnie tą metodą KM usiłowały zdławić w zarodku dopiero co rodzącą się
SKMW, gdy praktycznie wyrugowały ją w godzinach szczytu(!) ze średnicy,
zapychając ją monoklopami do Grodziska Maz. kursujacymi (po zarzęchanej wtedy
średnicy podmiejkiej!) co 10 minut. A składy SKMW woziły muchi na
pozostawionym jej odcinku Falenica - Wschodnia, co dało asumpt na p.m.k. do
niewybrednych ataków na "Kaczora", pomysłodawcy SKMW...

| ps. Jak tam działa dalej TKT?

Niestety z uwagi na nawał obowiązków zawodowych i rodzinnych
działalność na razie zawieszona.


A tymczasem niezależne od PZŻ stowarzyszenia żeglarskie pączkują i
działają! :-) Bryfok z Lublina, Samoster z Warszawy, SAJ z Gdańska... I już
dziś wolno bez tzw. uprawnień prowadzić jachty żaglowe do 7,5m długości, a
leśne dziadki z PZŻ (takiego PKP pIC) które chciały zbić łatwą kasę na
obowiązkowym tzw. nadzorze technicznym wszystkiego co ma ponad 5m długości,
pływa i na drzewo nie ucieka, mogą się walić :-P I na tym bynajmniej nie
poprzestaniemy! :-)

Na razie nie ma szans, ale pisz jako osoba prywatna do wszelakich
instytucji, a nuż pomoże.


Do Prezydenta RP pisałem, i w jakimś tam drobnym stopniu pewnie pomogło:
oczekiwane przez żeglarzy ustawy zostały podpisane :-) Skoro poseł Kowalski
sadził takie bzdety na antenie publicznego radia, to może przynajmniej jego
klubowy kolega Artur Górski zareaguje inaczej. Zwłaszcza jak już staną się
ciałem takie "kfiatki" jak choćby przewidywane przeze mnie
okrojenie "Ustronia" do składu np. A+3B (nie licząc syfialnych i kurzetek
pIC).

Ja pisałem do Urzędu Marszałkowskiego i Małopolskiego ZPR o wydłużenie
relacji do Nowego Sącza Miasto i... słowo ciałem się stało, więc szansa
jakaś jest.


Takie drobne pocieszenie na tle tragedii odcinka NSM-Rabka Zdrój :-( Ale
skoro na razie więcej niedasie...

Pozdrawiam,
Tomek Janiszewski

Narty

Ja też jestem miłośnikiem białego szaleństwa (z umiarem ), choć muszę przyznać z żalem, że ostatnie dwa sezony narty przestały w piwnicy . Z powodu braku okazji/czasu/funduszy nie miałem przyjemności odwiedzić Alp, a marzą mi się puste, dobrze przygotowane, śnieżne stoki, tygodniowy skipass i wyciągi bez kolejek... Jeździłbym do upadłego .

Z polskich nartostrad spodobała mi się bardzo Góra Żar - stok idealny, bez żadnych muld, naturalnych uskoków, szybki i szeroki. Kolejka jedzie na szczyt 10 minut. Przy dobrej organizacji ruchu na szczycie można się szybko wpiąć w deski i wyruszyć na początku fali narciarzy - bardzo lubię taką szybką jazdę z dużymi przechyłami całą szerokością stoku. Czasem można nawet zdążyć na dole na drugi wagonik, który mijał się z naszym w połowie trasy . Niestety bliskość jeziora powoduje łagodniejszy klimat i przy słabszych zimach trudno utrzymać śnieg (zwłaszcza, że to stok południowy). Ja trafiłem dwa lata temu na deszczową pogodę - ale nawet mokry, ciężki śnieg i przesiąknięta kurtka nie są w stanie zatrzeć miłego wrażenia z tamtej góry . Plusem Żaru jest niewielka ilość uczących się narciarzy (ewentualnie na orczyku przy szczycie). W schronisku przy górnej stacji kolejki pieką pyszną pizzę i można się przyglądać jak kucharz kręci nad głową ciastem .

Niezła nartostrada jest też w Laskowej. Co ciekawe dużo lepiej jeździ się tam po zmroku przy doskonałym sztucznym oświetleniu. (Mniej też wtedy początkujących na stoku - można pozwolić sobie na trochę wyższe prędkości ). W dzień trasa przebiega w zdecydowanej większości w cieniu drzew przez co widoczność muld/przylodzeń może być utrudniona z powodu małego kontrastu ale za to śnieg w cieniu długo leży.

Kilka razy byliśmy w Rabce na Maciejowej. Minusem może być to, że stok przy stacji dolnej jest trochę bardziej na jedną nóżkę i po ostrej jeździe czuje się to wieczorem.

Szczawnica, Wierchomla i Koninki - podobne góry - główny wyciąg krzesełkowy, a na szczycie kilka mniejszych orczyków oraz dodatkowe atrakcje dla niejeżdzących na nartach członków rodzin . Pod względem poziomu trudności każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Ze względu na niewielką odległość od Krakowa (i nie trzeba tam jechać korkującą się Zakopianką ) interesująca jest nartostrada na Śnieżnicy - choć znam ją tylko z opowiadań siostry i znajomych

Dawniej jeździliśmy do Korbielowa, Szczyrku lub Pilska - dużo tras, zróżnicowanych stopniem trudności i widokowo ale zniechęcają tłumy w gigantycznych kolejkach, oraz przeważnie oblodzone i powydzierane do korzeni leśne fragmenty nartostrad. Nie wiem jak teraz ale kilka lat temu nie było tam wystarczająco dużo armatek (jeśli wogóle jakieś były) i śnieg nawożono na nartostrady z lasu. Przy słabej zimie i dużej ilości narciarzy zdarzają się przetarcia i żwirek rysujący ślizgi . Przeważnie dużo muld.

Kasprowy - jak mówią "święta góra narciarzy". Może teraz będzie lepiej, bo dawniej trzeba było z wyprzedzeniem kupić bilety na kolejkę w biurze podróży na Krupówkach lub stać 3-4 godziny w kolejce, żeby zdążyć zjechać raz . Zawsze można też wyjść pieszo z nartami na plecach - potrzeba porównywalną ilość czasu jak stanie w kolejce, a przy tym rozgrzewka i te widoki! Mimo wszystko polecam ale koniecznie z dobrą pogodą, bo ciężko się trasy szuka w gęstej jak mleko mgle (a może to już są chmury ).

Litwinka w Białce Tatrzańskiej - też zacna górka choć trochę drogawo i raczej zaludnienie duże na stoku.

Raz byliśmy na zimowisku w Karpaczu - ogólnie w całej Polsce było już wiosennie, a na Śnieżce wił się jeszcze biały jęzor nartostrady - piękne widoki, Śłoneczko, góra marzenie, ale dość daleko od Krakowa - na jednodniowe wypady się nie nadaje

Spotkanie Seniorów KSM

Drodzy Druhny i Druhowie - Seniorzy KSM!

W listopadzie ubiegłego roku na I Spotkaniu Seniorów W Krakowie wszyscy zgodnie wyrazili wolę zaistnienia w szeregach KSM. Do tej pory nasze Stowarzyszenie nie wyznaczało miejsca „starszej” młodzieży po 30 roku życia lub/i w stanie rodzinnym. Wielu obecnych seniorów po zawarciu związku małżeńskiego szukało kontynuacji pracy i rozwoju w innych strukturach, ponieważ czuło, że brakuje czegoś, co pomaga tworzyć katolicki charakter dorosłego życia. Dla wielu nie była to kontynuacja, ale początek nowej formy działalności, ponieważ praca w KSM jest specyficzna – opiera się przede wszystkim na działaniu. Ten brak, a nawet pewien niedosyt może dziś zniknąć, jeśli w strukturach KSM zaistnieją także seniorzy.
Dlatego serdecznie zapraszamy z całymi rodzinami na I Ogólnopolskie Spotkanie Seniorów KSM. Odbędzie się ono od 12 do 14 czerwca 2009 na Śnieżnicy (Kasina Wielka, Gruszowiec) koło Limanowej.
• Koszt pobytu osoby dorosłej (od piątku do niedzieli - posiłki i noclegi w Schronisku KSM): 95zł.
• Koszt pobytu dziecka:
1) bez dodatkowego miejsca noclegowego i wyżywienia - bez opłat,
2) z noclegiem i wyżywieniem - 55zł (od piątku do niedzieli)
• Koszt uczestnictwa w spotkaniu bez korzystania z noclegu - 25zł
dziennie od osoby.
• Pokoje 1-7 osobowe. Możliwość transportu bagaży z Gruszowa na „Śnietnicę” po wcześniejszym kontakcie z biurem ośrodka
tel.018 3314320

Z miejscem i ośrodkiem można zapoznać się na stronie www.snieznica.ksm.org.pl.

Serdecznie zachęcamy!
W imieniu Seniorów KSM
Janusz Leśniak
Michał Dziel

PS. Dodatkowe informacje i zapisy: Krajowe Biuro KSM ul. Miodowa 17/19, 00-246 Warszawa, tel/fax 022 531-72-09, i-mail: biuro@warszawa.ksm.org.pl. Biuro czynne od poniedziałku do piątku w godz. 9.00-14.00.

Dojazd:
Z Krakowa: „zakopianką” (do Myślenic dwupasmowa) do Lubnia, czyli ok. 45 km, potem w lewo (nr 968) w kierunku Nowego Sącza przez Mszanę Dolną (9 km) i dalej w kierunku Limanowej dalsze 10 km ciągle w górę do przełęczy Gruszowiec. Po lewej stronie tuż za ozdobną tablicą >>Gmina Mszana Dolna żegna!<< znajduje się bar, przy którym można zostawić samochód, albo podjechać jeszcze ok. 100 m do pierwszych domów i zaparkować na podwórku u gospodarzy. Stamtąd w górę pieszo ok. 20 min. leśną kamienistą drogą - znaki niebieskie i zielone, potem tylko zielone, niebieskie skręcają (!) w prawo na szczyt, omijając Ośrodek!
Ze Śląska: np. przez Oświęcim do Wadowic, stamtąd droga nr 28 przez Maków Podhalański, Jordanów, Rabkę i Mszanę Dolną
Z Nowego Sącza lub Tarnowa: do Limanowej, a stamtąd ok. 25 km szosą nr 28 w kierunku Wadowic. Od końca wsi Dobra podjazd przez cały Gruszowiec. Skręcić na prawo koło baru na przełęczy.

Bissel 2ed - Służba nie drużba

W bibliotece:

Medykus, nawet jeśli coś usłyszał, szybko o tym zapomniał. Nie on jeden zresztą. Wszyscy z was zapomnieli o wszystkim słysząc ów przejmujący, gromki krzyk. Pełen jakiegoś cierpienia, żądzy czy rozpaczy. Krzyk bestii, mający w sobie wciąż jednak mnóstwo człowieczeństwa.

Zamarłszy w pół kroku medykus odwrócił się na pięcie i spiesznie ruszył ku drzwiom. Widać było, że mocno jest poruszony tym co usłyszał. Skryci przed jego wzrokiem wiedzieliście jednak jedno. To mianowicie, że zaraz wyjdzie…

U Lady:

Lady słuchając słów waszych bawiła się rąbkiem sukni wyraźnie tocząc walkę z sobą samą. Jej wychowanie, co normalnym było u ludzi jej urodzenia, nie pozwalało jej płochymi słowy kalać dobrego imienia rodu. Jednak widać honor i duma rodowa przegrały tę walkę z wolą przetrwania i potrzebą znalezienia pomocy. Lady przemówiła:

- Tuszę, że jesteście panowie ludźmi honoru? Proszę by to co wam powiem pozostało dla innych osób tajemnicą. Zaklinam was o to! – widać było, że jest to dla niej istotne więc skinęliście głowami babie potwierdzając jej domysły, byle tylko usłyszeć co ma do powiedzenia. Ona zaś czekała na to i podjęła swą przemowę dopiero kiedy uzyskała waszą milczącą obietnicę zachowania spraw w sekrecie – Ethan, Lord Ethan jest moim mężem od prawie dwóch dziesiątek lat. Pobraliśmy się niespełna półtora roku po owym feralnym polowaniu, w którym zginął ojciec jego i jego bracia. Ethan został seniorem tej gałęzi rodu, której siedzibą jest ten zamek. Ja zaś jego żoną, panią na Witchbergu. Pasierb, Eryk, był już wówczas na zamku. Pokochałam go jak własne dzieci, które zresztą nosiłam w łonie. Jednak Eryk był … inny. Zaś wraz z upływem lat jego inność jedynie rosła. Kiedy moi synkowie bawili się z innym dziećmi, Eryk włóczył się po okolicznych lasach. Nigdy nie chorował i znajdował umiłowanie w obcowaniu ze zwierzętami poza psami, które wyraźnie go nie lubiły. Może pamiętały to, że to on był przyczyną rzezi ich krewnych na leśnej polanie. Kiedy zaś Eryk zaczął żądać do jedzenia jedynie surowego mięsa i zaprzestał wydawania ludzkich głosów wiedzieliśmy, że musimy z nim coś zrobić. Wezwaliśmy ze stolicy medyka, którego poleciła mi moja siostra. On, Hubert, jest tu po dziś dzień. Opiekuje się Erykiem, lecz i on nie potrafi go wyleczyć. Dla tego właśnie Eryk został w wieży zamknięty. By nikogo nie skrzywdził i by nikt nie skrzywdził jego. Dziś jednak… - głos jej załamał się na chwilkę, po czym podjęła opowieść dalej - … znaleźliśmy go zakrwawionego. Hubert zaś wspominał coś o tym, że musiał go wypuścić, bo chłopak niemal oszalał od długiego zamknięcia w wieży. Jednak w świetle tego, co spotkało klechę, myślę że to on jest temu winien. Przegrał swoją walkę z chorobą…

Jej słowa przerwało wycie. Odległy, przejmujący, gromki krzyk. Pełen jakiegoś cierpienia, żądzy czy rozpaczy. Krzyk bestii, mający w sobie wciąż jednak mnóstwo człowieczeństwa…

U Lorda Ethana:

Władca Witchbergu spojrzał na was, zasypujących go kolejnymi pytaniami i rósł w nim gniew. Widać było, że zżyma się z każdym, kolejnym pytaniem. Jednak widać było, że przez szacunek dla Strażników, wstrzymuje się przed wybuchem. Co nie przychodzi mu lekko. Odetchnąwszy wreszcie odezwał się spokojniej.

- O co miałem się wiedzących pytać? Czemu dziecko nalezione w lesie i chowane przez wilki nie zostało przez nie pożarte a przygarnione? Czemu go nie pożarły? To był jak znak od bogów! Sługa zaś dawno temu pomarł, też na polowaniu, widać to nasze przekleństwo. Jednak Eryk nie miał z tym nic wspólnego. Nie mógł mieć, bo był podówczas i dzieckiem i w dodatku był u rodziny mej pani małżonki. To właśnie jej życia bronił sługa przed rannym lwem górskim, który rozszarpał go na strzępy. To właśnie ona dzięki niemu ocalała. Jednak poza tamtym zdarzeniem nigdy nic podobnego nie zdarzyło się w okolicy. Wypadki wszak zawsze na polowaniu na dzikiego zwierza zdarzyć się mogą. – wzruszył ramionami stwierdzając rzecz oczywistą – Tak więc pytania wasze są chybione mopankowie. Podobnie jak zapytanie o szachy, które otrzymałem od żony w prezencie w dniu ślubu. To gra w jej rodzinie wielce szanowana a ja nie mam do niej głowy, choć ponoć owe szachy zaklęto tak, by same uczyły gry tego kto w nie grywa. To nie jest zajęcie dla mężów moim zdaniem i tuszę, że się ze mną zgodzicie. Niestety ja…

Jego słowa zawisły powietrzu, bowiem naraz rozległ się krzyk. Odległy, przejmujący, gromki krzyk. Pełen jakiegoś cierpienia, żądzy czy rozpaczy. Krzyk bestii, mający w sobie wciąż jednak mnóstwo człowieczeństwa…

-

Gospodarka - Polska

Cement u Niemców jest tańszy niż w Zgorzelcu

Janusz Pawul 2008-06-26, aktualizacja: 2008-06-26 10:03:09

Drzwi, płytki i cement są o wiele tańsze za Odrą Polskie składy budowlane nie mają klientów.

Markety budowlane w Polsce chwalą się najniższymi cenami, ale przy swoich zachodnich konkurentach wypadają blado. Nawet otwarty niedawno z pompą hipermarket Leroy Merlin w Zgorzelcu, który miał zrewolucjonizować handel produktami do budowy domów i remontu mieszkań dla całego regionu, nie wytrzymuje konkurencji cenowej z sąsiadami zza Odry.
- Worek polskiego cementu w niemieckim Hornbachu kosztuje 2 euro, czyli jakieś 7,80 zł - wylicza Jacek Szuflik z Lubania. W Polsce za ten sam worek trzeba zapłacić 12-13 zł. Podobnie jest z deskami i produktami z drewna.
- Przyjechaliśmy po płyty, tzw. podbitkę. Za jedną wychodzi 15 zł taniej niż w Polsce - mówią Anna i Janusz Zwolińscy, kończąc pakować zakupy na przyczepkę. Opłaca się też kupować kostkę brukową i krawężniki.
- U nas jeden kosztuje 14 zł, tutaj równowartość 4 zł - mówi Roman Wysoczański z Pieńska. - Tańsze są wszystkie wyroby betonowe.

Nie ma też najmniejszych problemów z transportem. Wynajęcie samochodu samozaładowczego i transport do tzw. II strefy kosztują 112 euro.
- W Polsce nikt nie chciał nawet rozmawiac ze mną o transporcie za takie pieniądze - mówi Jacek Szuflik.
W Niemczech jest nie tylko taniej. Można tu dostać materiały, których próżno szukać po polskiej stronie. Dariusz Zaborowski z Leśnej i Przemysław Zuryło z Węglińca przyjechali do niemieckiego składu budowlanego po zsypy do piwnicznych okien.
- W Polsce nigdzie nie mogliśmy ich znaleźć - mówią, upychając je do samochodu.
Aut z polskimi numerami rejestracyjnymi przed budowlanym kolosem w GĂśrlitz jest codziennie całe mnóstwo. Klientów zza Nysy jest tak wielu, że kierownictwo sklepu zatrudniło polskojęzycznych sprzedawców. Jednym z nich jest Grzegorz Hetel.
- Każdego dnia mamy 300-400 osób z Polski, w tym wiele firm budowlanych. Kupują w zasadzie wszystko. Mimo rosnącej konkurencji po polskiej stronie wciąż u nas jest taniej - mówi.

Dlaczego? Na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć Kamil Majak, sprzedawca w jednym ze zgorzeleckich składów budowlanych. - Może Niemcy stosują dumping? - zastanawia się. - Nasze marże naprawdę nie są duże - przekonuje.
Rąbka tajemnicy uchyla Grzegorz Hetel.
- Nasz sklep należy do dużej sieci, która podpisuje z producentami umowy na wiele lat, często wykupując ich całą produkcję. Mniejsi hurtownicy nigdy nie dostaną takiej ceny jak my - wyjaśnia.
Zadowoleni są nie tylko mieszkańcy pogranicza. Łukasz Słobodzian przyjechał do GĂśrlitz po cement aż ze Środy Śląskiej.
- Opłaca się. Nawet z transportem. I nie trzeba tyle czekać co w Polsce - mówi.

http://polskatimes.pl/gazetawroclawska/ ... .html.html

"Na dobre i na złe"

Dodaję komentarz, ktory pojawił się na akpie pod fotkami ze ślubu:

"Ślub Leny i Latoszka. Odcinek 338. (emisja 21 września) Już zapisani byliśmy w urzędzie… Wrzesień to dobry miesiąc na ślub. Jak twierdzą przesądni „R” w nazwie miesiąca gwarantuje Parze Młodej szczęście i dobrobyt. A właśnie w pierwszym z wrześniowych odcinków serialu „Na dobre i na złe” odbędzie się ślub pary lekarzy Leny Starskiej (Anita Sokołowska) i Witka Latoszka (Bartosz Opania). Na razie tylko cywilny. Zdjęcia do serialu realizowane były w USC w Pruszkowie. Na uroczystości zaślubin stawili się koledzy lekarze ze szpitala w Leśnej Górze. Doktor Pawica (Andrzej Zieliński) i Dorota (Joanna Liszowska) w charakterze świadków. Nie zabrakło też Zosi i Jakuba Burskich (Małgorzata Foremniak, Artur Żmijewski). Zanim jednak Państwo Młodzi powiedzieli sobie „tak”, musiało nastąpić wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Najogólniej rzecz biorąc było nerwowo, a atmosfera nie przypominała sielanki. Lena, która dopiero w dzień ślubu wróciła z miesięcznego stażu w Anglii, miała okrutnego pecha – na lotnisku zginął jej bagaż! A w nim znajdowała się suknia ślubna i zeszyt z notatkami dotyczącymi badań! Na szczęście Latoszek, na którego głowie spoczął cały ciężar przygotowań do uroczystości, stanął na wysokości zadania i odzyskał bagaż ukochanej. Gdy wydawało się już, że sytuacja została opanowana i wszystko toczy się zgodnie z planem, w trakcie ceremonii matka Leny (Maria Gładkowska)odebrała jej telefon. Lena dowiedziała się, że nazajutrz musi wracać do Londynu. Latoszek, jak można się domyślić, nie był z tego powodu zadowolony. Między małżonkami dochodzi do niepotrzebnych kłótni i wzajemnych żalów. Matka Leny, która do tej pory nie darzyła swego zięcia sympatią, wreszcie go zaakceptowała. „Moja bohaterka zrozumiała, że to właściwy człowiek, bardzo w porządku, przekonała się do niego” – powiedziała Maria Gładkowska, dodając: „Życzyłam swojej serialowej córce Lenie, żeby była szczęśliwa, żeby miała poczucie, że jest z człowiekiem, z którym chce spędzić swoje życie”. Koledzy z Leśnej Góry również życzyli Państwu Młodym wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. „Życzyłam Pannie Młodej, żeby wytrzymała ze swoim wybrankiem. A Panu Młodemu, że jak coś się stanie Pannie Młodej to nie będzie miał życia w szpitalu” – takie życzenia w imieniu swojej bohaterki składała Małgorzata Foremniak. Jak potoczą się losy Nowożeńców? Czy fakt, że zostali „zapisani w urzędzie”, coś zmieni w ich życiu? Decyzja Leny, która postanawia nazajutrz po ślubie wracać do Londynu, nie wróży dobrze ich związkowi. W myśl powiedzenia – co z oczu, to z serca. Istnieje niebezpieczeństwo, że Lena tak zaangażuje się w pracę naukową, że mąż zejdzie na dalszy plan. Ale to nie wszystko, bo oprócz kariery naukowej żony Latoszek ma poważnego konkurenta w osobie doktora Edwardsa! Czy miłość zwycięży, a Lena jest pewna, że Latoszek to ten jeden jedyny? „Pewna jest, ale scenarzyści nie dają nam odpocząć. To, że Lena staje na ślubnym kobiercu wcale nie oznacza, że między nami wszystko będzie dobrze. Dalsze perypetie są dosyć niebezpieczne dla naszego związku. I dobrze, bo jest szansa, że nie znudzimy się sobą w roli dobrego małżeństwa” – uchyla rąbka serialowej tajemnicy Anita Sokołowska."

Poezja tessy

Widok nocą

Patrząc nocą przez okno kuchenne
Ujrzałam obrazy całkiem zmienne.
Białe woalki rozświetlają mrok.
Spowalniają zmęczony, ludzki krok.
Cisza swym płaszczem otula ziemię,
By zminimalizować te brzemię,
Które narosło podczas świtania
I przeróżnych nastrojów mieszania.

Tuż za chodnikiem stoją jak wryte:
Uśpione drzewa - szronem przykryte,
Jako parawan poza zakole
Leniwie szumiącej Legi w dole.
Gdzieś tam daleko warkot silnika
Coraz cichszy do uszu przenika.

Lewej strony kotłownia ozdobą,
Garaże z placem gry - tworzą z sobą
Jakby jej wyciągnięte ramiona,
A po środku ścieżkowe znamiona.
Tu i ówdzie światełka migoczą,
Ze śniegowym odblaskiem się droczą.

Napawam oczy pięknym widokiem,
A złe myśli uciekają bokiem.

(2002r.)

Topola

Rety! To noc? Ciemność mnie ogarnia.
Okropność! Moje korony zgarnia
Lub złośliwie wcina się aż po pień!
Toć to był schyłkowo-zimowy dzień.

Smutek, żal przepełnia mnie samego.
Taki widok! Kres dla oczu twego!
Mój kolorek koił twe żrenice,
A powietrze rumieniło lice.

Natura nie obroni się sama,
Gdy sitom, filtrom stawiana tama.
Szarość kominowa w całym blasku
Otoczy swym płaszczem już o brzasku.

Słowa dziwne. Chwastem mnie nazwano,
Gdzie rozum, logika - takie miano!
Zło za dobroć? Kara za pożytek?
Czy to las, że dla mas - wielki zbytek?

"WITAL"

Leśne echo, powiew szum
Przywołuje rzeszy tłum.
Tu rehabilitacje!
Dla dusz i ciał wakacje.
Powietrze relaksuje.
Zabieg wzmacnia, kasuje
Zło doczesnej powłoki.
Podaje płaszcz otoki,
Medycznego blasku,
W tym gołdapskim lasku.

Rankiem już słychać dżwięki.
To jakby w rytm piosenki
Ptasie nutki się składa.
Nawet dzięcioł dokłada
Stukając dziobkiem swoim.
Przyjemność uszom twoim
Całej orkiestry grania.
Natury podziwiania.
Świat ten - nie w szpitalu
Lecz w pięknym "WITALU".

Gołdapski las

Tu las ukazuje swoje wdzięki,
Bowiem powiew delikatny, miękki,
Jakby witał każdego z osobna.
Spójrz! Moja gleba żyzna, zasobna
W różne roślinki, krzewy, drzewa.
Każde energię witalną miewa.
Przytul się do mnie, a ukoję cię.
Wzmocnię i ciało wyluzuje się.

Mam dla ciebie przeróżności w darze:
Jagody, grzyby, okazy w parze,
Rudego liska oswojonego,
Zwinne kitki i kotki do tego,
Ptasie śpiewy w koncert ułożone
Oraz schrony nisko położone.
Jeszcze do oglądania gotowe
Poniemieckie obiekty wojskowe.

Jak widzisz sam! Oj dużo, dużo tam!
Natura w całej okazałości
I rąbek historii w sobie gości. dnia Nie 22:56, 12 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz

Palmy Wielkanocne 2008 - wycieczka autokarowa do Tokarni

14.03.2008 (piątek)
- dla osób wsiadających na Placu Bankowym. Autokar będzie stał na Placu Bankowym, przy ulicy Elektoralnej. Autokar będzie tu w godzinach 14.00 – 14.10 (godzina odjazdu).
- dla osób wsiadających na ulicy Twardej. Autokar będzie stał na ulicy Twardej, okolice budynku TP. Autokar będzie tu w godzinach 14.20 – 14.30 (godzina odjazdu).
- dla osób wsiadających na ulicy Kasprzaka. Autokar będzie stał na ulicy Kasprzaka, okolice ulicy Rogalińskiej – budynek PTK. Autokar będzie tu w godzinach 14.45 – 15.00 (godzina odjazdu).

Dane dotyczące autokaru:
Numer rejestracyjny – WWL 27E8
Kolor – złoty
Pojazd wyposażony jest w AC, DVD (2 telewizory), WC.

Prośba o punktualne stawienie się w wybranych przez siebie (tych co mi podaliście) punktach zbiórek. Odjazdy autokaru nastąpią w podanych powyżej godzinach – nie przewiduję czekania na spóźnialskich ze względu na napięty harmonogram.

W czasie jazdy autokarem będą emitowane następujące filmy:
- Góra Dantego (104 minuty)
- Ładunek strachu (100 minut)
- Lot skazańców (111 minut)
- Gruby i chudszy (91 minut)

Obiadokolację będziemy jedli w miejscowości Siewierz. Proszę pamiętać o wybranej przez siebie opcji posiłku (mięsny lub bezmięsny). Dla zapominalskich – u mnie lista do wglądu.
Planowany przyjazd do Rabki Zdroju około godziny 23.15.
Po przyjechaniu rozlokujemy się w pokojach. Nocleg będzie w dwu domach oddalonych od siebie o około 150 metrów (DW Kresówka i drugi pobliski).
Listę przydzielonych pokoi do poszczególnych osób podeślę w następnym mailu. Ewentualna kolacja we własnym zakresie.

15.03.2008 (sobota)
O godzinie 08.15 śniadanie w DW Kresówka. Wyjazd autokaru planuję na godzinę 09.00.
Jedziemy do Zawoi i dalej na przełęcz Krowiarki. Tu opuszczamy pojazd i dalej wędrujemy pieszo.

Uwaga – część piesza jest dla osób chętnych i czujących się na siłach. Ze względu na specyficzne warunki panujące w paśmie Babiej Góry prośba o posiadanie ze sobą: dobrych i wygodnych butów do chodzenia w terenie podmokłym i zaśnieżonym, ochraniaczy na buty, ciepłego swetra, kurtki przeciwdeszczowej (chroniącej od wiatru), czapek i rękawiczek. Na drogę zaopatrujemy się we własnym zakresie w termosy z ciepłym piciem i jakieś małe co nieco do przegryzienia.
Uwaga – śnieg spotkamy raczej na pewno i miejscami może go być naprawdę dużo !
Grupę będzie prowadził przewodnik posiadający uprawnienia na ten teren będący jednocześnie ratownikiem GOPR.
Prośba o podchodzenie w miarę grupowo i o nie odłączanie się.

Początek podejścia (około 45 minut) będzie dość ostry pod górę, przez las. Następnie wyjdziemy z lasu i będziemy szli przez kosodrzewinę aż na szczyt Diablaka (oczywiście lekko pod górę). Na szczycie Babiej Góry krótka przerwa (tu będzie bardzo mocno wiało !). Dalej jest około 100 metrów dość ostrego i śliskiego zejścia po czym szlakiem granicznym dotrzemy do przełęczy Brona. Stąd dalej w dół (trzeba będzie tu zachować ostrożność ze względu na wąskie schodki, które zapewne będą przysypane śniegiem) dotrzemy do schroniska na Markowych Szczawinach. Obiekt ten jest w remoncie. Można tu chwilę odpocząć i napić się czegoś gorącego lecz warunki obecnie są tu bardzo spartańskie i jest bardzo mało miejsca. Po krótkim odpoczynku przez zalesiony teren leśny zejdziemy do Zawoi Markowej. Tu będzie na nas czekał autokar, który zabierze nas w drogę powrotną do Rabki.
Po dotarciu do Rabki zatrzymamy się na chwilę przed sklepem Albert – drobne zakupy. Obiadokolacja będzie około godziny 18.30 w DW Kresówka.
Po kolacji odpoczynek. Około godziny 21.00 przewiduję ognisko z kiełbaskami (na terenie Ośrodka).

16.03.2008 (niedziela)
O godzinie 08.15 śniadanie. Wyjazd autokaru planowany jest na godzinę 09.00. Do Tokarni dotrzemy około godziny 09.45, gdzie przebywać będziemy do godziny 13.00.
W drogę powrotną wyruszamy o 13.00 – jechać będziemy tym razem przez Kielce, Radom. Obiadokolacja będzie w Zajeździe RAJ, okolice Chęcin około godziny 16.30.

W drodze powrotnej będą emitowane następujące filmy:
- Straż wiejska (96 minut)
- Plan lotu (94 minuty)
- Reakcja łańcuchowa (102 minuty)
- 40 dni i 40 nocy

Planowany przyjazd do Warszawy zgodnie z harmonogramem przesłanym Wam w mailu zapraszającym. Autokar będzie zatrzymywał się w tych miejscach, w których wsiadaliśmy.

Szczegóły dotyczące rozlokowania w pokojach podeślę Wam na początku przyszłego tygodnia.
Jeszcze raz proszę o punktualne stawiennictwo w wybranych przez siebie punktach wsiadania do autokaru.
Prośba o zadbanie o odpowiedni ubiór na sobotnią wycieczkę w góry.

Pozdrawiam
Jac

wydra

Już ci mówię gdzie, i nie sposób się tam na pstrągi wybrać żeby jakiejś nie zobaczyć, powiedzmy że na dziesięć wyjazdów nie widzę wydry może ze dwa razy. A zdarza się że mam je tak blisko że mogę je dotknąć szczytówką wędki o długości 2,7 metra.
Pierwsza rzeka nazywa się Pilica i tu są w każdym dowolnym miejscu w górnym biegu, druga rzeka to Raba w okolicach Rabki gdzie wydry są na co drugim zakręcie, w tym również tuż przy rynku na Rabie i Poniczance, oraz na Poniczance w okolicach "Alberta"aczkolwiek tam się nie łowi, widzę je bo często tamtędy przechodzę.
Ponadto w Okolicach Krakowa wydry występują licznie na Prądniku ,Dłubni, Szreniawie oraz Rudawie, występują też na Wiśle i to w granicach miasta Krakowa (zresztą podobnie jak bobry).
Jest w Krakowie firma zajmująca się eksmitowaniem dzikich zwierząt z bezpośredniego sąsiedztwa ludzi. W zeszłym roku wydrami które zapędziły się między nadwiślańskie zabudowania i ogrody zajmowali się kilka jeśli nie kilkanaście razy.
Wydry są na stawach praktycznie każdym stawie hodowlanym w sąsiedztwie Wisły.
Ostatnio inwentaryzując gatunki dzikich zwierząt na terenie miasta Bielska Białej ślady wydry były w dolinie Wapienicy przy zbiorniku Wielka Łąka, nad rzeka Białą w zwartej zabudowie miejskiej( a bobry są np w Krakowie na Prądniku niedaleko wydziału Leśnego pośród blokowisk -taka dygresja) oraz na wszystkich zespołach stawów hodowlanych w Haucnowie, oraz przy granicy z Jaworzem. Można powiedzieć że jest dość liczna w granicach administracyjnych miasta.
Ze względu na gwałtowny wzrost liczebności wydra nie zostanie uwzględniona przez Głowacińskiego w kolejnym wydani Czerwonej Księgi.
Poza tym kolego, jaka samowolka?
Objecie gatunku ustawą łowiecką jest formą ochrony w praktyce zbliżoną do form ochrony częściowej, nie ma samowolki w tępieniu dzików i jeleni które tez robią straty, to czemu ma być w wypadku wydry? Co to za demagogiczne teksty tutaj wplatasz?
Zamiast nielegalnego zwalczania kłusowania, tępienia, trucia, będzie podgalała planowanej gospodarce łowieckiej na podstawie jednorocznych i wieloletnich planów łowieckich, będzie inwentaryzowana, a kłusownictwo gatunków łownych jest ostrzej finansowo karane niż chronionych, mówię tu o dodatkowych odszkodowaniach i nawiązkach płaconych na rzecz PZŁ. Co więcej tam gdzie czyni szkody w gospodarce rybacko-hodowlanej będzie ją można szybko i sprawnie wyeliminować a tam gdzie szkód nie czyni - łatwiej chronić. I wszystko to na dobra sprawę dotyczy też bobra i łosia.
Jeśli ci się wydaje że samo obdarzenie gatunku przymiotnikiem chroniony wpłynie na to że chłop któremu robi szkody nie użyje wideł jeśli będzie miał okazję no to jest to naiwne i proste myślenie. Kto pilnuje gatunków chronionych w pobliżu zabudowań poza terenem leśnym? leśniczy? policja? pseudoekolodzy?
A myśliwi tam łażą i pilnują "swojego", choćby dla tego że zwykle mieszkają gdzieś w pobliżu.

Dj Sopran

oto co mowi o sobie:

wszystko zaczłęo się w podstawówce, gdzie zdobywałem „doświadczenie” na szkolnych dyskotekach i wtedy to otrzymałem swój pseudonim gdy nagminnie paliłem wysokie tony w głośnikach (soprany)...hahaha. Ale tak na serio to zaczęło się w 1998 roku – wtedy to stawiałem pierwsze kroki za sterami na dyskotekach w moim mieście Koninie. Wtedy to też kupiłem sobie pierwszy profesjonalny odtwarzacz – Numar cdmix 1, na którym przez 3 lata uczyłem się miksowania. Gdy kupiełm sobie popularne „setki” to dopiero poczułem co to znaczy fajnie grać i miksować na dobrym sprzecie:) Rok później znów zmieniłem konsolete na Numark Cdn 90, Mikser Reloop 3 oraz zakupiłem upragnione gramofony – na początek Reloop 4.5, następnie zmienione na Numark TTX1, które mam do tej pory.
W 2001 roku ukończyłem kurs dla prezenterów muzycznych organizowany przez Polskie Stowarzyszenie Prezenterów Muzyki oraz otrzymałem Bezterminowy Certyfikat Profesjonalnego Prezentera Muzycznych Programów dyskotekowych – Certyfikat nr 1/2002/C. W tym samym roku pierwszy raz wziołem udział w Mistrzostwach Polski Prezenterów Dyskotekowych w klubie Kobra w Bojanowie. W późniejszych latach brałem udział jeszcze w Mistrzostwach w Warszawie, Bydgoszczy, Izbicy Kujawskiej, Mistrzostwach Plażowych w Łebie, Konkursie Pop Dj w Poznańskim EMPIKu, Big Dj Star 2005 we Włocławku oraz Big Dj Star 2006. W 2006 byłem sędzią na konkursie Reloop Dj Contest w klubie Hipnoza w Toruniu. W 2004 roku brałem udział w imprezie pod nazwą CLUBBINGFASHIONTV organizowanej przez Radio DeeJay International Polska, która odbyła się w Nowym Mieście k/Płońska. Obecnie grywam w takich klubach jak m.in. Bravo - Wloclawek, vanilla club & savoy Bydgoszcz....

co gram:

Od czasu gdy zacząłem grać przeszedłem już chyba wszystkie gatunki muzyki, które mogły jakoś zawrócić mi w głowie – były czasy disco, rytmów klubb, trance...., jednak najlepiej czuje się w muzyce house, disco house, latino i vocal. Jestem także fanem czarnej muzyki, więc imprezy w takim stylu także są dla mnie przyjemnością. Aby przekonać się co lubię grać i w czym czuje się najlepiej zapraszam na moje imprezy, a w wolnej chwili zachęcam do pobrania moich setów ktre znajduja sie na stronie:

http://www.djsopran.com/

w zakladce: " co gram "...

gdzie gralem:

Od czasu, gdy zacząłem grać zdążyłem już zagrać w wielu miejscach w całej Polsce:

# No.18 (Grudziądz),
# Sonobar (Bydgoszcz),
# Miami Nice(Łeba - Mistrzostwa),
# Śnieżka(Rabka - Mistrzostwa),
# Ekwador(Manieczki),
# Hipnoza – (Toruń),
# Remiza(Stare Misato),
# Imperium (Konin),
# Megic (Grudziądz),
# Omega (Ostrowite),
# Hot-Life(Konin),
# Oskard(Konin),
# Park 22 (Bydgoszcz),
# ClubbingFashionTv (Płońsk),
# Kuźnia(Bydgoszcz),
# Delta(Sycewo),
# Millenium (Konin),
# ALEX (Wilczyn),
# Piramida(Kalinowa),
# Wektor X (Warszawa),
# Amber(Patrzyków),
# Joker(Słomczyce),
# Passage Pub (Warszawa),
# Bravo(Modlibogowice),
# Arena (Izbica Kujawska - Mistrzostwa),
# Art(Konin),
# Widmo(Konin),
# Forum(Roztoka),
# Bravo (Bydgoszcz),
# Savoy (Bydgoszcz),
# Bravo (Włocławek),
# VanilaClub (Bydgoszcz),
# Hotel Mrągowia (Mrągowo),
# River Pub (Kołobrzeg),
# Sky Club (Sierpc),
# Amber Baltic (Międzyzdroje),
# Hotel Konin (Konin),
# Hutnik (Mikorzyn),
# Majorka (Mikorzyn)
# Enjoy (Wilczyn),
# Leśna Polana (Ślesin),
# Lotnisko Bemowo (Warszawa),
# Tazo (Modła),
# Viva Club (Ciche),
# Grakula (Toruń),
# Plaża Piecki (Bydgoszcz),
# Anpol (Stare Olesno),
# Hala Sportowa Ursynów (Warszawa)

z kim gralem:

# V_Valdi,
# Czopka (FTB),
# Neevald (Radio RMI),
# Bazz (FTB),
# W,
# LayDeeJane,
# Matush,
# Hagal,
# Bad Habbit Boys,
# Glasse,
# SpeedyAction,
# Ernesto & Bastian,
# Koval,
# Brush,
# Zyzzyk,
# Miter
# Kalif,
# Carlito,
# 2 Sweet Blondies,
# Ceź,
# Martinez,
# Dj’s Team,
# 30 Ton,
# Suhy,
# Sasha Dubrovsky,
# Micro,
# @lex,
# KC,
# Victor,
# Eddie D,
# Lady M,
# Miss Viper,
# Dano Ayko.

Wyścigi Psich Zaprzęgów

Tekst pierwotnie zamieszczony był na JuraPolska.com - autor Michał

IV Jurajskie Wyścigi Psich Zaprzęgów MORSKO 2002.

Była to kolejna, wbrew numeracji szósta już, edycja wyścigów tego typu rozegrana w centralnej części Jury. Poprzednie odbyły się w Rzędkowicach, Podlesicach i w Morsku, zazwyczaj na początku listopada. W tym roku była to impreza zdecydowanie bardziej kameralna, obserwatorów nie związanych ze środowiskiem maszerów, mimo widowiskowości tego sportu, było niewielu, ale i pogoda nie sprzyjała rodzinnym wycieczkom.
Na starcie stawiła się stała obsada z Opola, Tychów, Bielska-Białej, Rabki, Raciborza, no i oczywiście silna ekipa ze stolicy Dolnego Śląska

Orientacyjny przebieg trasy - sprint 8 km :
- start około 700m do parkingu pod wyciągiem w stronę wsi Morsko,
- płaski docinek do czarnego szlaku,
- łagodny podjazd czarnym szlakiem, aż do skraju pól nad Rzędkowicami,
- tam w prawo do Sarnich Skałek,
- pętla za Wilczym Kamieniem, powrót na łąki za Sarnimi Skałkami,
- ostry zjazd i leśna droga wyprowadza na łąki pod Apteką,
- dalej dojazd od mety położonej około 50m od parkingu pod wyciągiem

Skan artykułu o powyższych wyścigach zamieszczonego w lokalnej gazecie -
Jura Zawierciańska (nr 50, 11-17 grudnia 2002 r.) TUTAJ rar(2.80) - waga 200KB
A w Galerii znajdziecie kilka fotek z zawodów - tym razem skanowane z negatywów, czyli coś w końcu widać

Ogólne zasady rozgrywania wyścigów psich zaprzęgów - w sporym uproszczeniu
- po starcie nie można zwiększyć liczby psów w zaprzęgu,
- maszer kieruje psami głosem - żadnych batów, obroży zaciskowych itp.,
- wózki/sanie muszą posiadać sprawny hamulec, kotwicę śnieżną,
- czas mierzony jest do przekroczenia mety przez maszera,
- maszer nie może ciągnąć psa, może popychać zaprzęg
- w wyścigu biorą psy co najmniej 12 miesięczne.

Wyścigi można podzielić na :
- krótkodystansowe,
- średniodystansowe - do 300 mil,
- długodystansowe np. All Alaska Sweepstake, Iditaroad (ponad 1000mil), Yukon Quest (1400km), w Europie Alpirod (1000km), La Pirena (ponad 400km) i inne.

Zawody zaprzęgów sanie/wózek rozgrywane są w klasach :
- nielimitowana : zaprzęg musi liczyć minimum 7 psów
- 0 : min. 7 max. 10 psów
- A : min. 5 max. 8 psów,
- B : min. 4 max. 6 psów,
- C : min. 2 max. 4 psy.

Dodatkowo przyjęto oznaczenia :
1 - zaprzęgi złożone z Syberian Husky, lub mieszane, obowiązkowo 1 pies tej rasy,
2 - zaprzęgi z Alaskan Malamute, Samojed, Greenlandshoud,
scratch - dla zaprzęgów nie złożonych z psów pociągowych ras północnych.

Poza klasami typowych zaprzęgów sanie/wózek są jeszcze :
- skandynawska/pulka : jeden/kilka psów, maszer biegnie na nartach/pieszo za małymi sankami/wózkiem
- velo : jeden/kilka psów, prowadzący jedzie ma rowerze, psy "podpięte" do roweru.

A propos tej klasy jedna refleksja wynikająca z własnych doświadczeń, a skierowana do maniaków MTB - wyjątkowo widowiskowe gleby zdarzają się kiedy jedziesz wpięty w SPD, a pies nagle zobaczy przed swoim nosem sarny, czy zająca. Stosunkowo niewielki husky potrafi przebiec spory dystans z kotwicą w postaci roweru górskiego, a Ty długo próbujesz dojść co się właściwie stało.

Wyścigi zaprzęgów są tylko jednym z wielu nurtów sportów w których uczestniczą psy północy, a najbardziej znanym z pozostałych jest próba uciągu. Pies wyposażony w specjalny typ uprzęży jest w stanie uciągnąć tzn. na płaskim odcinku ruszyć z miejsca i przeciągnąć na wyznaczonym dystansie, ciężar przekraczające 1000kg (rekord 1750kg). Tak więc holowanie Malucha to prawie zabawa a ile może pociągnąć cały zaprzęg np. 12 malamutów?